Blog > Komentarze do wpisu
Hiszpańska wojna domowa, czyli z dziejów powszechnie akceptowanego kłamstwa

Beevor Walka o Hiszpanię okładka recenzjaNie ma chyba w historiografii XX wieku wydarzenia bardziej zafałszowanego niż hiszpańska wojna domowa w latach 1936-1939. Opinia publiczna była manipulowana od samego rozpoczęcia tej wojny i skutki tej akcji trwają do dziś. Od początku wojny ukształtował się obraz gen. Franco, jako brutalnego faszysty, który zgniata jedynie słuszne rządy republikańskie. To on był przedstawiany, jako organizator masowych rozstrzeliwań wrogów politycznych, a o tym że podobny terror miał miejsce również po stronie lewicowej, sympatyzująca z republikanami prasa milczała, do tego stopnia, że o pojawieniu się regularnych kazamatów NKWD, obsługiwanych przez „doradców wojskowych” z tej właśnie służby trudno znaleźć choć jedno zdanie. Powstał front intelektualistów wspierających republikę, który bardzo skutecznie wyłączył z debaty publicznej głosy sympatyzujące z Franco posługując się ostracyzmem środowiskowym i pomówieniami. Jedyną przeciwwagą dla tego chóru były prasa katolicka, której autorzy wielokrotnie zastygali w przerażeniu na wieść o gwałtach zakonnic i morderstwach księży oraz innych osób konsekrowanych. Przesunięcia na ideowej mapie Europy spowodowały jednak, że nawet te informacje uległy zapomnieniu. Pozostały w świadomości jedynie masowe groby ofiar Franco i zbombardowana Guerenica.

Zapomnieniu uległo wywiezienie przez lewicowy rząd całego złota z Banku Centralnego do Związku Sowieckiego, nie musze chyba dodawać, że ani gram nie powrócił do ogołoconej z rezerw Hiszpanii. Zapomniano też o przeprowadzonej przez lewicowe władze konfiskacie wszelkich kosztowności ludzi zamożnych, przy czym także ani jeden złoty zegarek nie wrócił do właścicieli, natomiast istotna część tego skarbu została zrabowana przez kluczowych polityków lewicowych i posłużyła do finansowania ich pobytu na emigracji. Nikt nie chciał pamiętać o aktach masowych morderstw Frontu Ludowego, o gigantycznych stratach wśród żołnierzy wynikających z niekompetentnego i podporządkowanego celom politycznym dowodzenia.

Powszechnie przyjęto, że polityka nieinterwencji mocarstw zachodnich oznaczała wystawienie lewicowego rządu na pastwę niemieckich i włoskich faszystów i skazanie go na pomoc sowiecką. W istocie było odwrotnie – Hitler i Mussolini zdecydowali się wesprzeć gen. Franco, gdy w Hiszpanii było już 10 000 żołnierzy w komunistycznych brygadach międzynarodowych i sowieccy doradcy. Ostatecznie pomoc zaangażowanych mocarstw była ilościowo symetryczna, co dało ten efekt, że w istocie decydowała przewaga w siłach wewnątrzhiszpańskich.

Jeden przykład omówię nieco dokładniej, aby zilustrować skale kłamstwa i manipulacji. Chodzi tu zbombardowanie Guereniki. W powszechnej świadomości (a także w wielu publikacjach naukowych i podręcznikowych) twierdzi się, że Guerenika została zniszczona w terrorystycznym ataku bombowym skierowanym na niebronione miasteczko bez żadnego znaczenia militarnego, a liczba ofiar oscylowała między 1600 a 3000 ludzi.

