Kategorie: Wszystkie | Film | Historia | Książki | Teatr | Wypady
RSS
wtorek, 28 lipca 2015
Gra tajemnic, czyli jeszcze raz o Enigmie

Zainteresowałem się problemem Enigmy i polskiego wkładu w złamanie tego szyfru. Pojawi się w związku z tym kilka not na ten temat.

Zaczynam od filmu Gra tajemnic i książki, na podstawie której ów film nakręcono. Od razu powiedzmy, że film jest znacznie lepszy od książki. Jako historyk muszę jednak uczciwe powiedzieć, że do słabych stron filmu należy precyzja w przedstawianiu realnych wydarzeń, natomiast bardzo dobrze wypada osobista historia Turinga podkreślona doskonałą rolą Benedicta Cumerbatcha. Na marginesie dodam tylko, że to jemu należał się Oskar za pierwszoplanową rolę męską, a zadowolić się musiał tylko nominacją.

film Gra tajemnic, reż. Morten Tyldum, Turing w otoczeniu współpracowników

Kilka kwestii w filmie budzi jednak sprzeciw. Po pierwsze rola Polaków – wspomniano co prawda, że przyczynili się do złamania Enigmy i jest to niewątpliwy postęp, bo w poprzednim filmie (Enigma) nie tylko nie padło o tym ani jedno słowo, ale jeszcze jedynego Polaka przedstawiono jako zdrajcę, który zaślepiony antysowieckością był gotowy pracować dla Niemców. To było wprost nieprzyzwoite. Tym razem chodzi „tylko” o pominięcie, które byłoby może uzasadnione faktem, że film nie relacjonuje historii złamania niemieckiego szyfru maszynowego, a jest przede wszystkim bardzo osobistą biografią jednego z angielskich matematyków. Problem jednak w tym, że ów matematyk, czyli Alan Turing, blisko współpracował z Polakami. Tu warto wyjaśnić, że do czasu podboju Francji brytyjscy kryptoanalitycy kooperowali z polskimi matematykami mającymi własny ośrodek na terenie wtedy ciągle jeszcze niepodległej Francji. Niemieckie klucze szyfrowe były łamane równolegle w obu ośrodkach, a efektami prac natychmiast się wymieniano. Co więcej, Turing odwiedził polską placówkę, zapewne chcąc się zapoznać z metodami pracy znacznie bardziej od niego doświadczonych Polaków. Czyli krótko mówiąc – przyjechał po korepetycje. Film o tym milczy, ale do pewnego stopnia jego twórców może usprawiedliwiać to, że w biografii Turinga Andrew Hodges też ów fakt pominął, a zrobił tak dlatego, że po prostu o nim nic nie wiedział, bo nie znał polskiej literatury przedmiotu.

Poważniejsze zastrzeżenie historyczne budzi scena kulminacyjna, kiedy to angielscy kryptolodzy decydują, czy właśnie złamane niemieckie depesze dotyczące wojny na Atlantyku ujawniać, czy też zachować dla siebie, aby nie zdradzić w ten sposób faktu złamania niemieckiej Enigmy. Błąd jest w tej scenie potrójny. Kryptolodzy nie odszyfrowywali depesz, to robiła zupełnie inna komórka. Skala odczytywanych komunikatów szła w tysiące sztuk i zaprzęganie do tego najbardziej fachowego personelu byłoby bez sensu. Matematycy łamali jedynie klucze i przekazywali je dalej. Po drugie, analitycy nie mieli żadnego wpływu na sposób dystrybucji i wykorzystania rozszyfrowanych depesz, nie wiedzieli nawet do kogo trafiają, ani jaki użytek z nich jest robiony. Wreszcie po trzecie: Anglicy w okresie, kiedy byli w stanie łamać niemieckie szyfry, podczas zmagań na Atlantyku korzystali z nich bez ograniczeń. Prowadzili wtedy wojnę na śmierć i życie; obawy przed ujawnieniem dekryptażu Enigmy musiały ustąpić na plan dalszy.

