Kategorie: Wszystkie | Film | Historia | Książki | Teatr | Wypady
RSS
wtorek, 30 kwietnia 2013
Miłość Michaela Hanekego

Haneke po Pianistce i Białej wstążce jest moim ulubionym reżyserem, zatem czekałem niecierpliwie na jego kolejny film. Po obejrzeniu go byłem zaskoczony, ale i pełen satysfakcji, wręcz wzruszony.

Tym razem Haneke nakręcił film o podstawowych wartościach. Opowiedział prostą, można powiedzieć typową, historię starszego małżeństwa. Ona, Anne Laurent, nauczycielka muzyki, zapada na zdrowiu, jej stan się pogarsza, nieuchronnie zbliża się śmierć. Jej mąż dzielnie towarzyszy jej w chwili ostatecznej próby. Pielęgnuje ją, zapewnia jej opiekę, chroni przed wzrokiem postronnych, bo nie chce, aby była widziana, jako mamrocząca, sparaliżowana, zawstydzona swoim stanem. Wzruszająca jest miłość łącząca tych dwoje starszych ludzi, ich oddanie, zaufanie, troska, rozumienie nawzajem swoich potrzeb bez słów. Czy o takim banalnym temacie można zrobić interesujący film? Haneke udowodnił, że tak.

Miłość, reż. Michael  Haneke, Emmanuelle Riva jako Anne Laurent, recenzja

Film ma wiele cech wskazujących, że jest to podsumowanie, zwieńczenie twórczości Hanekego. Najpierw zwróćmy uwagę, że umierająca Anne jest nauczycielką muzyki, tak jak Erica w Pianistce. Z kolei córkę Anne gra Isabelle Hupert, która grała Ericę właśnie w Pianistce. Ponadto małżonkowie w Miłości nazywają się Anne i Georges Laurent tak samo, jak bohaterowie filmu Ukryte, a para Anne i George występują w Funny Games, a Anna i Georg w Siódmym kontynencie.[1] U Hanekego takie zbieżności na pewno nie są przypadkowe. Podkreślają ciągłość artystyczną jego twórczości, ale znaczą też coś więcej. Tak jak śmierć Anne pokazuje podstawowe wartości występujące w ich małżeństwie, tak Miłość pokazuje, jakie wartości są fundamentalne dla Hanekego. Finał życia małżeństwa Laurent jest jednocześnie ukoronowaniem twórczości Hanekego.

Żeby sprawa była jaśniejsza, trzeba napisać o zakończeniu filmu, zatem uwaga! Spoiler! Geogres pomaga umrzeć żonie, po czym sam umiera, być może truje się gazem (to już moja interpretacja),[2] w każdym razie w jednej z ostatnich scen małżeństwo razem wychodzi ze swojego mieszkanie (a Anne już wtedy nie żyje). Opuszczają ten świat, ale nie są przecież umarli; stąd wychodzą, ale gdzieś idą. Heneke wprowadza eschatologię, pokazuje ku czemu zmierzamy, także ku czemu zmierza jego twórczość, jaka jest kwintesencja. W bezpośredniej bliskości tej sceny, pojawia się gołąb, symbol rzeczywistości ponadrealnej, także symbol przyrody, natury, wszechświata. Miłość przezwycięża śmierć, zakochani razem wędrują ku lepszemu światu. Taka jest kwintesencja opowieści Hanekego. Dla mnie 10/10.

Miłość, reż. Michael  Haneke, Austria, Francja, Niemcy 2012



[1] Oczywiście reżyserem wszystkich tych filmów był Michael Haneke

[2] W interpretacji filmu korzystałem z wpisów uważnych filmwebowiczów- dzięki.



poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Praca w Chinach, jak wygląda naprawdę

Alexandra Harney, Chińska cena, okładka, recenzjaAlexandra Harney jest korespondentką „The Financial Times” w Chinach, to ważna informacja, bo od razu wiemy, że będziemy mieli do czynienia z książką o charakterze faktograficznym, a nie literackim. I rzeczywiście autorka daje nam kompletny i kompetentny przegląd zagadnień związanych rynkiem pracy w Chinach. Stąd w podtytule, ta „przewaga konkurencyjna” wynikająca przecież z niskich (śladowych!) kosztów pracy.

Autorka pisze o konkretnych ludziach, ich drodze zawodowej od emigracji z ubogich wsi, poprzez prostą pracę, niekiedy 12 godzin i 7 dni w tygodniu, awans zawodowy, przesyłanie pieniędzy na utrzymanie rodziny, a na końcu o nieszczęściach chorób zawodowych, z kalectwem i śmiercią włącznie. To smutny obraz, zwłaszcza jak go uzupełnić o „wdowie wioski”, czyli miejsca, gdzie mieszkają samotne kobiety, których mężowie umarli z przepracowania, chorób płuc, wypadków przy pracy itd.

