Blog > Komentarze do wpisu
Skoruń Macieja Płazy i Uprawa roślin południowych metodą Miczurina Weroniki Murek

Maciej Płaza, Skoruń, WAB Warszawa 2015, recenzja, okładkaGłównie czytam literaturę faktu., zresztą po zapisach w blogu to widać. Postanowiłem nabrać orientacji, co się dzieje w polskiej prozie. Wybrałem drogę na skróty i skorzystałem z nominacji w Nagrodzie Literackiej Gdynia.  Wybrałem kilka pozycji.

Na pierwszy ogień poszedł Skoruń Macieja Płazy, który zresztą wygrał Gdynię w kategorii Proza. To ciekawa opowieść o dzieciństwie i dojrzewaniu chłopca w środowisku wiejskim. Tytułowy skoruń to leń i obibok, za którego był uważany bohater książki. Chłopiec ciężko pracuje w gospodarstwie, opinia na jego temat była zgoła niesłuszna i raczej odbijała surowość rodziców niż stan faktyczny. Już z tego można się domyślić, że konflikt z twardym ojcem i religijną matką był lejtmotywem dzieciństwa bohatera.

Skoruń jest pięknie napisany. Rodzinne gospodarstwo jest przedstawione z czułością. Na pewno nigdzie indziej nie czytałem takiego opisu sadu i pracy w nim. Akcja książki rozgrywa się nad Wisłą, zatem niezbadana rzeka, wały i powodzie stale nam towarzyszą. Wszystko to razem buduje klimat nieco tajemniczy, stopniowo poznawany przez dojrzewającego chłopca, ale ojciec do końca pozostaje niepojęty. Wiele wydarzeń ma swoje trudne do poznania korzenie w historii, zarówno tej wielkiej, jak okupacja, jak i małej, jak rodzinne spory wokół testamentu. Rozwikływanie tych zagadek stanowi jeden z podstawowych wątków książki.

W tej nieco magicznej rzeczywistości pojawia się wiele niebanalnych postaci. Jakie realia przyrodnicze i historyczne, tacy ludzie. Ciekawi, niebanalni, mający swoje tajemnice.

Powieść jest pisana w pierwszej osobie i ukazuje tak sugestywnie wiejską rzeczywistość, że nie sposób uwolnić się od przekonania, że autor naprawdę napisał prozę wspomnieniową. W jakim stopniu jednak opiera na własnych doświadczeniach, a w jakim posługuje się fikcją? Wydaje się, że i jedno, i drugie jest w niej obecne.

Wreszcie najważniejsze – książkę się po prostu dobrze czyta. Pobudza ciekawość, wciąga. Jedocześnie pokazuje świat, jakiego już chyba nie ma. A może tylko autor tak gra z czytelnikiem, celowo wytwarzając atmosferę ludowej Atlantydy, której dzisiaj na próżno szukać? Jakby nie było, książka robi wrażenie. Wcale się nie dziwię, że w Gdyni dostała nagrodę.

Weronika Murek, Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Czarne, Wołowiec 2015, recenzja, okładkaSięgnąłem również po zbiór opowiadań Uprawa roślin południowych metodą Miczurina. To proza całkowicie innego gatunku. Oparta o stworzenie jak najdziwaczniejszych, nieprawdopodobnych, sytuacji. Ograniczmy się tylko do wskazania, że osią pierwszego opowiadania jest jednoczesne występowanie ciała zmarłej dziewczyny i tej samej żywej osoby, która bierze normalny udział w we własnych przygotowaniach pogrzebowych. Dalej jest jeszcze oryginalniej. Życzliwi powiedzieliby, że chodzi o nieokiełznaną wyobraźnię. Dla mnie to jednak pospolite dziwaczenie, szukanie za wszelką cenę efektu zaskoczenia. Ani twórcze, ani ciekawe. Czytałem z narastającym dysgustem.

Zgodnie z najlepszym literackimi regułami: dziwacznej treści odpowiada taka sama forma. Dialogi nie mają ciągłości, akapity pozostają między sobą bez logicznego związku, postacie pojawiają znikąd i tak samo znikają. Niektórym się to podoba, skoro książka została nominowana do nagrody w Gdyni. Może takie są współczesne kryteria prozy artystycznej. Dla mnie to raczej wysilona hucpa stwarzająca tylko pozory artyzmu. Równie dobrze mógłby się pojawiać gadający czajnik, latający dywan i człowiek o trzech nogach. Tylko co w tym ciekawego i oryginalnego?

Maciej Płaza, Skoruń, WAB Warszawa 2015

Weronika Murek, Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Czarne, Wołowiec 2015.

wtorek, 04 października 2016, dijkstra-jg

Polecane wpisy