Kategorie: Wszystkie | Film | Historia | Książki | Teatr | Wypady
RSS
czwartek, 14 lipca 2011
Doczekaj nowiu, Archiwista z Łubianki i Na grobli

Piotr Wojciechowski, Doczekaj nowiu, recenzjaHistorical fiction. Amerykańskie i polskie służby specjalne przygotowują scenariusz objęcia władzy w Rosji przez spadkobiercę praw dynastycznych Romanowów, Wielkiego księcia Dymitra. Jego żoną ma zostać Ludmiła Sobieska, która nazwisko ma po matce, ale jej ojcem był potomek książęcego rodu Godunowych. Ją właśnie przygotowują do nowej roli polskie służby. Przywrócenie w Rosji caratu ma wprowadzić w tym kraju stabilizację i obliczalność tak pożądaną przez kraje Zachodu. Przygotowania idą pełną parą, Ludmiła już teraz Godunow jest oficjalną narzeczoną Dymitra.

Pomysł fabularny doskonały, przeprowadzony z troską o szczegóły. Uwikłanie człowieka w rozległy plan służb specjalnych, oplecenie go pajęczyną zależności zostało ukazane w sposób godny Le Carrego. Na nieszczęście autor wprowadził jeszcze drugi, równoległy wątek, też - w bliżej nieokreślony sposób - służący realizacji planu przywrócenia caratu. Jakiś żaglowiec naszpikowany elektroniką płynie na Daleką Północ, bada anomalie magnetyczne, zimuje na Czukotce, ale nie wiadomo po co, sensy gdzieś się pogubiły. Na dodatek owa eskapada dzieje się w bliżej nieokreślonym świecie alternatywnym. Piotr Wojciechowski w jednej książce chciał pogodzić dwa różne gatunki: historical fiction i fantastykę. Niestety mu się to nie udało. Wydaje się, że na dobre by wyszło książce, gdyby zostawić tylko część narracji poświęconą Ludmile Godunow i jej przejściom z polskim wywiadem, a resztę usunąć. Powstałaby dużo lepsza całość. A tak tylko 6/10, ale przeczytać warto, zwłaszcza, że Piotr Wojciechowski jest twórcą niedocenionym.

Piotr Wojciechowski, Doczekaj nowiu, Świat Książki 2007 

Travis Holland, Archiwista z Łubianki, recenzja, okładkaUsunięty z uczelni wykładowca literatury rosyjskiej został zatrudniony w archiwum więzienia śledczego na Łubiance. Do jego obowiązków należy porządkowanie spuścizny literackiej uwięzionych pisarzy. Podczas swoich rutynowych obowiązków trafia na niepublikowane opowiadania Izaaka Babla. Musi go przesłuchać, aby potwierdzić ich autorstwo. Przede wszystkim jednak, aby uratować te opowiadania, wykrada je z archiwum. Równolegle, w normalnym życiu, terror stalinowski nie daje o sobie zapomnieć. Kolejni znajomi albo są aresztowani, albo aresztowania się spodziewają. Dookoła naszego archiwisty też zaciska się pętla.

Autorowi udało się oddać duszną atmosferę zagrożenia, niepewności. Opresyjny system nikogo nie pozostawia samego sobie. Rodziny i znajomi aresztowanych czują, że mogą być następni w kolejce na Łubiankę. Każdy rozważa, czy po niego też przyjdą, a jeżeli tak, to jak się wtedy zachowa, co zrobi, aby uchronić swoja rodzinę.

Archiwista z Łubianki nie jest być może arcydziełem literackim, ale ma niezaprzeczalne zalety, które powodują, że warto po niego sięgnąć, zwłaszcza tym, którzy interesują się literaturą rosyjską. Powieść bowiem w udany sposób przedstawia kontekst, w jakim ta literatura powstawała i pod jaką presją znajdowali się pisarze, zresztą tak jak wszyscy ludzie sowieccy. Być może książce wyszłoby na zdrowie rozbudowanie opowieści o Izaaku Bablu i jego więzienno-obozowym perypetiach, przy jednoczesnym zredukowaniu niektórych wątków pobocznych, które dobrze budują atmosferę, ale jednocześnie rozbijają strukturę i są nieco nużące. Moja ocena 7/10.

