Blog > Komentarze do wpisu
Tajemnica Westerplatte

Paweł Chochlew zaplanował swój debiut perfekcyjnie. Wybrał jeden z najbardziej nośnych symboli patriotycznych  i postanowił go podważyć,  słusznie przypuszczając, że zapewni to filmowi (i reżyserowi) natychmiastowy rozgłos, o jakim tylko mogą pomarzyć jego młodzi koledzy. Poza tym idealnie wstrzeliwuje się w poprawnościowy, antybogoojczyźniany nurt dominujący na polskiej scenie ideowej. Same plusy. Miał tylko jednego pecha, nie przewidział, że jeszcze przed powstaniem filmu wybuchnie gruba awantura i nikt, a oportunistyczny PISF zwłaszcza, nie będzie chciał umierać, za ten kontrowersyjny projekt.

Mimo tych trudności Chochlew i tak ma mocne wejście. Jego nazwisko jest dobrze rozpoznawalne, wiele osób chce pójść na film, aby wyrobić sobie o nim własne zdanie.

Michał Żebrowski, jako mjr Henryk Sucharski. Scena z filmu

Największe emocje budziła kwestia „odbrązowienia” legendy obrońców Westerplatte i podważenie pozytywnej aury wokół mjr. Sucharskiego. Akurat te problemy mnie w filmie nie irytowały. Chochlew zadziałał tu zgodnie z prawdą historyczną, a na tym blogu wielokrotnie dawałem poznać, że prawda jest rzeczą najważniejszą. Rzeczywiście Sucharski był zwolennikiem szybkiej kapitulacji, przeżył załamanie nerwowe i realne dowództwo przez większość czasu sprawował kpt. Dąbrowski. Między tymi dwoma oficerami istniała różnica zdań, co do długości prowadzenia walki. Doszło również do śmierci dwóch żołnierzy drugiego dnia obrony, kiedy to Sucharski wydał polecenie wywieszenia białej flagi, szczegóły tego zajścia nie są dokładnie znane i reżyser mógł puścić tutaj wodze fantazji. Jest również prawdopodobne, że kilku żołnierzy zostało rozstrzelanych za próbę dezercji lub poddania się Niemcom. Nie dopatrzyłem się też w filmie sceny lizania zdjęć pornograficznych. Nie budzi moich wątpliwości fakt kąpieli żołnierzy w morzu, niektórych nago i ostrzelania ich przez nadpływający niemiecki kuter. Niby dlaczego młodzi faceci nie mieliby się kąpać w morzu? Co do faktografii i realiów kampanii 1939 roku, pewne wątpliwości bym miał w sprawie nadużywania alkoholu przez żołnierzy (w filmie wręcz chlania), żadne źródła nie potwierdzają, aby na Westerplatte lub gdziekolwiek indziej takie fakty miały miejsce; poza tym skąd niby ten alkohol miałby się brać, z najbliższego sklepu? Bo przecież nie z koszar, to nie było LWP. Podobnie mało prawdopodobne są sceny bójek, szarpanin itd.

Poważne wątpliwości budzi w mojej opinii scena z sikaniem na plakat, ale jeszcze bardziej to, co ów sikający kapral mówi później o Polaczkach. Cała ta scena jest wyjątkowo niesmaczna, nie ma sensu i jest psychologicznie nieprawdopodobna – dlaczego ów kapral, po wykonaniu wyroku śmierci na swoich kolegach, akurat sika na państwowy plakat, zgoła nie rozumiem. Jeżeli by się buntował, to przeciw temu, kto mu taki rozkaż wydał, a nie przeciwko polityce państwa. Sensu w tym za grosz. Chyba że to zaplanowana prowokacja mająca podgrzać atmosferę wokół filmu. W istocie scena nie jest żadnym wyzwaniem dla widzów, nie prowokuje żadnych pytań, jest tylko emanacją bezsilności i braku konceptu reżysera na oddanie dramatyzmu tamtej sytuacji. Duży minus.[1]

Kolejny minus to żałosne błędy w dziedzinie umundurowania. Tutaj lista zarzutów jest długa i to zarówno po stronie polskich mundurów jak niemieckich. Nie będę nudził tutaj szczegółami, powiem tylko, że twórca kostiumów w tym filmie zasłużył sobie na malinę za najgorsze kostiumy w polskim filmie. [2] Do tego dochodzi mnóstwo drobnych nieprawdopodobieństw w szczegółach militarnych. Albo autor scenariusza i reżyser w jednej osobie nic na ten temat nie przeczytali, albo, co równie złe, przeczytali, ale nie zrozumieli.[3]

Scena z filmu. Obrona placówki mata Rygielskiego.

