Kategorie: Wszystkie | Film | Historia | Książki | Teatr | Wypady
RSS
sobota, 01 kwietnia 2017
Lewicowy faszyzm

Goldberg, Lewicowy faszyzmTo jedna z bardziej pobudzających do refleksji książek, jakie ostatnio czytałem. Porusza takie tematy i w taki sposób, jak się w polskim piśmiennictwie nie zdarza. Oprócz oczywistych zalet ma też jednak i wa- dę, o której pod koniec wspomnę.

Głównym celem książki jest odnalezienie pierwiastków ideologii faszystowskiej w ideologii amerykańskiej liberałów (terminu tego będę używał w rozumieniu amerykańskim, zupełnie innym od europejskiego).[1] Autor przeanalizował amerykańskie życie polityczne od Woodrow Wilsona przez Nowy ład Roosevelta, pokolenie buntu 1968 aż do Clinton i Obamy. I w wielu przejawach odnalazł zbieżności z ideologią i polityczną praktyką faszyzmu. Nic więc dziwnego, że w Stanach wzbudził popłoch i gremialną krytykę. Problem jednak w tym, że jego dociekania są bardzo przekonujące. Na pewno jest to dla wielu badaczy zaskakujące, ale fakty są faktami.

Goldberg przeanalizował badania nad faszyzmem i skonstatował, że nie ma jednej definicji faszyzmu i właściwie każdy naukowiec zajmujący się tym problemem tworzy własną. Mimo iż interesowałem się swojego czasu faszyzmem niemieckim, spostrzeżenie owo było dla mnie zaskakujące, ale po weryfikacji okazało się jak najbardziej prawdziwe. Aby nie wchodzić w trud- ności definicyjne Goldberg ograniczył bazę porównawczą tylko do Niemiec i Włoch.

Lewica i liberalizm w żadnym przypadku nie kojarzą się z faszyzmem. Odwrotnie, chyba powszechne przekonanie jest takie, że faszyzm przynależy do dziedzictw prawicy. Zapewne był skrajny, ale jednak prawicowy. Po głębszym zastanowieniu przyznaję jednak rację Golbergowi. W znacznym stopniu faszyzm był zjawiskiem lewicowym. W tym kontekście warto przypomnieć, że Mussolini był socjalistą, a rozstał się ze swoja partią bynajmniej nie  powodów ideologii – tej pozostał wierny – tylko z racji na stosunek do przyłączenia się Włoch do pierwszej wojny światowej (Mussolini był „za”, a jego towarzysze „przeciw”). Podobnie w programie NSDAP było mnóstwo postulatów lewicowych, zresztą nie przez przypadek w jej nazwie było i to, że socjalistyczna, i to że partia pracy. Niewątpliwie miał rację Richard Pipes, wybitny badacz dziejów rewolucji sowieckiej, kiedy mówił, że „bolszewizm i faszyzm to herezje socjalizmu”.

Najbardziej utkwił mi w pamięci mój „ulubiony” amerykański prezydent, Franklin Roosevelt. Wdrażając „Nowy ład” (New Deal) nieustannie odwoływał się do charakterystycznej dla faszyzmu frazeologii walki, zagrożenia, tworzenia organizacji używających przemocy (tak, tak, również fizycznej) do wdrażania nowych rozwiązań mających na celu walkę z kryzysem, a tak naprawdę walkę o stworzenie nowego, zorganizowanego i centralnie zarządzanego społeczeństwa. Ostatnio przy okazji kryzysu finansowego sporo pisało się o „Nowym ładzie”, ale nikt nigdy nie wspominał tych osiągnięć Roosevelta.

Niektóre spostrzeżenia Goldberga warto zapamiętać. Lewicowcy i poprawnościowcy lansują pogląd o złowróżbnej roli korporacji, rzekomo wspierających prawicową wizję świata. Tymczasem to wielkie korporacje na ogromną skalę wspierają finansowo przedsięwzięcia liberalne: od aborcji po promocję małżeństw homoseksualnych i środowisk LGBT[2] natomiast nie robią tego w stosunku do akcji społecznych podejmowanych z inspiracji konserwatywnych. Jedną z odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, jest sojusz wielkich przedsiębiorstw z partiami lewicowymi, które propagują intensywną politykę wspierania poprzez specyficzne regulacje rozwoju przemysłu. Głównym beneficjentem takich działań są korporacje (małych nie stać na wprowadzenie kosztownych zmian) i koło się zamyka.

Najpoważniejsze moje zastrzeżenie budzi fakt, że Goldberg ani razu jednoznacznie nie wspomniał, że w Stanach Zjednoczonych nikt nigdy nie zamierzał zawiesić wolnych wyborów i nie zamierzał przejść do dyktatury (choć Roosevelt dość samowolnie rządził przez trzy kadencje i nie wiemy, co by się wydarzyła, gdyby śmierć nie przerwała jego urzędowania). Co by nie mówić, to jednak ta podstawowa cecha faszyzmu nigdy się w USA nie ujawniła. Zatem można mówić nie tyle o tytułowym lewicowym faszyzmie w Stanach, co o niektórych aspektach ideologii faszystowskiej w polityce amerykańskiej.

Sumarycznie książka jest bardzo interesująca, zmuszająca do rewizji wielu powszechnie obowiązujących poglądów. Ludzie intelektualnie wolni powinni takie książki czytać. W mojej ocenie 9/10 i zaliczenie do elitarnej kategorii „sił sensu”.

Jonah Goldberg, Lewicowy faszyzm. Tajemna historia amerykańskiej lewicy od Mussoliniego do polityki zmiany, Zysk i S-ka Poznań [2013], s. 660.



[1] W kontekście amerykańskim słowo „liberalny” znaczy popierający zaangażowanie państwa w organizację życia ekonomicznego i po części społecznego, czyli do pewnego stopnia jest zaprzeczeniem tego terminu w takim rozumieniu, jakie dominuje w Europie. Wspólne dla obu tych znaczeń jest wsparcie udzielane wszelkim nowinkom obyczajowym od ruchów LGBT po aborcję.

[2] Zwróciłem uwagę na duże zaangażowanie Coca coli w takie przedsięwzięcia – od tego czasu, jak mam wybór, to kupuję Pepsi, która też zajmowała (zajmuje?) się takim sponsoringiem, ale na mniejszą skalę i nie czyni z tego flagowego wehikułu reklamowego.

Zakładki:
10TOP tego bloga
A to mój nowy blog historyczny
Obejrzane - Film
Obejrzane - Teatr
Przeczytane
W oczekiwaniu
Zaglądam na blogi