Travis Holand, Archiwista z Łubianki, Muza 2009

Eustachy Rylski, Na grobli, recenzja, okładkaJest rok 1980, znany i ceniony w kręgach władzy literat, Sewerynowicz, ma otrzymać w Związku Sowieckim nagrodę Fiedina. Z przecieków wiadomo, że ma on szansę zostać laureatem literackiego Nobla. Partyjni aparatczycy podpowiadają, że odrzucenie rosyjskiej nagrody może zwiększyć szansę na otrzymanie dużo ważniejszego wyróżnienia. Sewerynowicz godzi się z tymi sugestiami.

W postaci Sewerynowicza łatwo rozpoznajemy rysy Jarosława Iwaszkiewicza, a tytułowy dworek Na Grobli żywcem przypomina Stawisko.

Na grobli ma strukturę polifoniczną. W dwudziestu rozdziałach zawsze słyszymy głos jednej osoby, za każdym razem innej. Raz jest to rozmowa telefoniczna, raz wspomnienie, kiedy indziej pogawędka twarzą w twarz, a na końcu list. Do tej pory powieści Rylskiego miały formę dość konserwatywną, narracja była linearna, bez żadnych udziwnień i sztuczek. Zwolennicy prozy Rylskiego mogą się poczuć zaskoczeni, ale mi się przynajmniej wydaje, że pozytywnie. Za nową formą poszła nowa dla Rylskiego treść. Jego poprzednie książki były wyważone, chłodne, konsekwentne. Tutaj poruszane są tematy znacznie cieplejsze, w niektórych przypadkach całkiem gorące, ale o tym potem.

Powieść przedstawia uwikłanie pisarza we flirt z władzą, w politykę, w tle grasują służby specjalne i nasyłani przez nie agenci. Literaturze i jej twórcy na dobre to nie wychodzi. Można powiedzieć, że jest on pionkiem w grach politycznych, a na końcu ich ofiarą. To smutne. Mam nadzieję, że te czasy należą już do historii, ale czy na pewno? Gdy patrzę na metody działania salonu i antysalonu to wydaje mi się, że dekoracje się zmieniły, reguły również, ale duch uwikłania gdzieś pozostał.

Generalnie rzecz biorąc odbieram najnowszą książkę Rylskiego bardzo pozytywnie, inaczej niż instytucjonalni krytycy literaccy. Ciekawy pomysł narracyjny, niebanalna forma, kilka celnych obserwacji. Jedna rzecz jednak zniesmaczyła mnie maksymalnie. Pojawia się bowiem postać córki Sewerynowicza, która została zakonnicą. Pomijam, że z Iwaszkiewiczem realnym nie ma to nic wspólnego i jest to czysta kreacja Rylskiego umieszczona tylko po to, aby zamanifestować jakieś poglądy autora. Postać owa została obdarzona niebudującymi cechami charakteru, posługuje się dziwacznym językiem, jak to niby każda zakonnica tchnąca zamierzchłą przeszłością, ale to pół biedy. Gorsze są takie oto pomysły autora: zwykła zakonnica jest bogatsza od uznanego pisarza (swojego ojca, s. 28), spowiednik nakazał jej, a ona realizuje „cotygodniowe godzinne samobiczowanie” (s. 177), jej przełożoną jest złowroga przeorysza contessa Lubraniecka. Już samo użycie w tym kontekście słowa contessa dużo mówi o poglądach autora, bo w rzeczywistości pozapowieściowej taki termin nigdzie nie występuje. Można powiedzieć, że w tej sprawie opis Rylskiego ma się tak do realiów, jak w swoim czasie konferencje prasowe niezapomnianego Jerzego Urbana – dużo jadu, mało przyzwoitości, żadnego związku z prawdą. Genezę takich poglądów Rylskiego upatruję w jego poparciu dla Janusza Palikota. Smuci mnie, że pisarz, którego dotychczasową postawę można by scharakteryzować tytułem jednego z jego utworów Tylko chłód, daje się ponosić tak niskim emocjom.