Poza tym jaki to był realny użytek? Najczęściej chodziło tylko o zmiany tras konwojów w taki sposób, aby omijały one ustalone przez radiowywiad pozycje u-bootów. Był jednak pewien wyjątek – kilka razy udało się odczytać niemieckie depesze ustalające dokładnie miejsce spotkania u-bootów z podwodnymi transportowcami (zwanymi „mlecznymi krowami”). W tym przypadku wysyłano siły uderzeniowe, głównie lotnicze. Były to bardzo bolesne ciosy, bo zatopienie „mlecznych krów” radykalnie ograniczało możliwości długotrwałego działania u-bootów na odległych akwenach. Był taki moment, kiedy Niemcy stracili wszystkie tego typu transportowce, zatem mieli poważny kłopot ze ściągnięciem do bazy okrętów podwodnych operujących u wybrzeży Stanów Zjednoczonych (puste zbiorniki paliwowe!). Skuteczność aliantów akurat w tym obszarze powinna dać im do myślenia.

Rzeczywiście Niemcy zaczęli coś podejrzewać, ale ich podejrzenia szły w kierunku infiltracji agenturalnej Kriegsmarine, wprowadzili zatem bardziej skomplikowane procedury obchodzenia się z tablicami kodowymi, wirnikami, sposobami ich wymiany itd. Natomiast zdolność konwojów do omijania miejsc wyczekiwania wilczych stad tłumaczyli sobie nadzwyczajną skutecznością brytyjskiej radiogoniometrii. Co naprawdę dziwne, nie podejrzewali złamania szyfru! Wprowadzali co pewien czas kolejne modyfikacje utrudniające, a okresowo uniemożliwiające dekryptaż, ale były to działania, nazwijmy to – rutynowe, wynikające ze słusznej skądinąd teorii szyfrowania, która mówi, że im więcej jednorodnego materiału porównawczego, tym łatwiej szyfr złamać.

Andrew Hodges, Alan Turing: Enigma, Wydawnictwo Albatros, okładkaTyle o filmie. Jeżeli zaś chodzi książkę Hodgesa, to przede wszystkim należy powiedzieć, że jest ona stanowczo za długa. Autor upchnął w niej mnóstwo trzeciorzędnych szczegółów biografii Turinga. Naprawdę jest mało istotne z kim spędzał on wakacje w czasach studenckich i jakie wsie wtedy odwiedzał. Zdecydowanie natomiast brakuje szerszego kontekstu prac nad Enigmą, na przykład dotyczących sposobu wykorzystania pozyskanych w ten sposób danych. Jest to wiedza łatwo dostępna, a kilka zdań istotnie rozszerzałoby świadomość czytelników. Jak już wskazałem, brak w książce podstawowych dla sprawy informacji o kooperacji z Polakami. Na plus autorowi trzeba tylko zaliczyć, że we wstępie do polskiego wydania uczciwie przyznaje się do tego braku. Pytanie tylko, czy w kolejnych wydaniach angielskich ów brak został uzupełniony?

Do poważniejszych mankamentów zaliczam również brak informacji o prawdziwych przyczynach rozstania się Turinga z Blechtley Park. Wszystko wskazuje na to, że udzielono mu urlopu zdrowotnego i sfinansowano wyjazd do Stanów Zjednoczonych, ponieważ Turing po prostu psychicznie zaniemógł, czyli mówiąc kolokwialnie –  zwariował. W pracy pojawiał się rzadko i nieregularnie, brudny, nieogolony, wyglądało jakby tracił kontakt z rzeczywistością. Może z przepracowania, może z napięcia psychicznego i życia wśród milionów cyferek (vide Piękny umysł). Pominięto ten aspekt w książce, nie mógł zatem znaleźć się w filmie. Cienkie aluzje, że mogło chodzić o jego homoseksualizm są nie na miejscu, bo w Bletchley Park pracowało środowisko intelektualistów, które było dość tolerancyjne.