Prawda natomiast wyglądała następująco: w Guernice stacjonowało 2 500 żołnierzy (na 5 000 mieszkańców) i znajdowała się tam fabryka broni. Ponadto Guerenika znajdowała się na osi natarcia wojsk frankistowskich, które w chwili bombardowania znajdowały się 5 km od tego miasteczka, co obala mit ataku na obiekty cywilne. Celem bombardowania nie było gęsto zaludnione centrum, ale drogi wylotowe, a zwłaszcza most znajdujący się już poza miastem i tam też został skierowany główny impet ataku lotniczego. Kilkanaście bomb (dokładnie policzono leje) spadło na centrum raczej w wyniku niedokładności bombardowania wynikającego z chmury kurzu i dymu po pierwszym nalocie. Dla zniszczenia Guereniki dużo większe znaczenie miał wiejący wtedy wiatr, który rozprzestrzeniał płomienie i podjęta z dużym opóźnieniem akcja gaśnicza. Główne siły strażackie pojawiły bowiem po wielu godzinach (mimo iż miały do przejechania30 kmze stolicy regionu, Bilbao), a po niemrawej akcji gaśniczej pozostawiły miasteczko w szalejących płomieniach i wróciły do Bilbao. Dodajmy jeszcze, że obowiązywał wtedy wyraźnie sformułowany rozkaz gen. Franco zakazujący lotnictwu bombardowania celów cywilnych, obowiązywał on do końca wojny i z nielicznymi wyjątkami był przestrzegany. Na koniec rzecz najbardziej konkretna, czyli liczby: udało się dokładnie policzyć ofiary i było ich dokładnie 102 osoby (lub 120, bo nie wiadomo, czy niektóre ofiary nie były policzone podwójnie) i ta różnica w ilości ofiar pokazuje ogromny dystans miedzy prawdą, a propagandą.

Picasso Guerenica

Do dziś obraz Pablo Picasso Guerenica jest zaliczany do arcydzieł. Czy w tym przypadku prawda i piękno idą w parze?

W powszechnej świadomości pozostały represje wojsk frankistowskich znaczone masowymi grobami, a za tą świadomością podążały próby represji karnych w latach 80. i 90. Zapomniano równie masowe mordy strony lewicowej, w tym najbardziej obrzydliwe rozstrzeliwania więźniów politycznych bez nawet namiastki sądu. Nikt nie bierze ponadto pod uwagę faktu, że wojska frankistowskie odbijały tereny wcześniej zajęte przez lewicowców i w związku z tym wiele represji było po prostu uzasadnionych, rozstrzeliwano tych, którzy wcześniej mordowali, rabowali i gwałcili. Po stronie republikańskiej zabójstwa i tortury miały wyłącznie charakter odwetu za poglądy polityczne.

Na koniec jeszcze kwestia uzależnienia stron konfliktu od pomocy zewnętrznej. Lewicowcy zaprzedali się Moskwie bez reszty: wywieźli do Związku Sowieckiego całe złoto, zbiory Muzeum Prado czekały zapakowane w porcie (!) na transport do ZSRS, zgodzili się na bezkarną działalność jaczejek NKWD, dowództwo wojskowe było w całości uzależnione od sowieckich doradców. Franco na starcie był w dużo gorszej sytuacji – nie dysponował twardą walutą, ani rezerwami złota. Uzbrojenie mógł kupować wyłącznie na kredyt, a jego dostawcy musieli uwierzyć, że frankiści zwyciężą i będą chcieli spłacić długi. Za całą pomoc niemiecką i włoską zaciągnął tylko jedno kłopotliwe zobowiązanie – dał Niemcom koncesję na wydobycie niektórych kopalin. Jednostki włoskie i Legion Condor, czy im się to podobało, czy nie, walczyły pod naczelnym dowództwem hiszpańskim i respektowały jego polecenia. Franco nie popadł także w uzależnienie polityczne, czego najlepszym dowodem była jego postawa w czasie II wojny światowej, do której nie dał się wciągnąć. Mimo niemieckiej presji odmówił także aneksji Gibraltaru. Po jego stronie nie działało niemieckie gestapo. A mimo to opinia publiczna uważa, że republikanie byli niezależni, a Franco działał pod presją faszystów. Po raz kolejny okazuje się, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane zamienia się w prawdę.

Zanim zacząłem czytać o hiszpańskiej wojnie domowej najpierw dłuższy czas selekcjonowałem książki na temat, głównie poszukując ujęć charakteryzujących się obiektywnością. Wybrałem Beevora i się nie zawiodłem, rzeczywiście starał się on zachować dystans do opisywanych wydarzeń i równe traktowania stron konfliktu. Jest rozdział poświęcony terrorowi białemu, ale jest i poświęcony czerwonemu. Co prawda przy uważnej lekturze widać, że serce autora bije po stronie lewicowej – o represjach Franco pisze jako o bezmyślnym i niepotrzebnym okrucieństwie, a terror Frontu Ludowego widzi w całokształcie uwarunkowań historycznych, ale mnie więcej wszystko jest w porządku, autor nie przemilczał spraw trudnych, jak np. wszechwładzy sowieckiego NKWD w republikańskich organach bezpieczeństwa, czy politycznie motywowanych represji wobec ochotników w brygadach międzynarodowych, które dotknęły na przykład Orwella, zmieniając mu skutecznie światopogląd, bo nic tak nie uczy człowieka jak doświadczenie na własnej skórze. W sprawie Guereniki jednak powtarzał obiegowe głupstwa, mimo iż znał nowsze prace dotyczące liczby ofiar, ale dziwnie nie wpłynęły one na jego syntetyczne wnioski w tej sprawie.

