Blog > Komentarze do wpisu
Margaret Mead ciągle aktualna?

Margaret Mead, Kultura i tożsamość. Studium dystansu międzypokoleniowego, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, recenzja, okładkaDzięki studiom moich dzieci miałem możliwość zapoznania się ze współczesnym programem nauczania humanistyki. Jestem w wielu przypadkach pod bardzo negatywnym wrażeniem. Ilość przestarzałych ramot, jakie się wciska młodzieży jest zdumiewająca. A zdumienie jest jeszcze większe, jeśli jednocześnie mówi się o edukacji nakierowanej na przyszłość i metodologicznie bardzo poprawnie przedstawia się wszelkie możliwe podejścia. Ale jako egzemplifikację  tych – podkreślam - metodologicznie słusznych koncepcji podaje się zupełnie zdezaktualizowane diagnozy, mimowolnie dając sygnał, że już na etapie kształcenia akademickiego przyszłych pedagogów nie nadąża się za zmieniająca się rzeczywistością. Nawet jeżeli wykładowcy akademiccy podkreślają wagę kształcenia nakierowanego na przyszłość, to samemu nakierowani są na przeszłość, za teraźniejszością nie nadążając.

Skoncentruję się tylko na jednym przykładzie.[1] Chodzi o ciągle popularną na wyższych uczelniach Margaret Mead, a zwłaszcza jej książkę Kultura i tożsamość. Studium dystansu międzypokoleniowego. Zapewne klarownie wyłożony w niej podział na kultury postfiguratywne, kofiguratywne i prefiguratywne jest ciągle atrakcyjny. Niestety jej diagnozy są już kompletnie zdezaktualizowane i mają wyłącznie znaczenie jako element historii myśli socjologicznej. W tym kontekście najciekawszy jest Rozdział III Przyszłość. Kultury prefiguratywne, czyli zagadkowe dzieci, który wbrew tytułowi jest analizą teraźniejszości, na podstawie której buduje prognozę na przyszłość oraz zawiera, niestety, mało konkretne postulaty wobec rzeczywistości edukacyjnej.

Przede wszystkim Margaret Mead jest pod wrażeniem buntu młodzieży z 1968 roku. Twierdzi, że nic już będzie jak przedtem, że więź międzypokoleniowa została zerwana, że kultury postfiguratywne a nawet kofiguratywne odchodzą w przeszłość, a czekają nas wyzwania takiego modelu edukacyjnego, który będzie nakierowany na przyszłość, na wyzwania, które – ciągle nowe i nieoczekiwane – będzie dorosłym stawiała młodzież  (a dokładniej pisze o dzieciach). Tak jakby się spodziewała, że ów bunt będzie permanentny, tylko da się go skanalizować przez odpowiednia postawę dorosłych, którzy z zasady będą otwarci na nowe oczekiwania.

Nawet ta podstawowa diagnoza okazała się nieprawdziwa. Bunt się wypalił i nigdy więcej się do dzisiaj nie powtórzył. Oczywiście są pewne zjawiska, które mają podobny charakter zanegowania istniejącej rzeczywistości, jak na przykład ruch antyglobalistyczny czy protesty przeciwko Acta, trzeba tylko zwrócić uwagę że nie maja one cech buntu młodzieżowego, ale mają zdecydowanie charakter międzypokoleniowy. Na ulice w protestach antyglobalistów wychodzi w większości młodzież (choć nie tylko), ale już ideologami tego buntu są dorośli z generacji ich rodziców czy wręcz dziadków z pokolenia 68. Co więcej, gdyby MM nie reagowała z pasją publicysty, tylko odczekała parę lat, to zobaczyłaby, że z ideologicznych postulatów rewolty poza wolnością seksualną niewiele się ostało. Ze sztandarów buntu wiało pustką. Na czym zatem miałaby polegać postulowana kultura prefiguratywna, jakie to oczekiwania powinna spełniać? Na jakie potrzeby powinna być nakierowana? O tym już MM nie pisze, chowając za jałowym poznawczo stwierdzeniem, że nie wiemy, jakie dzieci urodzą się w przyszłości.

Także w drugorzędnych elementach diagnozy MM była bardzo zanurzona w swoim czasie. Przerażeniem napawał ją Wietnam i używanie groźnych dla człowieka środków owadobójczych (?). Jej pokolenie jako podstawową groźbę dla cywilizacji widziało broń jądrową i czymś niemożliwym do wyobrażenia była powszechna zagłada ludzkości spowodowana groźbą jej użycia. Czy którykolwiek z tych czynników dzisiaj jest dla nas istotny? Prawdziwym zagrożeniem dla cywilizacji jest terroryzm i fundamentalizm muzułmański. A o Wietnamie, zwłaszcza w kulturze masowej, mówi się jako o bohaterskim doświadczeniu amerykańskich chłopców walczących z podstępnym Vietcongiem. Jej fobie odeszły w przeszłość wraz z jej pokoleniem. Przekornie warto się tylko zastanowić, czy terroryzm nie ma charakteru pokoleniowego, bo głównie ludzie młodzi są jego nośnikiem. Czy wobec nich także miałaby zastosowanie kultura prefiguratywna?

