Blog > Komentarze do wpisu
Kresowa Brygada Kawalerii w 1939

Marcin Majewski, Kresowa Brygada Kawalerii w kampanii 1939 roku, IPN, okładka, recenzjaTo bardzo dobrze, że powstała monografia Kresowej Brygady Kawalerii (KBK). Nie cieszyła się ona szczególna estymą u historyków – jej boje we wrześniu były bezbarwne i chaotyczne, dowódcy się zmieniali, żaden z nich dobrze się nie zapisał na kartach historii.

W sierpniu 1939 roku KBK dowodził gen. Marian Przewłocki. W skład brygady wchodziły: 12 p.uł. (dowódca ppłk Andrzej Kuczek) stacjonujący w Białokrynicy, 20 p.uł. (płk. Andrzej Kunachowicz) stacjonujący w Rzeszowie, 22 p.uł. (płk Władysław Płonka) stacjonujący w Brodach, 6 psk (ppłk Stefan Mossor) stacjonujący w Żółkwi oraz 13 dak (ppłk Janusz Grzesło) stacjonujący w Kamionce Strumiłowej (dowództwo w Brodach).

Od samego początku KBK nie miała szczęścia. Najpierw 12 p.uł., który jako pierwszy został zmobilizowany w trybie alarmowym, po przetransportowaniu na teren operacyjny Armii „Łódź” został czasowo podporządkowany dowództwu Wołyńskiej Brygady Kawalerii (tej od Bitwy pod Mokrą) i nigdy już nie powrócił do swojej macierzystej jednostki. A na kilka dni przed wybuchem wojny KBK straciła swojego dowódcę, gen. Przewłocki został powołany na stanowisko dowódcy 2 Grupy Kawalerii, a dowodzenie przejął jego zastępca płk Hanka-Kulesza. Wspomniana Grupa Kawalerii zresztą nigdy nie powstała, a gen. Przewłocki znalazł się na klasycznym bocznym torze.

Zupełnie inaczej z płk. Hanką-Kuleszą, ten znalazł się w samym centrum wydarzeń. Po wywagonowaniu się  do 3 września, brygada otrzymała rozkaz, aby rozpoznać lewy brzeg Warty a następnie przejść w rejon Rossoszycy, gdzie miała pozostać w dyspozycji dowódcy armii. Zniszczenie mostów dowódca armii zastrzegł do swojej decyzji. Rozkaz streszczam dokładnie, bo ma to zasadnicze znaczenie dla późniejszych wydarzeń. Hanka-Kulesza ten rozkaz literalnie wykonał, zameldował się w dowództwie Armii „Łódź” po kolejny. Jakże był zaskoczony, kiedy dowiedział się, że zostaje odwołany ze stanowiska dowódcy KBK za niewykonanie rozkazu, bowiem nie bronił uporczywie Warty odsłaniając skrzydło sąsiedniej 10 DP gen. Dindorf-Ankowicza, ponadto pozostawił niewysadzone mosty na Warcie. Wygląda na to, że pułkownik Hanka-Kulesza stał się kozłem ofiarnym mającym zdjąć odpowiedzialność za złe dowodzenie z szefostwa Armii „Łódź”.[1] Na jego miejsce mianowano płk. Grobickiego dotychczasowego dowódcę Sieradzkiej Brygady ON, wcześniej związanego z kawalerią.

Wielkie dziękczynienie dla Mariusza Majewskiego za precyzyjne wyjaśnienie okoliczności odwołania Hanki-Kuleszy. Sprawa nie była jasna, a dla wielu historyków jedynym źródłem narracji w tej sprawie były pamiętniki gen. Rómmla i wyjaśnienia szefa sztabu Armii „Łódź” płk. Pragłowskiego. Obaj panowie niestety w tej sprawie mataczyli obciążając niesłusznie Hankę-Kuleszę, który zapewne do wybitnych nie należał, ale w tej konkretnej sprawie poniósł odpowiedzialność za cudze winy. Poza tym dobrze się stało, że człowiekowi, chociaż po latach, przywrócono dobre imię. To zawsze ważne.