Do najciekawszych należy rozdział Dziewczęta z pokoju nr 817 pokazujący losy sześciu młodych kobiet pracujących w fabryce tekstylnej i mieszkającym w tytułowym pokoju, znajdującym się w czymś w rodzaju hotelu robotniczego. Ciasno, ubogo, brudno, ale tanio. Luyuan, jedna z nich, ma dwadzieścia lat. Pracuje już w drugiej fabryce. Jej udziałem była praca po kilkanaście godzin dziennie, ale dzięki temu, rodzina, której przesyłała pieniądze, mogła zbudować dom (a ona ma tylko 20 lat!). Ona sama wyrwała się właśnie z kręgu tanich, nisko opłacanych robotników i znalazła sobie pracę w agencji nieruchomości. W większym stopniu będzie zależna

Dziewczyny z pokoju 817 mieszkają w mieście Shenzen, najbujniej rozwijającym się mieście w Chinach. Shenzen leży w najbardziej uprzemysłowionej prowincji Guangdong (kiedyś po polsku Kwantung) i na dodatek przy granicy z Hongkongiem. Oba te czynniki dają w efekcie rakietowy napęd wzrostu gospodarczego. Dziewczęta należą do ponad 12-milionowej społeczności Shenzen, która wypracowała eksport w 2006 na poziomie 128 mld USD – dla porównania powiem, że jest to wielkość porównywalna z całym polskim eksportem (a to tylko jedno miasto ! i kto je w Polsce zna?).

Harney pokazuje również całą skalę łamania elementarnych norm prawa pracy – częsty brak wolnego dnia w tygodniu (nie ma niedziel), przymusowy 16-godzinny dzień pracy, zapylenie skutkujące masowymi chorobami płuc, wypadki okaleczające robotników itd. Ten czarny obraz uzupełniają jednak informacje o rodzącej się walce robotników swoje prawa, o nacisku opinii publicznej na koncerny lokujące produkcję w Chinach. Jaki to będzie miało skutek? Czy coś na zauważalną skalę się zmieni? Zapewne tak, pytanie jest tylko kiedy. I jeszcze ciekawsze pytanie – czy jeżeli to nastąpi, to Chiny nadal pozostaną taką potęgą gospodarczą, jaką są dzisiaj.

Książka z racji na szczegółowość podejmowanej problematyki zdecydowanie dla zainteresowanych tym tematem. Za kompetencje, wnikliwość opisu, drążenie szczegółów – 8/10.

Alexandra Harney, Chińska cena. Prawdziwy koszt chińskiej przewagi konkurencyjnej, Sonia Draga, Katowice 2009.

01:27, dijkstra-jg , Książki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 kwietnia 2013
Filmowe remanenty

Kilka filmów pozostaje ciągle w mojej pamięci; zacząłem już coś o nich pisać, ale niedostatek czasu zniweczył plany dokończenia pełnowymiarowej recenzji. Pomyślałem jednak, że warto chociaż skrótowo o nich wspomnieć.

Mistyfikacja, Witkacy, recenzjaChronologicznie najstarszy to Mistyfikacja, czyli fabuła oparta o pomysł, że Witkacy nie popełnił samobójstwa w 1939 roku, tylko w ukryciu spokojnie żył jeszcze w latach sześćdziesiątych. Najpierw duże oczekiwania, później kiepskie opinie po premierze, moim zdaniem nie zasłużone. Film może nie był arcydziełem, ale oglądałem go i tak z dużą przyjemnością. Zastrzeżenia, że Stuhr (starszy) słabo pasuje do roli Witkacego są kompletnym nieporozumieniem. Rozkapryszony Stuhr bardzo dobrze wpasowuje się w wizerunek sześćdziesięcioletniego Witkiewicza. Zresztą któż by to zrobił lepiej?

Kolosalny plus za super oryginalny scenariusz, najlepszy wśród polskich w ostatnich latach. Pomysł, że Witkacy w latach sześćdziesiątych nadal sobie żyje pod opieką kochanki, którą utrzymuje ze sprzedaży cudownie odnalezionych obrazów jest po prostu genialny. Na dodatek został dobrze obudowany innymi wątkami. Ciekawy był pomysł obsadzenia Stuhra juniora w roli młodego historyka, który wpada na trop tytułowej mistyfikacji uosabianej przez swojego ojca. Reżyseria była już mniej udana, ale całość i tak się nieźle broni.