Z bólem historycznego serca jestem w stanie przejść na drobiazgami do porządku dziennego, chociaż przy deklarowanym budżecie na poziomie 14 mln zł takie wpadki nie powinny się zdarzać. W faktach o zasadniczym znaczeniu nie widzę istotniejszych przekłamań. Uwagę w tej kwestii mam tylko jedną. Osią filmu jest spór Sucharski – Dąbrowski, czyli spór kapitulować czy walczyć do końca. Racje mjra Sucharskiego są przedstawione pełniej i na ich tle kpt. Dąbrowski wychodzi na fanatyka łatwo szafującego życiem podległych żołnierzy. Tylko mjr Sucharski pochyla się zabitymi żołnierzami, jak troskliwy ojciec. To wyraźna manipulacja emocjami widzów. W rzeczywistości historia przyznała rację Dąbrowskiemu i mimo wysiłków Chochlewa Westerplatte pozostanie symbolem męstwa polskich żołnierzy. Reżyser nie zachował w tej sprawie obiektywizmu, a szkoda, bo film by na tym zyskał.

Być może zaważyły tu błędy w obsadzie. Michał Żebrowski w roli oficera czuje się jak ryba w wodzie. Zresztą w wywiadzie mówił, że mundur polskiego oficera to jego marzenie i na taką rolę czekał. W filmie to widać. W rzeczywistości mjr Sucharski był dość pospolitym oficerem chłopskiego pochodzenia. Chęć kapitulacji  i załamanie nerwowe na pewno nie dodawały mu splendoru. Zupełnie odwrotnie kpt. Dąbrowski – to syn generała, pochodzący ze szlacheckiej rodziny. Za młody aby walczyć w 1920 r. czekał, kiedy może się sprawdzić w warunkach wojennych. To on był oficerem z charyzmą i to jego powinien zagrać Żebrowski.[4] Chochlew, wbrew faktom widział to inaczej. Wyraźnie chciał, aby racje Sucharskiego były górą i dlatego obsadził w tej roli aktorów z osobowością (wcześniej te rolę powierzył Bogusławowi Lindzie). Nie rozumiem tylko, jaki miał w tym cel. Że Westerplatte miało skapitulować 2 września (jak chciał Sucharski), Gdynia i Oksywie po następnych kilku dniach, Hel po tygodniu, Warszawy nie bronić, całą Kampanię Wrześniową zakończyć tak ok. 10 września. Przy takiej wizji, to rzeczywiście lepiej zachować się jak Emil Hácha i bez walki oddać się pod niemiecki protektorat. Wtedy nie byłoby w ogóle żadnych ofiar.

Po prawdzie to nie rozumiem, po co Chochlew nakręcił ten film. Zamierzył się na legendę Westerplatte, kiedy wszystkie rzekomo odkrywcze  fakty były już jasne i publicznie znane. W atmosferze sensacji wyważał otwarte drzwi. Jeżeli chciał poruszyć kontrowersję czy bić się z honorem do końca, czy oszczędzać żołnierską krew, to mógł wybrać znacznie lepsze epizody z historii np. epopeę gen. Kleeberga czy Powstanie Warszawskie.[5] Jedyne uzasadnienie, jakie racjonalnie widzę, to chęć wywołania medialnego skandalu. Ten zamiar udało mu się zrealizować, ale chwały to mu nie przyniesie, i słusznie. Dla mnie 3/10.

 

Tajemnica Westerplatte, reż. Paweł Chochlew, Polska, premiera luty 2013

 



[1] Do jakości tej sceny dostosował się Mirosław Baka grający owego kaprala. Wywiad z nim był żenujący. Być może oddaje atmosferę panującą przy realizacji tego filmu. Nie ma się co dziwić, że wyszło żałośnie, skoro aktor tylko tyle rozumie z historii, którą przedstawia.

