Blog > Komentarze do wpisu
Normana Daviesa Orzeł biały Czerwona gwiazda

Norman Davies, Orzeł biały Czerwona gwiazda, recenzjaW ostatnich czasach powstało sporo książek o wojnie 1920 r., a zainteresowanie nimi jeszcze wzrosło po premierze filmu Bitwa Warszawska. Jak na tym tle lokuje się książka Daviesa?

Powstawała w ekspresowym tempie, od rozpoczęcia prac badawczych do złożenia kompletnego maszynopisu upłynął ledwie rok. Praca ukazała się w 1972 r, a więc dość dawno. Od tego czasu ukazało się wiele cennych opracowań, a badacze uzyskali dostęp do sowieckich archiwów. Mimo to książka nie jest przestarzała, a w niektórych aspektach (o czym poniżej) polscy badacze mogą się ciągle od Daviesa uczyć.

Najmocniejszym walorem książki jest tło międzynarodowe wojny polsko-sowieckiej. Autor bez przemilczeń pokazuje kompletne zagubienie polityki brytyjskiej, premier Lloyd George nie tylko nie rozumiał, co się dzieje na wschodzie Europy, ale, co gorsza,  w istocie prowadził antypolską polityką. Obawiał się wewnętrznej opozycji socjalistów sympatyzujących z Krajem Rad, interwencjonisty Churchilla, a najbardziej zainteresowany był prowadzonymi właśnie rozmowami handlowymi z czerwoną Rosją. Francja gotowa była na wszystko, byle tylko nie zaangażować w walkę swoich żołnierzy. Niemcy byli zainteresowani w sukcesie Sowietów, bo liczyli na rewizję Traktatu wersalskiego. Prawdziwej pomocy wojskowej był gotów Polsce udzielić tylko regent Horthy, ale Węgry nie miały granicy z Polską, a Czechosłowacja nie chciała słyszeć o przepuszczeniu ich oddziałów. W ogóle polityka czechosłowacka była po części podła (grali na osłabienie Polski, a w kluczowym momencie zajęli Śląsk Cieszyński), a po części krótkowzroczna, bowiem tandemowi Masaryk-Benesz wydawało się, że uda im się porozumieć z Rosjanami, najwyżej za cenę oddania Użhorodu (Ukrainy Zakarpackiej), tak jakby zwycięzcy Rosjanie nie mogli sobie wziąć wszystkiego.

Najbardziej zdumiewającą karierę medialną zrobił gen. Weygand. Przybył do Warszawy z misją sojuszniczą, jako ekspert wojskowy. Nikt jednak w polskim sztabie go nie dopuszczał do podstawowych informacji, o radę oczywiście tym bardziej nikt go nie pytał. Po polskim zwycięstwie odjeżdżał zniesmaczony, w poczuciu kompletnie straconego czasu. Jakież było jednak jego zdziwienie, gdy na dworcu w Paryżu powitał go osobiście premier Millerand, a prasa okrzyknęła go głównym architektem zwycięstwa nad bolszewikami. Oto siła mediów i dowód, że -  niezależnie od faktów -  społeczeństwa wierzą w to, w co chcą uwierzyć.

Ostatecznie Polska mogła liczyć tylko na siłę swojej armii. Na marginesie dodam, że przewidywał to od dawna Piłsudski i cały swój wysiłek kierował na tworzenie wojska, podejrzewając, że to na froncie, a nie w gabinetach, ustali się przebieg granicy na Wschodzie.

W pozostałych kwestiach Davies jest wyważony. Sprawom militarnym poświęca tyle uwagi, ile niezbędne, aby zrozumieć przebieg wojny, bardziej go jednak interesuje strategia niż walki poszczególnych batalionów.

Chwałę zwycięstwa zdroworozsądkowo przypisuje Piłsudskiemu, jako Naczelnemu Wodzowi, pozostałym generałom oddaje, co im się należy.

Mimo upływu lat, książka zachowuje świeżość, ale w sprawach wojskowych warto pamiętać o fundamentalnych ustaleniach Grzegorza Nowika (radiowywiad i nie tylko) oraz kilku bardziej przyczynkarskich pracach , które zwłaszcza na kwestie wojskowe rzucają nowe światło.

Do słabszych patii książki należy zakończenie omawiające reperkusje wojny polsko-bolszewickiej . Zupełnie banalne stwierdzenia mieszają się tu z bardzo kontrowersyjnymi sądami. Na przykład to: polskie zwycięstwo nie uratowało Europy od rewolucyjnego kataklizmu, a jedynie odsunęło go o niespełna jedno pokolenia, bo i tak Sowieci zajęli całą wschodnią Europę. Twierdzenie to jest zgoła nieprawdziwe, bo jeśli Tuchaczewski dotarłby do Berlina, a Budionny ze Stalinem do Pragi i Budapesztu, to mapa Europy mogła wyglądać zgoła inaczej, bo całe Niemcy mogły się znaleźć w obozie bolszewickim i nie w trybie podboju, ale wspieranej rewolucji, podobnie Węgry i inne kraje aż po Grecję. To z tego właśnie powodu w historiografii brytyjskiej zaliczono Bitwę warszawską do najważniejszych bitew w historii świata.