Ogólna ocena, nawet po uwzględnieniu powyższego zastrzeżenia, 7/10.

Eustachy Rylski, Na grobli, Świat Książki 2010

Na koniec podsumowanie: we wszystkich trzech recenzowanych książkach występuje wątek rosyjski. Czy to symptom czasów, czy tylko echo moich podświadomych wyborów? Również we wszystkich trzech powieściach istotną rolę odgrywają tajne służby będące często czynnikiem sprawczym w opisywanych wydarzeniach. To na pewno coś mówi o współczesnej literaturze, bo wybierając te książki nic nie wiedziałem o tym aspekcie, zatem to nie moje preferencje czytelnicze odbijają się w tej konstatacji. Wreszcie uświadomiłem sobie, że we wszystkich trzech publikacjach coś bym poprawił… i to zawsze przez usunięcie nietrafionych wątków. Może to reakcja na nadmiar słów, pomysłów, brak selekcji i umiejętności oddzielania przez autorów pomysłów dobrych od tych grafomańskich?

środa, 06 lipca 2011
Jadwigi Staniszkis życie uczuciowe i umysłowe

Jadwiga Staniszkis, Życie umysłowe i uczuciowe, recenzja, okładkaJadwiga Staniszkis jest znana szerokiej publiczności głównie ze swojego zaangażowania w ostatnie kampanie wyborcze Jarosława Kaczyńskiego. Mniej osób wie, że jest jednocześnie wybitną socjolożką o nadzwyczajnym darze do syntezy, do tworzenia teorii, publikującą często w renomowanych zachodnich wydawnictwach. Powoduje to, nota bene, że jej prace są dobrze znane w Polsce jedynie wąskiej grupie specjalistów czytających dobrze po angielsku (a nie wszyscy czytają…)

W Życiu umysłowym i uczuciowym Jadwiga Staniszkis opowiada przede wszystkim o swojej biografii: o rodzinie, o romansach, o środowisku naukowym i o działalności opozycyjnej. Bodaj po raz pierwszy odsłania kulisy swojego życia prywatnego, mówi o rozwodach, aborcjach, o trudnym, burzliwym związku z Ireneuszem Iredyńskim. Trochę jest zaskakujące, że opowiada o tych wszystkich rzeczach bez przemilczeń, ujawnia krępujące szczegóły, o których inni intelektualiści na pewno by nawet nie wspomnieli. W moich oczach wzmacnia to sympatię do osoby, która jest przecież postacią publiczną, dla wielu osób autorytetem, a temu pomaga wiarygodność budowana przez szczerość. Każdy lubi wiedzieć, kim jest osoba, która mówi nam o skomplikowaniu współczesnego świata, o wyzwaniach przed którymi stoi nasz kraj, a niekiedy nawet próbuje suflować naszym politycznym wyborom.

Rodzina Jadwigi Staniszkis ma korzenie endeckie – dziadek był wybitnym politykiem Stronnictwa Narodowego, ojciec spędził w peerelowskim więzieniu sześć lat za działalność w ruchu narodowym. Ona natomiast, jako natura przekorna, odżegnywała się od sympatii endeckich. I to jej do dziś pozostało. Swoją drogą jest znamienne, że jej rodzina po wojnie postrzegała endeckość jako uczciwość, solidność i odpowiedzialność - w opozycji do socjalistycznej bylejakości. Więzienne doświadczenia ojca bardzo się przydały córce, kiedy sama wylądowała na siedem miesięcy w więzieniu po wydarzeniach marcowych. Codziennie się gimnastykowała, napisała pierwszy rozdział pracy doktorskiej, ale nauczyła się też grypsować i kwieciście przeklinać.