Po pierwszych dniach walk, KBK rozpoczęła proces głębokiego odwrotu, zgodnie z rozkazem dowódcy Armii „Łódź”. Podczas odwrotu utracona został łączność pomiędzy oddziałami, które coraz bardziej przemieszane, bez aktualnych rozkazów, w powiększającym się chaosie i rozdrobnieniu kontynuowały odwrót. Niestety, każdy oddział na własną rękę. Pojedynczo walcząc zostały bez większych walk zlikwidowane, tylko kilka szwadronów przedostało się za Wisłę. Na dodatek 8 września płk Grobicki udał się po rozkazy do Warszawy i już nie powrócił. Tak jak dowódca armii (gen. Rómmel) pozostawił ją swojemu losowi, tak Grobicki porzucił swoją brygadę pod Głownem.[2] Przykład szedł niestety od góry. Jak gdyby nigdy nic oczekiwał na podległe sobie oddziały po drugiej stronie Wisły, w rejonie Otwocka (na rozkaz Rómmla). Nazwę brygady nosiło już tylko kilka wyczerpanych szwadronów kawalerii.[3] Niedobitki pod dowództwem ppłk. Płonki z 22 p.uł. walczyły aż do 1 października w składzie grupy płk. Zieleniewskiego, dając przykład nie tylko bohaterstwa, ale i determinacji, a przede wszystkim tego, że brygada zasłużyła sobie na lepszy los niż zgotowali jej dowódcy wszystkich kolejnych szczebli.

Z tego bardzo skrótowego przedstawienia losów KBK podczas kampanii wrześniowej nie wynika oczywiście jak dalece wnikliwa i szczegółowa jest książka. Pod tym względem jest wzorowa. Uznanie. Poza tym muszę wspomnieć o mapach ilustrujących szlak bojowy KBK. To bardzo ułatwia lekturę, a tak rzadko występuje w podobnych opracowaniach. Uznanie po raz wtóry.

Dwóch rzeczy mi jednak zabrakło. Pierwsze pominięcie ma charakter zasadniczy, mianowicie autor nie wspomniał nawet o losach 4 batalionu strzelców wchodzącego co najmniej nominalnie w skład brygady. Rozumiem zafascynowanie kawalerią, ale żeby w ogóle o tym batalionie nawet nie wspomnieć, nawet jeśli był podporządkowany 10 DP?

Druga kwestia jest na pograniczu zakresu merytorycznego książki. Chodzi mianowicie o pominięcie ppłk. Stefana Mossora przy obsadzie funkcji szefa sztabu Armii „Poznań” i powierzenie mu dowództwa 6 psk. Skoro znalazło się miejsce nawet na kilkuzdaniowe przedstawienie walk w 1920 roku pułków wchodzących w skład brygady, to chciałoby się coś dowiedzieć również na wzmiankowany temat, tym bardziej, że w literaturze przedmiotu podawane są różne powody tego zaskakującego „niepowołania”. Majewski co prawda wspomina o nim w nocie biograficzne Mossora (s. 177), ale podaje jednozdaniowe uzasadnienie dość rzadko spotykane w pracach historycznych.[4] A byłaby tak ciekawie, gdyby autor zechciał potraktować temat z taką samą wnikliwością, jak odwołanie płk. Hanki-Kuleszy.

Trzecie pominięcie dotyczy 20 p.uł. Autor słowem nie wspomniał, że ten stacjonujący w Rzeszowie pułk był przewidziany do motoryzacji i miał wejść w skład 10 BK. Dowództwo pułku miało „chody” w Warszawie i wpłynęło na zmianę decyzji. W efekcie do 10 BK przyłączono 24 p.uł z Kraśnika powodując przy okazji taki absurd, że dowództwo 10 BK, dywizjony przeciwpancerny i rozpoznawczy miały siedzibę w Rzeszowie, ale jej podstawowa siła, czyli pułki kawalerii stacjonowały w Łańcucie i Kraśniku. W tym samym czasie w KBK 20 p.uł. (Rzeszów) był oddalony od 22 p.uł. (Białokrynica) o ponad 300 km. Tak się kończyło uleganie ułańskim fanaberiom, którzy kochali konie, a lekceważyli samochody.

Przy tej ostatnie sprawie muszę się przyznać do bardzo brzydkiego uczucia. Mam niestety Schadenfreude, z powodu losów 20 p.uł. Mógł przejść do historii jako jeden z lepiej rozpoznawanych polskich pułków, a skończył dość nieciekawie, rozbity w czasie walk odwrotowych, zapisując raczej historię chaosu i nieszczęścia (poświęcenia nikomu nie ujmując) niż żołnierskiej chwały, takiej  jak pułku  24, który w 1939 roku nierozbity, w zwartym szyku przekroczył granicę węgierską i został odtworzony na Zachodzie. A wszystko przez to, że woleli smród końskiego łajna niż zapach spalin.

