Blog > Komentarze do wpisu
Kryminały z ostatniego roku: Ciszewski, Kallentoft i van Gulik

Marcin Ciszewski, www.ru2012.pl, okładka, recenzja

 

Marcin Ciszewski napakował do książki tyle różnych eventów, że szczerze powiedziawszy miałbym problem, żeby zakwalifikować jego książkę do jakiegokolwiek gatunku literackiego. Mamy tu i podróże w czasie we wszystkich kierunkach, i interwencje w przebieg kampanii wrześniowej, i wątek romansowy, a opowieść zaczyna od jak najbardziej współczesnej strzelaniny na warszawskim Okęciu, a później jest coraz ciekawiej.

Rozmachu książce niewątpliwie nie można odmówić. Na szczęście autor mniej więcej panuje nad szalona akcją. Od czasu do czasu tylko prawdopo-dobieństwo niektórych ze zbiegów okoliczności zaczyna szwankować, jak na przykład wtedy, gdy bohaterowie książki błyskawicznie rozszyfrowują nierozwiązywalną przez sześćdziesiąt lat tajemnicę podziemi lotniska w Borne Sulinowie. Trochę szacunku do inteligencji czytelnika.

Z podróżami w czasie trzeba obchodzić się z umiarem, bo można przesadzić w absurdalności pewnych pomysłów. Na przykład można spotkać się z samym sobą, ale wtedy ja to nie ja, tylko kto inny. No to kto w końcu jest kim i kto jest tym prawdziwym „ja”. Marcin Ciszewski pozwolił sobie na eksplorację takiego paradoksu, ale jako żywo nie zapanował nad konsekwencjami, wprawiając czytelnika w stan osłupienia poznawczego.

Książka zdecydowanie dla tych, którzy lubią szaloną jazdę bez trzymanki. Ja wole spokojniejsze klimaty – 6/10.

Marcin Ciszewski, www.ru2012.pl, Znak Kraków 2011.


 

Mons Kallentoft, Ofiara w środku zimy, okładka, recenzjaKallentoft jest w zakresie formy bardzo kreatywnym pisarzem. Jego pomysły swoja jakością wykraczają poza normalnie przyjętą dla kryminałów tkankę literacką. Na przykład opisy wydarzeń są przetykane pierwszoosobowymi wyznaniami – no właśnie kogo, wydaje się, ze ofiary, ale czy na pewno. To ciekawy pomysł. Poza tym autor wyraźnie określił swojego czytelnika, jako osobę z cywilizacji smsowej, do której najlepiej pisać krótkimi zdaniami i akapitami składającymi się z kilku takich zdań. Sama koncepcja jest oryginalna, ale nie każdemu musi się podobać. Ostatecznie to książka, a nie cykl przesyłanych krótkich informacji. Ja podchodzę do takich doświadczeń z dużym dystansem.

Intryga kryminalna jest pierwszej jakości. Trzeba przyznać, że Skandynawowie umieją to pisać, jak nikt inny. Intrygujące, zaskakujące w zakończeniu, wszystko tak, jak powinno być. Tylko te zdania jakby pisane morsem. Sumarycznie 6/10.

Mons Kallentoft, Ofiara w środku zimy, Rebis Poznań 2010.


 

Robert van Gulik, Sędzia Di i parawan z laki, okładka, recenzjaSędzia Di to postać autentyczna, funkcjonująca w VII w. n.e. i, jak wieść niesie, popularna w Chinach ze względu na swoje talenty detektywistyczne. Jego to właśnie uczynił bohaterem całej serii kryminałów Robert van Gulik, holenderski dyplomata dobrze znający kulturę chińską.

Wątek kryminalny był nawet ciekawy i czytałem tę książkę z przyjemnością. Największym brakiem, w moich oczach, było płytkie osadzenie akcji w chińskich realiach. Równie dobrze fabuła mogłaby się rozgrywać tysiąc lat wcześniej lub później i w dowolnym kraju azjatyckim. Cyklowi poświęconemu Sędziemu Di daleko do głównego nurtu kryminałów historycznych, charakteryzujących się rozbudowaniem kulturowego tła wydarzeń, czemu zresztą ów nurt zawdzięcza swoją popularność.

Mimo to jeszcze zapewne sięgnę do kolejnych tomów z sędzią Di w roli głównej wzbogacając sobie w ten sposób mój literacki chiński jadłospis. Mam też nadzieję, że w kolejnej odsłonie van Gulik bardziej postara się o pokazanie kultury chińskiej, obyczajów, może prawnego kontekstu w którym działał jego bohater. Poza tym ładna, spokojna okładka. 7/10

Robert van Gulik, Sędzia Di i parawan z laki, PIW 2006.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2015/03/02 18:24:27
Też, jak Ty jestem zafascynowana Chinami. Polecam - przeczytaj "Pasażerkę ciszy" Fabienne Verdier. Dla mnie perełka.
A sędzia Di - dobra odtrutka od dominującej kryminalnej literatury anglo-saksońskiej oraz skandynawskiej. Jedyne subiektywne "ale" - czasem (w zależności od tomu) autor za szybko podaje gotowe rozwiązania zagadki. Jak na taśmie w Biedronce.
Efektem ubocznym czytania serii była dla mnie nieodparta chęć zrobienia sobie herbaty w trakcie czytania.... ;) Też tak miałeś?
-
2015/04/01 11:24:57
@ Książki Rządzą - coraz mniej czytuję kryminałów, brak czasu. Van Gulik trochę mnie rozczarował, bo spodziewałem się więcej chińskiego kontekstu. W wolnej chwili spróbuje z polecaną przez Ciebie książką.
A co do herbaty - piję ją bez przerwy, zatem też i często ją parzę.