Kategorie: Wszystkie | Film | Historia | Książki | Teatr | Wypady
RSS
poniedziałek, 29 lutego 2016
Przejmująca proza Janusza Krasińskiego

Janusz Krasiński, Twarzą do ściany, Arcana Kraków 2006, recenzja, okładkaJakiś czas temu przeczytałem książkę Janusza Krasińskiego Na stracenie, która była pierwszą częścią autobiograficznej tetralogii. Będąc pod jej wrażeniem zrecenzowałem ją  tu. Miałem nadzieję, że każdy kolejny tom uda mi się osobno opisać. Nie udało się, mimo iż Krasiński jest tego wart. Czas płynął, książki były czytane przez wiele osób, a ja dopiero dzisiaj wracam do przyjemnego, choć trudnego obowiązku recenzenckiego.

Bohaterem całej tetralogii jest Piotr Bolesta, niewątpliwie porte parole autora. To oryginalna konwencja. Z jednej strony jest to na pewno literatura autobiograficzna. Wszystko, co udało się sprawdzić z życiorysu autora, znajduje się w jego powieści. Z drugiej jednak strony umożliwia swobodniejszą narrację niż w klasycznej autobiografii.

Najbardziej wstrząsający z omawianych tu tomów jest ten więzienny. Autor miał przeżycia nieprawdopodobne. Do plusów należało to, że jako bardzo młody człowiek zetknął się w zbiorowej celi z wybitnymi postaciami polskiego życia politycznego, intelektualnego i wysokimi oficerami Państwa Podziemnego. Z najważniejszych trzeba tu wymienić: ks. prof. Jana Stępnia, Ryszarda Krzywickiego-Jamonta (adiutanta gen. Bora-Komorowskiego), płk. Wacława Lipińskiego, Kazimierza Gorzkowskiego (m. in. kierownika wydziału więziennego KG AK), Tadeusza Płużańskiego (współpracownika  rtm. Pileckiego po 1945), Władysława Bartoszewskiego czy Adama Obarskiego (działacz PPS-WRN). Był to swoisty uniwersytet dla wchodzącego w dorosłość człowieka.

W więzieniu doświadczył też ciężkich prześladowań. Na przykład został umieszczony w jednej celi z prątkującym gruźlikiem, a po zarażeniu gruźlicą odmówiono mu leczenia antybiotykami. Życie zawdzięcza lekarzom, którzy jako witaminę C dawali mu w zastrzykach „popłuczki” z ampułek peniciliny.

Janusz Krasiński, Niemoc, Arcana Kraków 2006, recenzja, okładkaDoświadczenia śledztwa i pobytu w więzieniu trwale naznaczyły osobowość późniejszego pisarza. Dodajmy do tego, że w czasie wojny został zamknięty w Auschwitz, a później przeszedł także przez Flosenbürg i Dachau. Wątki związane z jego dramatycznymi przeżyciami odnajdujemy w całej jego twórczości, także tej powstałej w zasięgu cenzury PRL (więzienna sztuka Czapa, czy obozowy Wózek). Najpełniejszy wyraz jednak znalazła w omawianej twórczości autobiograficznej. Po 1989, bez presji cenzury, mógł w końcu wyrzucić z siebie to okropne doświadczenie, które zaciążyło nad całym jego życiem, a jednocześnie zdominowało jego prace literackie. Najtrafniej wyraził to sam Krasiński w wywiadzie na dwumiesięcznika „Arcana” w 2008 roku. „Niewątpliwie moją obsesją jest mój życiorys, bardzo skomplikowany i powiedziałbym, że do dziś tragiczny. Obsesją jest też konieczność, potrzeba przekazania tego, co się przeżyło innym, jako doświadczenia, które, nie zakłócając szczęśliwego życia młodym, pozostawiałoby w ich świadomości fakt, że istnieje zawsze alternatywa, że nigdy nie wiadomo, co może się w życiu zdarzyć. Ja też byłem kiedyś dzieckiem, byłem szczęśliwy, po czym to się nie tyle skończyło, co momentalnie urwało.”

Janusz Krasiński, Przed agonią, Arcana Kraków 2007, recenzja, okładkaWarto się zastanowić, jak traumatyczne musiały być jego doświadczenia, jak głęboko musiały przeorać jego psychikę, skoro nawet po 50 latach nie potrafił się od nich uwolnić. Nie potrafił zrzucić z siebie tego ciężaru niegodziwości, którego doświadczył w młodości. Mam nadzieję, że przelanie tych doświadczeń i otwarte mówienie o ich skutkach dla jego późniejszego życia odegrało jakąś rolę terapeutyczną i w końcówce swego życia już był mniej wciśnięty w ziemię.

Trzeba koniecznie dodać, że Krasiński mimo dramatycznych doświadczeń nie jest w swojej prozie egzaltowany czy przesadny. Ogranicza się tylko do faktów, wydarzeń. To one mają wstrząsającą moc i powodują, że nie sposób jego książek zapomnieć. Robią wrażenie.

Janusz Krasiński już nie żyje. Jedyne co możemy mu dać to pamięć (jak napisała Książkowiec) i uznanie (jak dodaję od siebie).