Wracając do monografii KBK: to bardzo solidna, rzetelnie opracowana i szczegółowa praca, wypełniająca dotkliwą lukę w historiografii. Na dodatek wielki plus za wyjaśnienie sprawy płk. Hanki-Kuleszy oraz za zamieszczenie map i przyzwoitego indeksu nazwisk. Dla mnie 10/10.

Marcin Majewski, Kresowa Brygada Kawalerii w kampanii 1939 roku, IPN Warszawa 2011



[1] Siłą rzeczy przedstawiam cały problem odwołania płk. Hanki-Kuleszy bardzo pobieżnie, w książce zajmuje on ponad 20 stron (s. 53-74) i tylko zapoznanie się z tą analizą może dawać podstawy do wyciągania samodzielnych wniosków.

[2] Miał rację prof. Wieczorkiewicz, kiedy,  oceniając dowodzenie podczas kampanii wrześniowej, mówił że ryba śmierdzi od głowy. Co należy rozumieć tak, że w tych miejscach, gdzie dowódcy armii panowali nad sytuacją, tam dużo lepiej spisywali się dowódcy dywizji i brygad kawalerii. Jak widać na wskazanym przykładzie, tam gdzie dowódcy armii je porzucali, tam i dowódcy niższego szczebla robili to samo ze swoimi jednostkami. Podobnie swoje dywizje porzucili płk Dojan-Surówka (2 DPLeg.) i gen. Bończa-Uzdowski (28 DP).

[3] Największą siłę przedstawiał 1 pkaw KOP(ppłk Feliks Kopeć), podporządkowany jeszcze nad Wartą dowództwu KBK.

[4] Mossor był do marca 1939 I oficerem sztabu inspektora armii gen. Kutrzeby. W sposób naturalny powinien zostać szefem sztabu armii dowodzonej przez Kutrzebę. Jako powód jego niepowołania Majewski podaje zasugerowanie w jednym z opracowań wydania zgody na przemarsz wojsk sowieckich przez Polskę. Zapewne podąża w tym przypadku za ustaleniami Jarosława Pałki w książce Generał Mossor (1886-1957). Biografia wojskowa. Dla porządku podaję, że wielu autorów sugeruje, że Mossor został odwołany ze stanowiska szefa sztabu Armii „Poznań”, np. Waldemar Rezmer, Armia „Poznań” 1939, Bellona Warszawa 1992 s. 24, a z ostatnich publikacji D. Koreś w biografii płk. Pragłowskiego (s. 228), o której to książce piszę tutaj. Opierają się oni na wspomnieniach Kopańskiego i Pragłowskiego.

niedziela, 01 lutego 2015, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Bogey, *.dynamic.chello.pl
2015/02/12 20:24:24
Recenzent należy niewątpliwie do tzw. ..... towarzystwa wzajemnej adoracji i tylko i wyłacznie należy jego wypociny - ubrane w rózne wykwintne maswerki - należy traktować hm... z przymróżeniem (mocnym) oka.
-
2015/02/15 14:19:54
@Bogey - opinia o moim skromnym tekście, że jest wyposażony w wykwintne maswerki jest bardzo nobilitująca. Czy należy go traktować z przymrużeniem oka - każdy tekst dobrze jest czytać krytycznie i starać się mieć własne zdanie, moje teksty nie powinny być wyjątkiem od tej zasady. Natomiast przypisanie mnie do towarzystwa wzajemnej adoracji jest niestety pomyłką. Chciałbym z Marcinem Majewskim czy Danielem Koresiem znajdować się w jednym towarzystwie, nawet jakby to miało być towarzystwo wzajemnej adoracji. Niestety tak nie jest. Również niestety mam często wrażeniem, że siedzę w swoim fotelu dość samotnie (jeśli chodzi o wspólnotę poglądów), jakby autor komentarza przeczytał więcej tekstów na tym blogu, to nieuchronnie by się o tym dowiedział. Ale przyjmuję do wiadomości, że autorzy lepiej znają to, co sami piszą niż czytelnicy, tak niestety jest, stąd prostuję owo pospieszne mniemanie Bogeya.