[2] O kilku bolesnych faulach w umundurowaniu muszę wspomnieć: polscy marynarze noszą w filmie te same bluzy, co niemieccy, a poziom niechlujstwa kostiumowego był taki, że w jednej ze scen, na bluzie polskiego marynarza widać ślad po odprutej hitlerowskiej gapie; atakujący w którymś momencie hitlerowscy żołnierze pochodzili co prawda z elitarnej, szturmowej jednostki Kriegsmarine, ale inaczej niż filmie nosili mundury piechoty feldgrau tylko z naszywkami Kriegsmarine; jednostka SS miała na patkach nie runy SS tylko trupie główki, bo wchodziła w skład formującego się właśnie pułku SS Totenkopfstandarte; żołnierze polscy noszą często mundury drelichowe z 1 Armii WP z sukiennymi naramiennikami itd.

[3] Na przykład: w pierwszym szturmie niemieckim bierze udział zdecydowanie za mało żołnierzy. W rzeczywistości zabitych było więcej, niż widzimy wszystkich atakujących. Polskie działo zostało zniszczone dopiero po oddaniu kilkudziesięciu strzałów i wyeliminowaniu niemieckich karabinów maszynowych po drugiej stronie kanału – w filmie jest zniszczone po jednym wystrzale; gdzieś się zagubiły polskie moździerze; atak niemiecki wzdłuż plaży w kilku żołnierzy idących w pełnym wyprostowaniu jest zupełnie nieprawdopodobny. Film z 1967 roku był w tej materii dużo lepszy, mimo iż realizowany w czasie siermiężnego socjalizmu.

[4] Warto przypomnieć dalsze losy Dąbrowskiego. Po wyjściu z niewoli, zaciągnął się do ludowej Marynarki Wojennej, mimo iż „wróg ustroju” to zdecydował się wstąpić do PPR. Nic mu to nie pomogło, bo na fali czystek został z Marynarki wyrzucony. Przeniósł się do Krakowa, pracował jako portier, kasjer, chałupniczo szył pantofle (on, wybitny oficer). Ostatecznie został bez żadnej pracy. Interwencja gen. Kieniewicza, zresztą pochodzącego z Armii Czerwonej, spowodowała, że dostał posadę sprzedawcy gazet w kiosku na Plantach. I to był sukces. Biografia kpt. Franciszka Dąbrowskiego to materiał na dużo ciekawszy film, gdzie Westerplatte byłoby ważnym, ale tylko jednym z etapów jego życia. Dodajmy przy okazji, że wspomnieniach zachował się super lojalnie wobec swojego dowódcy mjra Sucharskiego – fakt załamania nerwowego przemilczał, a tylko pojedynczym zdaniem zasygnalizował, że był on zwolennikiem wcześniejszej kapitulacji (Franciszek Dąbrowski, Wspomnienia z obrony Westerplatte, Gdańsk 1957). Sucharski w rozmowie z Wańkowiczem, wszystkie niewygodne fakty przemilcza i nigdzie nie wspomina o kluczowej roli Dąbrowskiego (Melchior Wańkowicz, Westerplatte, Warszawa 1959).

[5] A może by tak w odniesieniu do tego tematu nakręcić polsko-niemiecką koprodukcję o obronie Festung Breslau? To dopiero byłby przyczynek do refleksji o walce do końca, bez liczenia się z ofiarami.



środa, 06 marca 2013, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: moch, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/03/09 17:41:46
Nareszcie wiarygodna opinia o tym filmie. Jeszcze go nie widziałam, ale jakoś nie bardzo chciałam wierzyć, że PISF był skłonny zaangażować środki w rzetelny film o historii Polski.
Dotychczas przeczytane przeze mnie recenzje można sprowadzić do jednego stwierdzenia:
miał być wielki skandal, a właściwie to nie ma się do czego przyczepić.
A tu proszę, jeśli ma się pogłębioną wiedzę historyczną (czego niestety nie posiadam) można bardzo dobitnie wykazać, że sama zgodność z faktami historycznymi niekoniecznie musi świadczyć o tym, że film jest dobry i rzetelny. Dzięki za tę opinię ,wreszcie wiem, w których szczegółach diabeł tkwi tym razem
-
Gość: wz. 30, *.jmt.pl
2013/03/16 12:12:41
"Nie dopatrzyłem się też w filmie sceny lizania zdjęć pornograficznych, to złośliwa plotka rozpuszczana od 2008 roku. "

