Blog > Komentarze do wpisu
Juliet Binoche w Zakochanej bez pamięci

Nie oczekiwałem wiele po filmie noszącym tytuł Zakochana bez pamięci i jeszcze z podtytułem „romans, komedia”, ale datująca się z czasów Kieślowskiego miłość do Juliette Binoche zwyciężyła. I szczęśliwie się nie zawiodłem.

Juliet Binoche, Zakochana bez pamięci, recenzjaBohaterka (Marie – Juliette Binoche) poznaje miłość swojego życia, dostaje bardzo dobrą pracę, przeżywa upojną noc ze swoim ukochanym. Budzi się… i tu pełne zaskoczenie. Nie poznaje siebie w lustrze, bo jest o 15 lat starsza, dowiaduje się, że ma syna i zarządza ogromną firmą, jej były narzeczony jest jej mężem, ale właśnie się z nim rozwodzi. Te 15 lat po prostu uleciały z jej pamięci nie pozostawiając żadnego śladu. Na dodatek wiele wskazuje, że w międzyczasie (tutaj to nadużywane słowo jest, co rzadkie, na miejscu) robiła karierę zimnej bizneswoman, ciężko zaniedbując życie rodzinne. Marie dzielnie wciela się w rolę matki, usiłuje wrócić do dawnej miłości. Czy zaszłości piętnastolecia można odwrócić?

W istocie film stawia znacznie głębsze kwestie. Powszechnie wydaje się, że skutki wcześniejszych decyzji i uwarunkowania zewnętrzne (rodzina, praca, pieniądze, a zwłaszcza ich brak) ograniczają naszą wolność wyboru. Film pokazuje jednak, że główny problem tkwi w naszych głowach. Jeżeli wykonać w nich totalny reset, tak jak amnezja Marie, i wrócić do stanu świadomości sprzed lat, to wszystko okazuje się możliwe. Męża można pokochać miłością pierwszą, dziecku poświęcić czas, inaczej zarządzać sprawami zawodowymi. Ale czy taki reset, powtórny początek jest możliwy w normalnym życiu, czyli czy możemy przeskoczyć sami siebie? To na pewno trudne, ale chyba jednak możliwe. Może nie po całości, ale przynajmniej w głównych, wybranych liniach mogę to sobie wyobrazić. Jest jednak podstawowy warunek – trzeba umieć wyobrazić siebie, jako kogoś trochę innego, nawet jak ta „inność” oznaczać by miała powrót do swojej własnej osoby sprzed lat.

Osobna uwaga należy się Juliette Binoche. W końcu trafił się jej film, w którym mogła pokazać swoje możliwości aktorskie. Po długiej przerwie znów kreuje postać klimatyczną, interesującą, wzbudzającą naturalna sympatię, a nawet fascynację. Znów ma własny styl, jest niepodrabialna, zapada w pamięć.

Sprawiło mi to dużą przyjemność, bo niedawno oglądałem Sponsoring i byłem załamany. Małgośka Szumowska (tak sama się podpisuje pod swoimi filmami) stworzyła z niej postać starzejącej się słodkiej idiotki bez cech stylowych. Zrobienie czegoś takiego z Juliette Binoche wymagało ogromnej konsekwencji reżyserskiej, ale Szumowskiej się udało. Podobnie - pokazanie pojawiającej się w epizodzie Jandy jako grubej mieszczki - też było nie lada sztuką. Za niszczenie wizerunku wybitnych aktorek, odzieranie ich z przymiotów osobowości fascynujących, wspomnianej Małgośce powinno się zakazać robienia filmów.

Binoche  za rolę w Niebieskim ma moją dozgonną wdzięczność i cieszę się, że trafiła się w końcu reżyserka, które pozwoliła jej znów zabłysnąć. Za to podnoszę ocenę filmu do 9/10.

Na koniec warto zwrócić uwagę na kompletnie mylący polski tytuł filmu, bez żadnego powodu odbiegający od oryginalnego. W zamierzeniu wieloznaczny (że niby bez pamięci), ale w istocie wprowadzający widzów w błąd i sugerujący filmowy Harlequin. To nie pierwszy taki przypadek, mam wrażenie, że za marketing u polskich dystrybutorów odpowiada ktoś z bazaru.

Zakochana bez pamięci (La vie d’une autre), reż. Sylvie Testud, Francja 2012

PS Trwa festiwal Juliette Binoche. Właśnie obejrzałem jej pierwszy film Spotkanie. Film taki sobie, ale młodziutka Binoche przeurocza, ujmująca.

niedziela, 07 października 2012, dijkstra-jg

Polecane wpisy