Podsumowując 8/10, ze szczególnym uwzględnieniem tła międzynarodowego.

Norman Davies, Orzeł biały Czerwona gwiazda, Znak 2006 (wyd. 2)

PS Informuję, że umieściłem na moim blogu historycznym recenzję z genialnej książki Grzegorza Nowika o polskim radiowywiadzie podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920

niedziela, 29 stycznia 2012, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Czytaczka, *.dynamic.gprs.plus.pl
2012/02/04 19:06:03
Autora blogu zachęcam do przeczytania i opisania tu książki:
"Koń na wzgórzu" Eugeniusz Małaczewski. - [Wyd. 1 powojenne]. - Warszawa : Alfa, 1991. (Seria z Tukanem) - Także później w innych wydawnictwach, ost. 2008
"Teksty te stanowią plon wojennej wędrówki Małaczewskiego po lodowatym Murmaniu i przeżyć pisarza związanych z wojną polsko-bolszewicką 1920 roku. Pomimo upływu czasu opowiadania te nie straciły nic z dawnego artyzmu i uroku. Wciąż mają moc oddziaływania na czytelnika, nadal wywołują uśmiech i poruszają duszę." Ja dodam i przerażają.
Wspomnienie ludzi, którzy to przeżyli jest wartościowsze niż gdybania historyków po dziesiątkach lat od wydarzeń.
Tu znajduje się opowiadanie o Baśce Murmańskiej, dzięki, któremu można lepiej zrozumieć dlaczego polscy żołnierze IIwojny światowej tak marzyli, że kiedyś odbędą defiladę w stolicy z niedźwiedziem Wojtkiem-żołnierzem.

-
2012/02/05 11:58:13
Tak od tygodnia się kręcę i myślę, czy zabrać głos. Skoro jednak książkę przeczytałam, to czemu nie. Mam wydanie z 2006 roku, ale chyba zmian wielkich nie ma.
Znasz moje stanowisko odnośnie do Piłsudskiego.Od kilku lat z napięciem obserwuję w rocznicę "cudu nad Wisłą" wypowiedzi historyków i o ile jeszcze 2-3 lata temu szli w zaparte, że to Piłsudskiemu zawdzięczamy zwycięstwo, to ostatnio pojawiają się wersje alternatywne (typu - niektórzy mówią, że...). W momencie napisania książki Davies mógł już wiedzieć. W tomie drugim wspomnień Witosa jest mowa o dymisji Piłsudskiego 12 sierpnia 1920 roku (Paryż 1962), a we wspomnieniach Aleksandry Szczerbińskiej wydanych w Londynie w 1962 roku o pobycie męża w Bobowej w trakcie trwania bitwy. Jak to się ma do uznania wodza za autora zwycięstwa? Zresztą zbyt dużo Davies cytuje samego Piłsudskiego, który napisał, jak to dzielnie walczył. Dla mnie książka jest niewiarygodna. Plusy to przypomnienie roli bitwy w historii Europy i bohaterstwa tysięcy Polaków. Czekam nadal na dobrą, prawdziwą historię Polski ze szczególnym uwzględnieniem zakłamanych epizodów.
-
2012/02/06 00:00:20
@ksiazkowiec - dzięki za zabranie głosu, przyznam że oczekiwałem na Twoje stanowisko i czułem się zaniepokojony, że czas płynie, a tu nic. Co więcej, pomyślałem sobie, że chętnie sobie z Tobą pogawędzę, a przy okazji odnowię i uzupełnię wiedzę na ten temat. Sugeruję tylko, aby przedsięwzięcie miało sens i uniknąć pustego bicia piany, żeby postawić jakieś ciekawe tezy i sobie o nich podyskutować. Spróbuj coś konkretnego sformułować np. na temat roli Piłsudskiego czy autorstwa planu kontrofensywy, a ja się chętnie do tego odniosę. Teza może być wyostrzona, to ułatwi dyskusję.
Co do wartości książki Daviesa to największą upatruję w przedstawieniu sytuacji międzynarodowej, nikt z osób piszących w Polsce tak wszechstronnie nie poruszał się po tych uwarunkowaniach i nigdy nie stało się tak dla mnie jasne, że w wojnie 1920 roku byliśmy skazani tylko na własne siły, dzielność polskiego żołnierza i kompetencje polskich dowódców.
@czytaczka - dzięki za przypomnienie Konia na wzgórzu, sporo o nim słyszałem, ale nigdy nie trafił do moich rąk. Zatem chętnie do niego zajrzę. Broniłbym jednak historyków, wspomnienia są niezastąpionym źródłem wiedzy, ale bez syntez pisanych przez zawodowców się obejdziemy, co najmniej z tego powodu, że wszystkich wspomnień i tak nie przeczytamy. Poza tym Małaczewski napisał opowiadania, a te, nawet jeżeli oparte na faktach, przynależą raczej do literatury pięknej. Uważam (podobnie zresztą jak Davies), że historycy powinni korzystać ze źródeł literackich.