Blog > Komentarze do wpisu
Les Miserables

Najnowszy obejrzany film (w dniu premiery!), to Les Miserables. W kategorii musicali, zawsze emocjonalnie podkręconych, zgodnie zresztą z regułami gatunku, obraz bardzo dobry. Ale cóż, ja nie przepadam za tym rodzajem filmów. Prowadzenie normalnych dialogów za pomocą mowy śpiewanej, brzmi dla mnie sztucznie. Podobnie bolało śpiewanie pieśni z refrenem Vive L’France po angielsku. Treść jest tak do bólu francuska, że obcy język w niektórych ujęciach brzmi surrealistycznie. Nie gustuje też w filmach emocjonalnie czarno-białych, upraszczających konflikty wartości. Na dodatek film został zrobiony zgodnie z regułami Hollywood, zatem wszystkie sceny są podporządkowane regule wprowadzenia widza w stan podniecenia, zaangażowania, jednoznaczności odczuć. Mieści się to w konwencji i właściwie mnie nie irytuje, tylko tyle, że oglądam bez większej przyjemności.

Les Miserables-film-recenzja

Zabolała mnie tylko ostatnia scena – Jean Valjean umiera, w pięknej, rajsko-katedralnej scenerii spotyka się z Fantine, i dotąd wszystko super OK, natomiast dopełnieniem tego ujęcia jest wizerunek barykady rewolucyjnej, tak jakby w tym właśnie miejscu materializowały się, już tu na ziemi, wartości niebiańskie. Rozumiem, że być może w Stanach ta problematyka nie jest specjalnie zrozumiała, ale spieszę wyjaśnić, że we Francji wszystkie ruchy rewolucyjne były gwałtownie i brutalnie antychrześcijańskie i antykościelne; stąd na przykład scena, w której prowincjonalny biskup daruje Valjeanowi srebra kościelne, jest o tyle mało prawdopodobna, że byłyby one w czasie wielkiej rewolucji ukradzione, a wnętrze kościoła zrujnowane (zresztą do dzisiaj, po ponad 200 latach, w wielu kościołach ślady tych zniszczeń są widoczne). Łączenie w ramach emocjonalnej kulminacji filmu ognia z wodą jest irytujące, głupie i niepotrzebne.

Les Miserable, jedna z końcowych scen, recenzja

Hugo w Nędznikach bardzo dowartościował świat chrześcijański (także kościelny, zinstytucjonalizowany), ciepło i ze zrozumieniem pisał o wszystkich wykluczonych, zatem dobrze rozumiał motywy rewolucjonistów, ale samej rewolucji jako takiej nie apoteozował, wręcz przeciwnie. Reżyser dokonał tutaj lewackiego nadużycia. I jeszcze to morze czerwonych flag, które w Polsce powinno źle się kojarzyć...

Poza tym wyjątkiem, film jest wierny wobec pierwowzoru książkowego. To plus dla wszystkich znających Nędzników. W pewnym sensie, może jest za bardzo wierny, bo reżyser chcąc przestawić wszystkie główne watki, stworzył dzieło blisko trzygodzinne. To jeden z dłuższych filmów komercyjnych, adresowanych do szerokiej publiczności. Oczywiście fakt, że film jest ekranizacją musicalu, a nie książki wprost, nic tu nie zmienia, bo musical opierał się o książkę.

Film zdecydowanie dla lubiących wyciskacze łez, konwencję musicalową, melodramaty. Ta grupa widzów na pewno nie będzie zawiedziona.

Les Miserables, reż. Tom Hooper, Wielka Brytania 2012, premiera polska 25 stycznia 2013



wtorek, 05 lutego 2013, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Vivien, *.range86-174.btcentralplus.com
2013/02/16 03:06:25
Właśnie obejrzałam ten film i muszę przyznać, że idealnie odzwierciedliłeś moje wrażenia odnośnie tego dzieła. Nie lubię takich uproszczeń i wzniosłego przedstawiania miłości i innych uczuć. Bardzo długi i powolny, więc tylko dla wytrwałych lub miłosników tego rodzaju kina. Pozdrawiam
-
2013/02/16 18:09:18
@ Vivien - dzięki za komentarz, bo już myślałem, że uproszczenia tylko mnie jednemu przeszkadzają.
-
Gość: bartprokop, *.free.aero2.net.pl
2013/02/20 23:34:24
Akurat srebne świeczniki nie mogły być skonfiskowane, bo stanowiły prywatną własność Biskupa, który przybył z nimi do Francji w czasach porewolucyjnych - może przed wygłoszeniem takego sądu warto by przeczytać książkę?
-
2013/02/21 18:30:16
@ bartprokop - mój tekst w sprawie świeczników miał charakter ironicznego komentarza nie do książki, a do filmu, gdzie wydaje się, że chodzi o dobra kościelne. To twórcy filmu nie zauważyli tej delikatności, jak wielu innych. Hugo dobrze wiedział, jak wyglądała prawda i bzdur nie pisał. Inaczej niż scenarzyści. A recenzja dotyczy filmu, nie książki, zresztą mi znanej, dyskretnie nadmieniam. Właśnie z tego powodu, że książkę znam, irytujące było przedstawienie na filmie mariażu rewolucji z chrześcijaństwem.
-
2013/10/10 18:18:21
Ten film był jedną z inspiracji do napisania wiersza na blogu m.in. filmowym - Versemovie. Zapraszamy do notek i komentarzy :)
-
2014/01/14 13:46:00
Ogólnie film bardzo mi się podobał, ale oddałbym wszystkie sztabki złota jakiegoś szejka, byleby tylko usunąć z niego Russel'a Crowe'a - aktorem jest świetnym, ale śpiewanie...bez komentarza. 8/10!