Szanowny Panie. W internecie jest dostępny scenariusz Chochlewa w wersji pozytywnie ocenionej przez PISF, gdzie nie tylko znaleźć można scenę lizania kart pornograficznych. Nie jest to więc żadna plotka. Na ludzi, którzy protestowali przeciwko takim szkalującym polskiego żołnierza scenom wylewano kubły szamba w GW i nie tylko. Tym tekstem wpisuje się Pan w ten nurt. Warto więc przed rzucaniem opinii rozeznać się co nie co w temacie.
Chochlew na szczęście ugiął się i sceny tej nie zrealizował.


"Nie budzi moich wątpliwości fakt kąpieli żołnierzy w morzu, niektórych nago i ostrzelania ich przez nadpływający niemiecki kuter. Niby dlaczego młodzi faceci nie mieliby się kąpać w morzu?"

W trakcie obrony, pod stałą obserwacją niemiecką i w zasięgu ich ognia, bez zgody i wiedzy dowództwa w koszarach, które zakazało wszelkiego ruchu w polu widzenia Niemców? Poza tym plaże na Westerplatte były odgrodzone od morza gęstymi zasiekami...
-
2013/03/17 00:16:08
@moch - dzięki za uznanie i sympatyczny komentarz.
-
2013/03/17 00:42:13
@ wz. 30 dzięki za trafną uwagę na temat lizania tych nieszczęsnych kart pornograficznych. Skróciłem zapis tego zdania i jest już na pewno OK. Proszę jednak by nie poniżać dyskutantów poprzez zaliczanie ich do jednego nurtu z GW. To wyjątkowo krzywdzący zarzut.
Natomiast nadal nie rozumiem, kontrowersji z kąpielą w morzu. Po pierwsze, to nie był teren stałej obserwacji niemieckiej. Był nim o tyle, o ile pojawiały się od strony morza niemieckie torpedowce. I rzeczywiście, okręty się pojawiły, kąpiący się żołnierze zniknęli. Nadal nie widzę, co w tym niewłaściwego. Psychologicznie scena jest bardzo prawdopodobna znajdujący się pod permanentnym ostrzałem młodzi faceci, brudni, zakurzeni, chcieli się umyć i trochę przekąpać (a lato było suche i gorące). Robienie afery dookoła tej akurat sceny jest dla mnie nadal niezrozumiałe, tym bardziej, że w tym filmie jest dużo prawdziwych fauli i głupot.
-
2013/04/23 16:03:06
Zgadzam się w pełni z tym, co opisano. Ja akurat popełniłem mały błąd, bo poszedłem na film z nastawieniem, że będę oglądał niemal dokument. No i troszkę się zawiodłem. Niby wszystko gra, ale... jak słusznie zauważył Autor recenzji, diabeł tkwi w szczegółach. Przypadkiem się złożyło, że na tym samym seansie, co ja, znalazł się członek pewnej grupy rekonstrukcyjnej, który co i raz szeptał "co oni wyprawiają, to wygląda inaczej, to się nie zgadza"..., skutkiem czego i ja wyłapałem pewne nieścisłości, chociaż nie znam się aż tak dobrze np. na umundurowaniu. Nie żałuję, że widziałem ten film, ale cieszę się, że to nie ja za bilety płaciłem, bo wtedy bym chyba jednak był nieco zły.
Chciałbym też wtrącić się do dyskusji na temat kąpieli w morzu - nie wiem, czy można to uznać za argument, ale podczas inscenizacji walk na Westerplatte w 2006 roku, jeden z członków grupy rekonstrukcyjnej opowiadał tę historię jako anegdotę. Nie ma w tym nic dziwnego - podobne zachowania opisywali też m.in. uczestnicy walk na wyspach Pacyfiku, a uczestniczyli w nich zaprawieni w bojach żołnierze, a nie ludzie, dla których, że się niezręcznie wyrażę, wojna była zjawiskiem dopiero ujawniającym w pełni swą grozę.
-
2013/05/10 18:25:15
@Dziobak - cieszę się, że się zgadzamy