Kategorie: Wszystkie | Film | Historia | Książki | Teatr | Wypady
RSS
środa, 24 lutego 2010
Abschaffel

Wilhelm Genezino, Abschaffel, PIW, Warszawa 2009

Minimalizm, jako styl artystyczny, mamy w filmie, ale okazało się, że mamy go i w prozie.

Książka Genaziono jest zapisem życia człowieka o nazwisku Abschaffel. Fakt, że nie znamy jego imienia i nie jest ono używane przez jego znajomych wskazuje na pokrewieństwo z Józefem K., który nie miał nazwiska.

Gennazino Abschafel recenzja okładkaMożna by powiedzieć, że Abschaffel to człowiek bez właściwości i w sporej liczbie recenzji tak o nim napisano, ale to nieprawda. To powieść o nim jest bez właściwości. Genazino celowo tak skonstruował powieść, że opisuje tylko wydarzenia codzienne, banalne. Uwypukla pustkę. Cechy bohatera są tylko pochodną tego pomysłu – w jego życiu nic się nie dzieje, a książka jest zapisem tego „nie dziania się”. Bohater nie jest żadnym everymanem (jak sugeruje pełna bzdur notka na  4. stronie okładki). Ma nadprzeciętne powodzenie u kobiet, wręcz same do niego lgną, ale nie potrafi tworzyć związku, uczucia takie jak miłość są mu mentalnie nie dostępne. Jest częstym bywalcem domów publicznych, uważa to za normalne, w przeciwieństwie do większości mężczyzn, którzy – jak zwierza się Abschaffelowi  jedna z panienek – ze wstydu odwiedzają burdele głównie podczas delegacji w obcych miastach.

Innych ludzi Abschaffel traktuje z góry, ma ich za głupich, jest zażenowany ich niezręcznymi zachowaniami, często unika nawet rozmowy z nimi. Jest pełen negatywnych ocen wobec nich, ale przede wszystkim z nikim nie znajduje się w relacji przyjaźni ani nawet życzliwej znajomości. Sam wypełnia swój świat z nadmiarem, czuje się zagrożony, jeśli ktoś inny próbuje się do niego dostać. Myślę, że tu właśnie tkwi klucz interpretacyjny do tej powieści, a nie w everymanie, człowieku beż właściwości czy Józefie K.  Abschaffel jest sam do kwadratu, bez przyjaciół, kolegów, stałych partnerek – łatwo przychodzi mu się z nimi przespać, ale jest to początek i koniec związku.

Strona po stronie towarzyszymy w jego banalnym życiu, pełnym przyziemnych śmiesznostek i głębokich refleksji typu „co zjem dzisiaj na obiad”, „na którym krześle usiądę” lub „gdzie pójdę na spacer i dlaczego poszedłem gdzie indziej, niż chciałem”. Paradoksalnie ponad 500 stron tekstu z takimi tematami czyta się bez znużenia, bo ciągle jesteśmy zainteresowani, jakie kolejne zdarzenie może się pojawić, jak daleko sięga perfekcja autora w kontynuowaniu tego scenariusza. Co jeszcze może się wydarzyć, kiedy nic się dzieje?

Warto dopowiedzieć, że istnieją pola przez autora nie wyeksploatowane. Psychologowie twierdzą, że podstawowe  ludzkie aktywności dotyczą seksu, pieniędzy i elementarnych potrzeb biologicznych (jedzenie, sen). Seks w książce występuje nieincydentalnie i bez przemilczeń, podobnie jedzenie wraz z zakupami, odpoczynek, nuda itd. Natomiast Abschaffel – co dziwne – nie interesuje się pieniędzmi, a można domniemywać, że w rzeczywistości poświęcał by dużo czasu rozważaniom, czy kupić ciastko za 1,50 czy zaoszczędzić i wydać na inne tylko 1,40.

Powieść warta przeczytania dla tych wszystkich, którzy potrafią zwolnić przy czytaniu, chłonąć na spokojnie, bez pośpiechu, znajdujących przyjemność w smakowaniu, a nie obżarstwie.

"Wytrąceni z milczenia", a inni na milczenie skazani

Zainteresowałem się książką Grochowskiej, z powodu ludzi teatru w niej opisanych. Po bliższej lekturze spotkało mnie jednak rozczarowanie. Teksty dość płytkie i chaotyczne, w praktyce tylko artykuł o Konradzie Swinarskim był naprawdę interesujący. Najbardziej jednak irytujący był dobór postaci przedstawianych w książce. Niepokorni, niezależni, ważni dla kultury polskiej, ale wszyscy z kanonu lewicowo-liberalnego. Cenię i poważam ludzi „Tygodnika Powszechnego”, ale czy tylko oni zasługują na zainteresowanie z całego świata dziennikarskiego i czy kryterium wspólnego środowiska musi przeważać nad kryteriami merytorycznymi. Ostatecznie dobiło mnie jednak co innego.  