Pio Moa, Mity wojny domowej, okładka recenzjaCoś mnie jednak tknęło, żeby na pracy Beevora nie poprzestać (a decyzja to była ważka, bo już przeczytałem blisko 600 stron) i zajrzeć do książki Mity wojny domowej Pio Moi (następne 600 stron także dużego formatu). No i zabawa zaczęła się na nowo. Pio Moa z premedytacją nie pisał książki obiektywnej, ani kompletnej faktograficznie. Skoncentrował się na odkłamywaniu mitów otaczających wojnę domową w Hiszpanii, a przedstawiających generała Franco jako krwawego faszystę i karła reakcji (skąd my Polacy to znamy).

Wielokrotnie po lekturze kolejnego rozdziału Pio Moi wracałem do Beevora i konfrontowałem fakty, posiłkując się też innymi książkami. Muszę przyznać, że nie wypadały te konfrontacje dla Beevora pozytywnie. Siła stereotypu (jak np. w przypadku Guereniki) jest przepotężna i ulegają jej nawet chłodni w sądach historycy. Niestety utrwalają w ten sposób błędne opinie obiegowe, uwiarygadniając je pieczęcią naukowości. Beevor rzetelnie opisuje historię oddania Sowietom hiszpańskiego złota, ale na przykład już nie wspomina o przygotowanych do wywiezienia w tym samym kierunku zbiorów Muzeum Prado. Na korzyść Beevora trzeba powiedzieć, że jego opisy potyczek militarnych są bardzo kompetentne i nie budzą żadnych uwag.

Książkę Pio Moi zaliczam do sił sensu za odwagę w płynięciu pod prąd obiegowych sądów.

Antony Beevor, Walka o Hiszpanię, Znak 2009, Pio Moa, Mity wojny domowej. Hiszpania 1936-1939, Fronda 2007

PS  Właśnie w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie otworzono wystawę Polowanie na awangardę. Zakazana sztuka w Trzeciej Rzeszy.  W programie Tu Kultura (TVP3, 5.11.2011) reklamowano ją za pomocą pracy Picassa o Guerenice.  I nic to, że Picasso obraz namalował na zlecenie i pobrał za to 200 tys. peset, nic to, że przedstawia kompletnie kłamliwą wizję historii, nic to, że w 1944 wstąpił do Komunistycznej Partii Francji, co pokazuje, gdzie poszukiwał prawdy. Autorzy programu Tu Kultura chcieli błysnąć erudycją, a błysnęli niekompetencją.  Przypomniał mi się stary dowcip, ze ludzie mało czytają, a jak już, to mało rozumieją, a nawet jak zrozumieją, to nie zapamiętają. I tak dzieło Picassa będące w istocie objawem zakłamanej sztuki w służbie ideologii żyje swoim życiem i tony atramentu nie odwrócą jego równie zakłamanej recepcji. Smutne.