Na koniec jeszcze tylko jeden „kwiatek” pokazujący jak MM widziała zagrożenia dla współczesnego jej świata: rzekomo w Ameryce Łacińskiej istniała możliwość nagłego powrotu do archaicznej, dogmatycznej wiary, żądającej by wszyscy niewierzący byli prześladowani, torturowani i paleni żywcem. (s. 129) Nie mam nawet ochoty tego komentować. Choć dzisiaj tego typu poglądy nadal są obecne w Ruchu Palikota, a upowszechnia je prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Myśl akademicka wiecznie czujna. Pogratulować.

Biorąc wszystko powyższe pod uwagę należałoby jasno powiedzieć, że Margaret Mead należy do historii socjologii i jedyne czego możemy się od niej dowiedzieć, to jak intelektualiści zareagowali na rewoltę studencka 1968 roku i jak dalece mijali się z rzeczywistością w swoich prognozach. Ciekaw jestem, gdzie funkcjonują kultury prefiguratywne, a zatem jaką rzeczywistość opisuje model Margaret Mead. Przypuszczam, że jest to tylko odzwierciedlenie jej fobii i nadziei nie mające żadnego związku z rzeczywistością. Dzisiaj jej diagnozy straciły na aktualności[2] a przesłanki, którymi się kierowała należą już tylko do przeszłości. Czy klarownie skonstruowana teoria dystansu międzypokoleniowego jest wystarczającym powodem, aby zamulać pamięć studentów zdezaktualizowanymi pomysłami nie opisującymi żadnej konkretnej realności?

Margaret Mead, Kultura i tożsamość. Studium dystansu międzypokoleniowego, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, pierwodruk oryginału 1970.



[1] Przy okazji warto nadmienić, że równolegle z Margaret Mead studenci czytają edukacyjny raport Klubu Rzymskiego Uczyć się bez granic, a propagowany tam termin „luka ludzka” jest obowiązkowo zapamiętywanym. Aktualność tego raportu jest taka sama jak podstawowego dzieła Klubu Rzymskiego Granice wzrostu (Limits to growth), według którego nasza cywilizacja już powinna przestać istnieć zawalając się z powodu braku surowców, zwłaszcza energetycznych.

[2] Nie chciałbym być napastliwy, ale główne tezy MM dotyczące jej badań nad seksualnością ludów pierwotnych na Samoa zostały także zakwestionowane przez Dereka Freemana w pracy Margaret Mead and Samoa: The Making and Unmaking of an Anthropological Myth.

niedziela, 15 lutego 2015, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2015/02/21 12:27:57
Aż tak nie byłbym zbulwersowany, wszystko zależy od tego czy Mead traktowana jest jak guru czy też krytycznie, jako materiał wyjściowy do dyskusji, książka mająca, że tak powiem, znaczenie już tylko historyczne.
-
2015/02/21 15:20:07
@Marlow - problem w tym, że konstrukcja Mead nie jest traktowana jako materiał do dyskusji, tylko jako materiał do pamięciowego opanowania, a priori[/a] traktowany jako bezwzględnie słuszny. Jej koncepcja jest estetycznie ładna i to decyduje o jej powodzeniu na róznych kierunkach akademickich, tylko tyle, że jest ona kompletnie oklejona od rzeczywistości. Gdzie istnieją kultury prefiguratywne? Tak naprawdę, to powinna być czytana tylko na seminariach z dziedziny "jak dalece luminarze nauki mogą się mylić" lub na zajęciach "jak niedobrze jest za szybko wyciągać wnioski".
-
2015/02/22 16:38:05
Konkurencja w dziedzinie "jak dalece luminarze nauki mogą się mylić" i "jak niedobrze jest za szybko wyciągać wnioski" także współcześnie jest bardzo silna i nie wiem czy Mead załapałaby się na takie seminarium, no chyba że na krótką wzmiankę.
-
2015/02/26 11:36:19
@Marlow - zapewne jest jak mówisz. Z bliskiej mi dziedziny historii można by takich kwiatków sporo znaleźć. Mead jest o tyle wyjątkowa, że ciągle uchodzi za klasyka, którego trzeba znać na blachę na egzamin i nikt ze znanych mi akademików nie zamierza sprowadzać jej do przyczynku z dziedziny historii socjologii.