Janusz Krasiński, Twarzą do ściany, Arcana Kraków 2006

Janusz Krasiński, Niemoc, Arcana Kraków 2006

Janusz Krasiński, Przed agonią, Arcana Kraków 2007

sobota, 20 lutego 2016
Chiny Czang Kai-szeka

Jakub Polit, Pod wiatr. Czang Kaj-szek 1887-1975, Wydawnictwo Arcana, recenzja, okładkaPo dłuższej, nieplanowanej przerwie wracam do pisania bloga. Zaległości jest multum, zatem postaram się pisać krótko, a za to często.

Kupiłem książkę Polita przez przypadek, wcale nie zamierzałem poświecić mnóstwa czasu na studiowanie naukowej biografii Czang Kaj-szeka liczącej ponad 750 stron. Zajrzałem do niej, aby coś sprawdzić i zorientowałem się, jak wielki błąd popełniłem trzymając ją bezczynną na półce.

Po pierwsze, to nie tylko biografia Czang Kai-szeka, ale przede wszystkim historia Chin czasów rewolucji, i to rewolucji różnorakich, nie tylko maoistowskich. Kuomintang, z którym Czang był przez całe życie związany, również postrzegał siebie jako ruch rewolucji ludowej, który przeprowadzi Chiny z epoki cesarstwa do republiki, odda ten kraj we władanie społeczeństwa i wyzwoli go z upokarzających zależności kolonialnych. Ostrze tego ruchu zwracało się przeciwko mocarstwom kolonialnym, nic więc dziwnego, że poparcia szukano w Moskwie i komuniści początkowo udzielali pewnego parcia Kuomintangowi Sun Jat-sena, a później Czang Kai-szeka. Losy Chin pewnie potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby nie Mao Tse-tung, który stał się pupilkiem Sowietów. Kilkukrotnie był na granicy politycznej anihilacji, ale sprzyjała mu koniunktura międzynarodowa, a w decydujących chwilach pomogła mu głupota Amerykanów, którzy mieli go za „niegroźnego agrarystę”.

Jedno z ciekawszych spostrzeżeń Polita mówi o tym, ze Chiny należy raczej traktować jak kontynent, a nie jak państwo w rozumieniu europejskim. Rzeczywiście, rozległość mają taką jak Europa, zróżnicowanie geograficzne znacznie większe (od pustyń po Tybet i Himalaje), a ich potencjał ludnościowy wyraźnie przewyższa większość kontynentów. Na dodatek, inaczej niż by się mogło wydawać Europejczykom, jest to kraj istotnie zróżnicowany etnicznie. Te uwagi mają zasadnicze znaczenie dla zrozumienia sytuacji w Chinach w okresie działania Czang Kaj-szeka. Władza centralna była bowiem wtedy iluzoryczna i podlegała stałej negocjacji i kompromisom z „warlordami”, czyli lokalnymi watażkami, których pozycja wyrosła w oparciu o terytorialne armie biorące udział w permanentnych wojnach wewnętrznych. Zakres władzy Czang Kaj-szeka był w ten sposób istotnie ograniczony.

Autor poświęcił dużo uwagi stosunkowi Amerykanów do wydarzeń w Chinach. Ma moje wielkie uznanie za to, że stać go było na samodzielną ocenę wydarzeń, często odbiegającą od powszechnie przyjętej w literaturze naukowej amerykańskiego pochodzenia. Generalnie biorąc była to polityka zła, opierająca się na lekceważeniu i niewłaściwej ocenie sytuacji. Mój wniosek jest taki, że w znacznym stopniu przyczyniła się do sukcesu komunistów Mao Tse-tunga. Na podkreślenie zasługuje wychwycenie przez Polita faktu, że w gremiach podejmujących decyzje w sprawach chińskich dominowali ludzie, o których dzisiaj wiemy, że byli sowieckimi agentami lub ich kooperantami. Dzięki temu jaśniejsze staje się, dlaczego podejmowane były tak zdumiewające decyzje. Tutaj warto zauważyć, że bodaj nikt z polskich historyków nie wykonał podobnej analizy, czyli jak sowiecka agentura w otoczeniu Roosevelta wpływała na jego decyzje odnoszące się do Polski.

W kontekście polityki amerykańskiej wobec Chin warta zauważenia jest zbieżność decyzji wobec Chin z ustaleniami w Jałcie dotyczącymi Polski. Kluczowe decyzje zapadały ponad głowami chińskich przywódców, na przykład Sowietom za przyłączenie się do wojny z Japonią zapłacono licznymi koncesjami na terenie Chin, po fakcie informując o tym Czang Kai-szeka.

Nawet tych kilka zasygnalizowanych wątków, daje pojęcie, jak rzetelna książkę napisał Jakub Polit. W mojej opinii jest jedną z ciekawszych, rzetelniejszych i głębszych książek, jakie ostatnio czytałem. Oceniam, jak łatwo się zorientować, na 10/10. Za zdolność do niesztampowego przedstawienia sytuacji Chin zaliczam do sil sensu, a przypominam, że jest to kategoria elitarna.

Wszystkim interesującym się historią bardzo polecam. Wiele obiegowych opinii trzeba będzie zweryfikować, jak na przekład tę, która przedstawia Kuomintang jako siły reakcji, na dodatek skorumpowane do dna. Książka jest ciągle dostępna na rynku i to w bardzo przystępnej cenie.

Jakub Polit, Pod wiatr. Czang Kaj-szek 1887-1975, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008.

Zakładki:
10TOP tego bloga
A to mój nowy blog historyczny
Obejrzane - Film
Obejrzane - Teatr
Przeczytane
W oczekiwaniu
Zaglądam na blogi