To kolejny polski film potraktowany „na odlew” bez rozróżniania światłocieni. Smutne. Zdecydowanie polecam, jeśli oglądać go bez nadmiernych oczekiwań, dostarczy sporo przyjemności. Dla mnie 8/10, zwłaszcza za genialny scenariusz.
Mistyfikacja, reż. Jacek Koprowicz, Polska 2010

Pewnego razu w Anatolii, turecki. Dużo pozytywnych recenzji, doszukujących się w fabule drugiego dna. Jak zawsze w takim przypadku, jedni je dostrzegają, inni nie. Jedno jest pewne, fabuła oglądana bez podtekstów, jest zwyczajnie nudna, niewiele wnosi, nie warto jej nawet opisywać. Film wyłącznie dla koneserów lubujących się w szukaniu ukrytych znaczeń, których nie ma, a może są, a może spróbujmy je stworzyć. Dla mnie 4/10 i raczej nie polecam.
Pewnego razu w Anatolii, reż. Nuri Bilge Ceylan, Turcja 2011 (polska premiera 2012)

Jestem Twój. Kolejny film źle potraktowany i przez krytykę i przez publiczność.

Lekarka Marta porzuciła swojego męża. Jednocześnie chodzi za nią były kryminalista Artur. Dochodzi miedzy nimi do zbliżenia, coś pośredniego między gwałtem a wyuzdanym seksem. Pojawia się niechciana ciąża. Marta chce ją usunąć, Artur wspierany przez swoją matkę walczy o dziecko.

Jestem twój, główni bohaterowie, recenzja

Dwie rzeczy są bardzo ciekawe w tym filmie. Pierwsza to odwrócenie ról. To agresywny kryminalista walczy o dziecko, a kobieta z tak zwanego „dobrego domu” marzy tylko o usunięciu ciąży. Daje do myślenia.

Druga kwestia, to jak ten  film został zrobiony. Coś w rodzaju nadrealizmu, nadekspresji. Właściwie trochę przerysowany, ocierający się o telenowelę, ale w gruncie rzeczy prawdziwy. Prości ludzie, o powikłanych życiorysach, tacy właśnie są. Reżyser (Mariusz Grzegorzek) stara mówić się ich językiem, pokazywać świat ich oczami. Dla mnie przekonujące, bardzo ubolewam, że większość recenzentów nie zrozumiała tego, wydawałoby się prostego, zabiegu. Jeżeli jedna z recenzentek napisała, że trudno przejąć się losami bohaterów, to raczej dała wyraz braku wrażliwości, niż powiedziała coś o filmie.

Mariusz Grzegorzek potwierdził tym filmem, że jest reżyserem oryginalnym, który mówi własnym, niepowtarzalnym językiem. Na zauważenie zasługują doskonałe role Mariusza Ostrowskiego (Artur) i Doroty Kolak (jego matka).
Jestem Twój, reż. Mariusz Grzegorzek

Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł. Najbardziej wzrusza w tym filmie szczerość, bezpretensjonalność, pokazanie wydarzeń z perspektywy prostych ludzi, i w prosty sposób. Bardzo ciekawe pokazanie szarego człowieka, niezainteresowanego polityką, który zostaje zgruchotany przez historię. To rzadka metoda we współczesnym kinie. Dla mnie było to wzruszające. Wystarczy.

Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł, recenzja

Według mojej wiedzy film wiernie oddaje realia wypadków w Gdańsku, pardon, masowego morderstwa w Gdańsku i Gdyni. Wspaniale pokazana postać Gomułki i Zenona Kliszki, perfekcyjnie zagranych przez Pszoniaka i Fronczewskiego – szacunek. Na tle tego filmu na parodię zakrawa przebieg procesów decydentów odpowiedzialnych za tamte wydarzenia. Smutne. Dobrze chociaż, że powstał uczciwy film. 9/10. Na podkreślenie zasługuje scenariusz precyzyjnie odtwarzający bieg wydarzeń w Gdyni i Gdańsku. Szacunek dla jego autorów Michała Pruskiego i Mirosława Piepki.
Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł, reż. Antoni Krauze, Polska 2011

Kolejny, tym razem niedawno obejrzany, to brazylijskie Opowieści, które żyją tylko w pamięci. Generalnie lubię filmy o niespiesznej akcji, klimatyczne, malowane raczej pastelami niż ostrymi barwami. Ten jednak film, przekroczył chyba barierę mojej tolerancji. Mam bowiem pewien kłopot, aby powiedzieć, o co w nim chodzi. No dobrze, opowieść o brazylijskiej wsi, która znalazła się „poza czasem” jest na swój sposób ujmująca, ale po co reżyserka zrobiła ten film nie wiem. Jaką obserwację o świecie chciała nam przekazać? Też trudno dociec. Może tyle, że są zapomniane miejsca, w których czas płynie inaczej, ale trudno z tego powodu robić film. Jedynym plusem filmu jest zakończenie odwołujące się do sztafety pokoleń i to jeszcze w wymiarze mistycznym. Ocena 6/10 za umiejętność płynięcia pod prąd komercji, ale raczej za intencje, niż za efekt.
Opowieści, które żyją tylko w pamięci,
reż. Julia Murat, Brazylia 2011 (polska premiera 2012).

Zakładki:
10TOP tego bloga
A to mój nowy blog historyczny
Obejrzane - Film
Obejrzane - Teatr
Przeczytane
W oczekiwaniu
Zaglądam na blogi