Do mocnych stron książki zaliczam natomiast bardzo ciekawe zarysowanie problemów matematycznych, którymi zajmował się Turing. Autor, sam matematyk, dobrze zrozumiał intelektualne tło jego dociekań. W efekcie otrzymujemy krótką historię kilku teorii matematycznych i przegląd tego, czym żyli ówcześni matematycy. Dla mnie, laika w tej dziedzinie, ten poziom szczegółowości był wystarczający dla poszerzenia horyzontów.

Wracając do tematów filmowych – bardzo ciekawy i rzetelny film dokumentalny o polskim wkładzie w rozszyfrowanie Enigmy nakręciła BBC. Był to jeden z odcinków serii Heroes of war. Poland z polskim tytułem Polscy bohaterowie drugiej wojny światowej. Bardzo rzetelna robota, nie mam żadnych uwag merytorycznych. Bardzo się cieszę, że Anglicy sami taki film wyprodukowali i brytyjska publiczność mogła go obejrzeć. Wyrażam natomiast zdumienie, że Polacy w tej sprawie pozostają bierni i polska telewizja zamiast różnych głupot nie produkuje tego typu filmów. Tym to dziwniejsze, że zainteresowanie tematem jest bardzo duże: powstają kolejne książki (i sprzedają się na pniu), a szkoły za patronów wybierają polskich kryptoanalityków (zobacz tu i tu). A różni „mędrcy” kręcący się dookoła mediów nadal powtarzają, że mają dość tematów bogoojczyźnianych. Pytanie, jak daleko może się posunąć ich alienacja od prawdziwego społeczeństwa i jak długo ci pseudointelektualiści oderwani od realnych zainteresowań ludzi będą decydowali o kształcie polskich mediów?

Na koniec oceny: film Gra tajemnic 8/10, książka Andrew Hodgesa Alan Turing: Enigma 6/10, dokument BBC Heroes of war. Poland 10/10.

PS Łamaniem szyfrów i kodów zajmują się, zgodnie z przyjętą terminologią kryptoanalitycy, którzy niekoniecznie musza być matematykami. Kryptolodzy zaś zajmują się tworzeniem szyfrów. Z powodów trudności w zastąpieniu słowa „kryptoanalitycy” używałem wymiennie kryptologów, analityków i matematyków. Proszę o zrozumienie.

Gra tajemnic, reż. Morten Tyldum, Wielka Brytania 2014, w roli Turinga Benedict Cumerbatch

Andrew Hodges, Alan Turing: Enigma, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014.

Heroes of war. Poland. Tytuł polski: Polscy bohaterowie drugiej wojny światowej (Witold Pilecki, Złamanie Enigmy, Cichociemni, Żegota, Krystyna Skarbek), produkcja BBC.

niedziela, 19 lipca 2015
Sprawa Colliniego, doskonały kryminał na wakacje

Ferdinand von Schirach, Sprawa Colliniego, okładka, recenzjaTym razem będzie lekko i wakacyjnie. Sprawa Colliniego to bardzo inteligentny kryminał, choć w istocie rzeczy książka wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym.

Jak na powieść sensacyjną zaczyna się zdumiewająco, od pierwszych bowiem stron wiadomo, kto i w jaki sposób dokonał morderstwa. Tytułowy Fabrizio Collini, prosty robotnik włoskiego pochodzenia, zamordował z zimną krwią 87-letniego przemysłowca i w okrutny sposób zmasakrował ofiarę. Kompletnie niejasny pozostaje jednak motyw. Sam winowajca odmawia składania wyjaśnień.