poniedziałek, 27 czerwca 2011, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2011/06/30 21:40:49
Dla mnie to bomba, rewelacyjne wiadomości. - Właśnie przeżywam głód prawdy historycznej. Ale tylko z tvp HISTORIA, bo książek już nie czytam, najwyżej kilka z elementarnych fundamentów fizyki.
-
2011/07/02 18:55:43
niby rózne rzeczy się wie, ale świetna notak i warto sobie te tytuły zapamiętać "na zaś" żeby samemu pogrzebać. Porównanie tych książek - cenna rzecz. Dzięki serdeczne!
-
2011/07/06 17:09:46
@fg2002 - dzieki za uznanie w komentarzu. Żałuj, że nie czytasz co najmniej książek faktograficznych. To niemała frajda.
@przynadziei - tez dziekuję za miły komentarz. Dodam od siebie, że po okresie posuchy, na rynku pojawiło się kilka książek dotyczących hiszpańskiej wojny domowej i zwykle są to publikacje mało obiektywne, gdzie chodzi głównie o lewicową propagandę ubraną w kostium historyczny. Nie mam siły i czasu żeby je wszystkie komentować. Ale jak ktoś przeczyta moją notkę, to mam nadzieję, że będzie uodporniony na większość głupot w nich powtarzanych. Pozdrowienia
-
Gość: Andy, *.dynamic.chello.pl
2012/09/25 22:04:23
Przeczytałem Orwella - tak, to co widział zmieniło jego ocenę konfliktu, a przy okazji naruszyło cały jego światopogląd.
-
2012/10/05 19:21:48
A mimo to siły lewicowe ciągle mają bardzo dobrą opinię, także u historyków. I trzeba dobrze się naszukać aby znaleźć coś obiektywnego
-
Gość: kaz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/02/18 12:08:33
autor tego tekstu chyba jednak dośc mocno rozmija się z prawdą. Dla przykłądu - jak można pisać, że Hitler i Mussolini zaangażowali się w tę wojną dopiero wtedy, gdy w Hiszpanii stacjonowały już tysiące żołnierzy Brygad Międzynarodowych, skoro od samego początku wspierali Franco, już sam wybuch wojny i pierwsze ruchy oddziałów Franco z Maroka były przecież możliwe tylko dzięki niemieckim samolotom. Włoskie tez tam były tylko jak się okazało - zepsute.
Przy tym autor wyważa dawno otwarte drzwi - od dawna nikt już nie pisze, że tylko starona faszystowska jest winna zbrodni. To udawane zdziwienie ma - jak się niekiedy wydaje - być sposobem na wybielenie faszystowskich zbrodni. To, że podczas wojny nie ma niewinnych, to dośc banalne odkrycie. Nie zapominajmy więc, kto tę wojnę rozpoczął. Cokolwiek by nie mówić, byłą to prawica i Franco. Oczywiście, przed wojną spór był już bardzo ostry i obie strony stosowały terror, kto był jednak winien, że w Hiszpanii od 500 lat nie było namiastki demokracji, za to był terror, wszechwładza Kościoła i głód? Lewica? To lewica była winna, że na początku XX wieku Hiszpania miała mniej ludności, niż w ieku XV? Nie żartujmy.
-
2013/02/21 18:36:09
@kaz - bardzo proszę o używanie zwrotów autor tego tekstu jednak dość mocno rozmija się z prawdą w przypadku, kiedy takie twierdzenie jest uzasadnione faktograficznie. O interwencji militarnej Hitlera i Mussoliniego napisałem z premedytacją. Pierwsze oddziały niemieckie i włoskie pojawiły się w Hiszpanii właśnie wtedy, gdy było tam już 10 000 żołnierzy brygad międzynarodowych, to fakt bezwzględny. Trudno za interwencję militarną uznać użyczenie samolotów transportowych. Poza tym jak to się ma do natychmiastowego ściągnięcia po wybuchu wojny sowieckich doradców wojskowych przez stronę republikańską i natychmiastowego zapotrzebowania obcej pomocy czysto wojskowej, maskowanej w postaci brygad międzynarodowych. Również podstawową sprawą, jest błyskawiczne uzależnienie się od pomocy sowieckiej i oddanie sowieckim doradcom faktycznego dowodzenia armią. Kto zatem z obu stron tego konfliktu tracił suwerenność?
Co do wyważania otwartych drzwi bardzo bym się cieszył gdyby tak było, ale niestety tak nie jest i nadal większość publikacji na temat wojny domowej w Hiszpanii powiela propagandowe schematy, takie jak w przypadku Guereniki. Głosy prostujące ewidentne kłamstwa należą do zdecydowanej rzadkości. Poza tym sam sobie przeczysz. Skoro wyważam otwarte drzwi, czyli piszę to co wszyscy, to nie ma potrzeby polemiki, chyba, że polemizujesz ze wszystkimi. Zdecyduj się.