Jak wspomniałem w książce dominują biogramy ludzi teatru, rzuciłem okiem na okładkę zobaczyłem nazwisko Szaniawski, zatem byłem pewien, że chodzi o Jerzego Szaniawskiego, ale pomyliłem się, był to Klemens Szaniawski. Jak w gronie 9 osób teatru można było pominąć Jerzego Szaniawskiego, jedną nielicznych postaci europejskiego formatu, który Dwoma teatrami powiedział coś zupełnie nowego, żeby nie powiedzieć wyznaczył nowy kierunek. Miał jednak tę przypadłość, że komunistów rządzących w Polsce uważał za pospolite chamstwo, był kompletnie nie podatny na ukąszenie heglowskie, co spowodowało, że czerwoni kompletnie wycieli go z życia kulturalnego, skazali nie tylko na zapomnienie, ale na nędzę i poniżenie przez lokalnych kacyków. Jeżeli pisać o niepokornych to przede wszystkim o nim, a nie o członku Komitetu Centralnego PZPR, Łomnickim. Aż boję się myśleć, że środowisko „GW” (jej redaktorką jest Grochowska) dzisiaj Szaniawskiego skazuje na zapomnienie z tego samego powodu, co komuniści, za niezłomność, na tle której inni bohaterowie książki wyglądaliby dość blado.

Magdalena Grochowska, Wytrąceni z milczenia, Świat Książki 2005 

Podsumowanie roku 2009

Rok się skończył, wszyscy piszą jakieś podsumowania, zatem pomyślałem, że i ja coś napiszę. Zacząłem pisać tę notkę w styczniu kończę pod koniec lutego, trudno. Blog piszę od niedawna, ale ważniejsze spotkania z dziełami kultury z poprzedniego roku trafiły do Fotela przy kominku lub są w trakcie trafiania. Najciekawszy był Teatr, mnóstwo doskonałych przedstawień, mam kłopot ze wskazaniem najlepszych. Do pierwszej trójki wskazuję (A)polonię Warlikowskiego, Szczęśliwe dni Becketa w reż. Cieplaka (Teatr Polonia) oraz Napis w reż. Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym.  Tuż za nimi są jeszcze Trzy siostry (Teatr Polonia), Porucznik z Inishmore i To idzie młodość (oba Teatr Współczesny).

Napis i Szczęśliwe dni na blogu już zagościły, Porucznika z Inishmore odwiedziłem z opóźnieniem, mimo że przed wypadem zwiedzaniowym do Irlandii koniecznie chciałem go zobaczyć; sztuka doskonała, ale też dobrze opisana przez innych recenzentów, podobnie jak To idzie młodość. Od dawna na wpis czeka (A)polonia, ale materia stawia opór. Trzy siostry i Czechow w ogóle, to inny świat, na inną rozmowę, właśnie TVP Kultura powtórzyła wszystkie podstawowe inscenizacje jego sztuk, w tym absolutnie upojny Wiśniowy sad (w reżyserii Andrzeja Domalika z doskonałą Jandą) i Iwanowa (Jana Englerta) oraz zupełnie żenujący sowiecki Utwór na pianolę , powiem tylko, że u Czechowa występują ziemianie, a u Michałkowa kołchoźnicy (na marginesie: do diabła skąd ta miłość do wszelkiego barachła z czasów sowieckich, kto tam układa program).

Z kinem sytuacja była prosta. Najlepszy, zachłystujący był Gran Torino. Odkryłem Hanekego po obejrzeniu Pianistki, na pewno ten reżyser będzie obserwowany, tym bardziej, że Biała wstążka już kandyduje do miana mojego najlepszego filmu roku 2010. Pod prąd powszechnej opinii idzie moja niska ocena Bękartów wojny (zob. notkę).

Świat książek niczym nie porwał. Mistrzów czytałem niedużo, adepci niczym nie zaskoczyli. Po długim namyśle w kategorii prozy palmę pierwszeństwa przyznaję Eustachemu Rylskiemu, ale głównie za stare utwory, choć dopiero teraz przeze mnie przeczytane Stankiewicz i Powrót a z nowych Warunek. Próby krytycznoliterackie w postaci Po śniadaniu mistrzowskie nie były, choć eseje poświecone Camusowi i Turgieniewowi, uzasadniały nabycie zbiorku.

Klasę potwierdził Le Carre, Mała doboszka czytana w zeszłym roku to po prostu arcydzieło, że o innych jego dziełach nie wspomnę.

W stan kompletnego pomieszania umysłowego wprowadził mnie Jonathan Littell książką Łaskawe. Z jednej strony wspaniała epicka panorama niemieckiego faszyzmu, perfekcyjnie zgodna z realnymi wydarzeniami historycznymi. Z drugiej strony obsceniczny modernizm. Z trzeciej strony czyta się z przyjemnością mimo gigantycznych rozmiarów, z czwartej strony budzi wątpliwości wieloma sformułowaniami trącącymi rewizjonizmem historiograficznym. Na koniec sam nie wiem, co o tej książce sądzić. Jak opinię miałbym wyrazić w jednym zdaniu, to nie potrafię. Chyba pierwszy raz coś takiego mi się przytrafiło.

Zakładki:
10TOP tego bloga
A to mój nowy blog historyczny
Obejrzane - Film
Obejrzane - Teatr
Przeczytane
W oczekiwaniu
Zaglądam na blogi