Sprawę prowadzi młody adwokat z urzędu, Caspar Linen. To jego pierwsza poważna sprawa sądowa. Na dodatek okazuje się, że był on emocjonalnie związany z ofiarą, co powoduje, że ma poważne wątpliwości, czy w ogóle może podjąć się skutecznej obrony swojego klienta. To pierwsza poważna komplikacja, która od razu dobrze wprowadza nas w klimat książki. Młody prawnik zmaga się w czasie trwania jej akcji z wieloma wyborami etycznymi. Podlega różnym naciskom. Okazuje się bowiem, że obrona Fabrizio Colliniego wymaga rozgrzebania życiorysu ofiary i wywleczenia na światło dzienne bardzo niebudujących szczegółów z tego życiorysu. Mówiąc wprost chodzi o zbrodnie wojenne, a przypominam o głębokich związkach (prawie rodzinnych) młodego prawnika z zamordowanym przemysłowcem. Obowiązek wobec klienta, a nawet głębiej, wobec prawdy i sprawiedliwości, przeważa. Przecież oskarżony, niezależnie od tego jak okropną zbrodnię popełnił, może, siedząc w więzieniu, liczyć tylko na swojego obrońcę. Mamy tu do czynienia z poważną refleksję na temat etyki zawodu adwokata. Na marginesie dodam, że ta refleksja jest również aktualna w polskiej rzeczywistości.

Nie chcę zdradzać istoty fabuły, ale jak już z tego zarysu treści można się domyśleć, swoimi korzeniami zbrodnia sięga do czasów II wojny światowej i ma charakter zemsty. Problem jednak w tym, że jest to zemsta niejako „zastępcza”, ponieważ niemiecki wymiar sprawiedliwości nie poradził sobie z sądowym rozliczeniem zbrodni wojennych. Tu dotykamy drugiego fundamentalnego dla książki problemu – rozliczenia się Niemców ze swoją nazistowską przeszłością. Jak powszechnie wiadomo, to rozliczenie było bardzo ułomne i znakomita większość zbrodniarzy wojennych uniknęła jakiejkolwiek odpowiedzialności. Polakom bardzo łatwo przychodzi wytykanie tego Niemcom, choć warto zauważyć, że Sprawę Colliniego napisał jednak Niemiec, a pod jej wpływem powołano komisję w niemieckim ministerstwie sprawiedliwości mającą wyjaśnić wpływ hitlerowskich prawników na powojenne prawodawstwo.

We mnie tego typu sprawy sprawy wzbudzają refleksję, jak Polacy poradzili sobie ze swoja komunistyczną przeszłością. Może zamiast bić się w cudze piersi, lepiej uderzyć się we własne? Tym bardziej, że dzieje tych rozliczeń bynajmniej nie są zakończone i nie przynależą tylko do sfery zainteresowań historyków, chociaż i w tej materii byłoby niejedno do powiedzenia.

Wracam do Sprawy Colliniego. Na podkreślenie zasługuje zwięzłość książki. Całość złożonej przecież fabuły przedstawiona jest na 150 stronach tekstu. Nie ma tu rozwlekłości, nic nie jest zbędne. Czyta się szybko i z wzrastającym zainteresowaniem. Na końcu zaś pozostajemy w zadumie. Czyli książka daje to wszystko, czego oczekujemy od dobrego kryminału. Dla mnie 10/10. Za pogłębioną refleksję na temat rozliczeń z własną historią zaliczam do „sił sensu”.

Ferdinand von Schirach, Sprawa Colliniego, Wydawnictwo WAB, Warszawa bdw [2013]. Przy okazji – nie rozumiem skąd u wydawców ten prymitywny odruch nieujawniania roku wydania książki. W dobie internetu można z dokładnością do dnia ustalić, kiedy książka została wprowadzona na rynek. Nie ma tu co udawać i sztucznie przedłużać „świeżość” danej książki. Żenujące…

Zakładki:
10TOP tego bloga
A to mój nowy blog historyczny
Obejrzane - Film
Obejrzane - Teatr
Przeczytane
W oczekiwaniu
Zaglądam na blogi