Żadnych zbrodni nikt nie wybiela. Chodzi tylko o to, że do dzisiaj istnieje zakłamany i tendencyjny obraz tej wojny ukazujący Franco, jako rzeźnika i mordercę, w przeciwieństwie do sił określanych jako demokratyczne, które przedstawiane są głównie jako ofiary. Wystarczy popatrzeć, co lewacki rząd Zapatero robił w tej sprawie i z jaką zajadłością zacierał wszystkie ślady po Franco.
Natomiast uwagi dotyczące bardziej odległej historii są dla mnie niejasne, poza tym, że jak rozumiem, wyrażają jakieś negatywne emocje autora dotyczące historii Hiszpanii. Natomiast sugestia, że ktoś sądzi, iż to lewica jest odpowiedzialna za 500 lat historii Hiszpanii, jako oczywisty absurd w ogóle nie nadaje się do komentowania.
-
Gość: kaz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/02/22 12:17:48
Ciekawy wniosek. Użyczenie samolotów wojskowych wraz z pilotami, które było pierwszym akordem tej wojny i bez którego to faktu Franco poniósłby klęskę już na starcie nie jest dla kolegi pomocą wojskową. No tak, w ten sposób można udowodnić wszystko, ale na pewno nie swoje obiektywne podejście.
Kwestia ocen - pomijając już naturalną psychologicznie sympatię do ofiar, w mojej bibliotece znajduje się co najmniej kilka tytułów opisujących owe wydarzenia z mocno prawicowej perspektywy a wydanych w ostatnich latach. I nie przeszkadza to ciągłemu powtarzaniu o lewicowej "jednostronności"publicystów...
Wychodzi na to, że prawicowi publicyści/historycy prezentują jakąś niesamowitę niewiarę we włąsne dokonania. Szczerze mówiąc, o ile nie mówimy o publikacjach pisanych kilkadziesiąt lat temu, to właściwie spojrzenie lewicowe jest zupełnie marginalne. Przynajmniej jeśli chodzimy o tytułu wydawane w naszym języku. Żeby było jasne - na pewno lewicową publikacją nie jest przywoływane przez kolegę "Starcie totalitaryzmów"(bo mozno się w tej książce także lewicy obrywa).
Problem w tym, że Franco był rzeźnikiem i mordercą. Poczytaj proszę o tym, jak niezdecydowanie postępowały siły republikańskie w pierwszych dniach wojny, a jak się miała do tego taktyka stosowana od razu przez generałów sprzymierzonych z Franco - kto nie z nami, ten pod mur. Przecież kolega wie, że początek wojny byłby dla Franco o wiele mnie udany, gdyby lewicowy rząd zdecydował się na wydanie broni anarchistom... Nie zrobił tego, bo miał skrupuły. Frankiści skrupułów nie mieli. Ale żeby było jasne - druga strona takżę dokonywała zbrodni - nie przeczę. Jeżeli oceniamy Zapatero, to weźmy pod uwagę, że ofiary z jednej strony miały pomniki, honory a rodziny wsparcie finansowe, a ofiary drugiej leżały w bezimiennych grobach często nadal oficjalnie z wyrokami jako przestępcy. Trudno się dziwić Zapatero, że podjął kroki, aby oddać hołd rozstrzeliwanym - często już po wojnie, wbrew wszelkim konwencjom. Że Zapatero robił to z gracją słonia w składzie porcelany, to inna sprawa.
I na koniec - jak można jakiekolwiek wydarzenie historyczne traktować w oderwaniu od korzeni, wydarzeń wczesniejszych, kontekstu? Gdyby w Hiszpanii klasa panująca, czyli artystokracja i Kościół przez kilkaset lat sojuszu ołtarza i tronu zadbały o wprowadzenie jakichkolwiek form demokracji, uczciwej gospodarki, to zapewne naturalny i tak konflikt społeczny nie wybuchłbyz taką siłą i taką nienawiścią. Nienawiść jest zawsze siłą niszczącą, ale może warto się zastanowić nad tym, czy nie ponosi się winy, gdy przez kilka stuleci pozbawia się sporą część ludności jakichkolwiek praw, w tym prawa do godnego życia. Nie sugerowałem, że lewica jest winna 500 latom historii Hiszpanii, proszę dyskutować uczciwie i nie sprowadzać rozmowy do absurdu. Sugerowałem, że winne tych 500 lat są arystokracja hiszpańska i Kościół, i z tym faktem trudno akurat dyskutować, bo tak po prostu było.