Jej związek z Ireneuszem Iredyńskim był bardzo burzliwy. Dochodziło do rękoczynów, a Iredyński pozwalał sobie na bicie swojej partnerki smyczą czy kluczami.  Ona był na tyle sterroryzowana, że biegała po melinach, aby kupić flaszkę dla Irka i jego kompanów. Prace naukowe pisała w kuchni. Wspominam o takich pikantnych szczegółach nie dla sensacji, ale dlatego, że najbardziej zaskoczył mnie komentarz Staniszkis do tej sytuacji – spuentowała ją mianowicie, że to były tylko takie gry psychologiczne i to na dodatek wzajemne. Trzeba trochę klasy, aby tak podsumować ten związek. Może dzieje się tak dlatego, że Staniszkis jest przeciwko przedstawianiu się w roli ofiary. Z tego powodu jest przeciwko feminizmowi, który właśnie ustawia kobiety w tej roli, wmawiając, jak są poniżane w rodzinie i niedoceniane w działalności zawodowej.

Jadwiga StaniszkisJadwiga Staniszkis przedstawia siebie jako inteligentną autystkę, przekomarzając się przy tej okazji z Cezarym Michalskim, który wątpi w tę jej autorefleksję. Ten rodzaj autyzmu polega według autorki na braku emocjonalnej empatii z innymi ludźmi. Dobrze rozumiem prof. Staniszkis, też mam z tym kłopot i z trudnością nadążam za życiem emocjonalnym moich bliźnich.

Rozumiem również, że różnie można oceniać wsparcie, jakiego w kampaniach wyborczych udzielała prof. Staniszkis Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jedno jest pewne, wymagało to dużej odwagi, bo wiązało się z płynięciem pod prąd mainstreamowej opinii panującej w środowisku intelektualistów. Godziła w się ten sposób na pewną izolację. Być może jej autyzm jej w tym pomagał?

Książka zawiera też mnóstwo ciekawych przyczynków do kluczowych wydarzeń z najnowszej historii Polski, w których udział brała autorka. Pierwsza to rewolta studentów i młodych intelektualistów w 1968 roku, a zwłaszcza udział Staniszkis w środowisku komandosów, z którymi ówcześnie była blisko związana. Druga to strajk w Stoczni Gdańskiej, gdzie była jednym z doradców. Jej spostrzeżenia i opinie są bardzo ciekawe, wręcz fascynujące, bo Jadwiga Staniszkis jest zaprzeczeniem poprawnościowego postrzegania historii, mówi bez ogródek i zwraca uwagę na szczegóły, o których inni uczestnicy tych wydarzeń milczą. To jedna z zasadniczych wartości tej książki.

Na koniec należy się skierować zarzut pod adresem Cezarego Michalskiego, że tak mało uwagi poświęcono intelektualnemu dorobkowi rozmówczyni. Po jego tekstach w Europie (dodatku do starego „Dziennika”) można było oczekiwać pysznych polemik, zwischenrufów, kłopotliwych pytań. Niestety nic takiego nie ma tu miejsca i rozmowa kręci się na okrągło wokół spraw życiowych interlokutorki. Ciekawych, to prawda, ale niedosyt pozostaje. Może ktoś poważy się na powtórkę i stworzy intelektualna biografię Staniszkis. Wiele jej poglądów jest fenomenalnie ciekawych, wartych dyskusji, może niekiedy polemiki, ale zawsze przemyślenia. Mimo tego zastrzeżenia ocena 9/10.

Książkę wydało nowe wydawnictwo Czerwone i czarne, na które zwracam baczną uwagę po takim debiucie, tym bardziej, ze na biurku czeka na recenzję kolejna ich publikacja SB wobec Tygodnika Powszechnego.

Jadwiga Staniszkis, Życie umysłowe i uczuciowe, rozmawiał Cezary Michalski, Czerwone i Czarne, Warszawa 2010

Zakładki:
10TOP tego bloga
A to mój nowy blog historyczny
Obejrzane - Film
Obejrzane - Teatr
Przeczytane
W oczekiwaniu
Zaglądam na blogi