-
2013/04/06 00:11:25
@kaz podążasz za lewicową wersją historii Hiszpanii, a wojny domowej w szczególności i prowadzić to musi nieuchronnie na manowce interpretacyjne.
1. Użyczenie samolotów wojskowych po pierwsze chodziło głównie o samoloty transportowe (Ju 52), warto to podkreślić. Po drugie, kiedy się one pojawiły w Maroku w większej liczbie (a i tak było to raptem 20 sztuk), to kilka tysięcy ludzi z wojsk marokańskich już było na kontynencie przetransportowanych samolotami hiszpańskimi i drogą morską przez jeden niszczyciel w pierwszych dniach buntu i przez konwój zwycięstwa na początku sierpnia (1600 ludzi i bateria dział 105 mm). Warto również nadmienić, że kiedy niemieckie samoloty zaczęły przerzut wojsk, dwie kolumny interwencyjne już wyruszyły z południa i przebyły/zajęły 140 km przestrzeni w kierunku północnym. Zatem sąd o tym, że Franco już na starcie by przegrał bez pomocy w zakresie samolotów transportowych jest błędny. Tak na marginesie, nie przez przypadek wszystkie lewicowe historie wojny domowej nie podają szczegółów owej pomocy, ani kiedy, ani ile samolotów przybyło, ani jaką ilość żołnierzy przewiozły i kiedy; dotyczy to również Beevora, w innych sprawach bardzo szczegółowego. I w nieskończoność można powielać sąd o kluczowym znaczeniu pomocy niemieckiej i włoskiej.
2. Kwestia ocen oprócz książki Pio Moi nieustannie trafiam na publikacje albo wprost lewicowe, albo tylko lekko przykryte otoczka obiektywizmu (jak Beevor), ale w gruncie rzeczy też z tej samej stajni. Warto tutaj zastosować test Guereniki, analizując, co kto pisze na ten temat i jak ma się to do dobrze znanych (od lat 70.) faktów obiektywnych. Podziel się wiedzą na temat tych prawicowych opracowań, chętnie skorzystam. Przy okazji Beevor należy do publikacji lewicowych, tyle tylko, że nie manipuluje prawdą bezczelnie i próbuje zachować pozory obiektywizmu. Nie chcę się o tym rozpisywać (por. notkę powyżej), ale zwycięstwa Franco i porażki republikanów zwykle opatruje słówkiem niestety.
3. Czy Franco był rzeźnikiem i mordercą. To zależy od punktu widzenia, w każdym razie nie większym niż komuniści. Przyznaję, że liczba rozstrzelanych była ogromna i na pewno większa, niż to było konieczne. Chętniej bym o tym rozmawiał, jeżeli tę sama miarę stosowano by do obu stron konfliktu i jak w innych sprawach poszukano by genezy takich zachowań.
4. W sprawie Zapatero moje uwagi dotyczyły jego haniebnych zachowań, a do tych nie należy uhonorowanie zmarłych, nic o tym nie pisałem. Chodzi o fałszowanie historii, zacieranie śladów po frankistach, zamkniecie dla zwiedzających Valle de los Caidos (nic to, że byli tam pochowani także republikanie, skoro leży tam Franco, to zamykamy; troska o własnych poległych, jak widać, po stronie lewaków jest wybiórcza). Na własne oczy widziałem w Hiszpanii skute do cegły ślady po nazwach ulic, czy pamiątkowych tablicach to są właśnie zachowania haniebne, przywołujące na myśl Stalina wykreślającego z historii swoich wrogów. Ostatecznie jabłko nie pada daleko od jabłoni.
5. Korzenie. Bardzo proszę bez odkrywczości, że każde wydarzenie ma swoją genezę. To jasne. Nie podejmuję się w krótkich notkach polemicznych podsumowywać 500 lat historii Hiszpanii. Rzeczywistość jest dużo bardziej złożona niż twierdzenie że winne tych 500 lat są arystokracja hiszpańska i Kościół. Radzę poczytać coś więcej niż Wikipedię i politgramoty, zwłaszcza polecam stricte naukową Historię Hiszpanii Antonio Dominguez Ortiz, Manuel Tunon de Lara, Julio Valdeon Baruque. W każdym razie z powyższym twierdzeniem się nie zgadzam, a już fundamentalnie nie zgadzam się z podsumowaniem 500 lat historii dużego (a okresami ogromnego) państwa w kategorii win lub zasług tych lub tamtych. To propagandowa dziecinnada.
6. A niezależnie od polemiki, dziękuję za wyczerpujący wpis.