Blog > Komentarze do wpisu
Rawicza Długi marsz

Sławomir Rawicz, Długi marsz, recenzja, prawda historycznaDoskonała książka, przeczytałem jednym tchem, a ponieważ czytałem w pociągu, to przejechałem stację, na której powinienem wysiąść, co nie zdarzyło mi się od wielu lat. To jedne z bardziej wciągających wspomnień, jakie kiedykolwiek czytałem. Są doskonale napisane, ale też opowieść o brawurowej ucieczce jest bardzo wciągająca i myślę, że nikt z czytelników nie pozostanie obojętny.

Treść jest dobrze znana z wielu recenzji i ograniczę się tylko do przypomnienia, że jest to opowieść o ucieczce z sowieckiego łagru na Syberii. Więźniowie pieszo przeszli z Jakucji do Mongolii, pokonali pustynię Gobi, Tybet, podnóża Himalajów i wylądowali w północno-wschodnich Indiach. Pokonali między 6,5 a 8 tys. kilometrów pieszo.

Równie ciekawe, jak sama ucieczka, są losy tej książki. Zaczęło się od tego, że do Rawicza w latach 50. zgłosił się dziennikarz brytyjski, Ronald Downing, który po rozmowach z nim, jak klasyczny ghostwriter, napisał tę książkę. Opowieść była super ciekawa, dobrze napisana, bo przez zawodowca, zatem odniosła kolosalny sukces wydawniczy (i finansowy pewnie też). Została przetłumaczona na 25 języków i osiągnęła nakład ponad dwudziestu milionów egzemplarzy. Mnóstwo osób na świecie właśnie z niej dowiadywało o GUŁAGu długo przed Archipelagiem Sołżenicyna. Ucieczka Rawicza i przyjaciół stała się wręcz mityczna. Moje zdziwienie – najmniej znana była chyba w Polsce, a i wśród emigracji też niespecjalnie popularna. Mimo iż w swoim czasie interesowałem się tym tematem, to – wstyd przyznać – nawet nie trafiłem na jej ślad. Jak mogło się to stać w przypadku tak fascynującej książki, które na świecie mogła ścigać się z Ludlumem czy Foletem? Myślę, że zadziałało tu po trosze polskie piekiełko, po trosze brak patriotycznych tonów w treści, a być może i podejrzenie o konfabulację, bo komu innemu udało się coś takiego?

Cztery lata temu, już po śmierci Rawicza, historii jego ucieczki przyjrzeli się dziennikarze BBC (m.in. Hugh Levinson) oraz amerykańska historyczka dr Linda Willis i ogłosili wszem i wobec, że mamy do czynienia z totalną mistyfikacją. Rawicz nigdy nie uciekł z obozu, tylko został z niego zwolniony na mocy amnestii po pakcie Sikorski-Majski, a w czasie rzekomej ucieczki, przebywał już spokojnie w armii Andersa. Wydawało się, że mit został obalony. Ale w tym miejscu rozpoczyna się inna opowieść.

Okazało się, że Rawicz ukradł cudzą historię. On sam zapewne nigdzie nie uciekał, ale poznał historię prawdziwej ucieczki Witolda Glińskiego. Dotarł do niego John Dyson, dziennikarz Reader’s Digest, któremu Gliński opowiedział swoją historię. Z wyjątkiem kilku detali, pokrywa się ona z Długim marszem. Rawicz zapewne poznał jej szczegóły z dokładnej relacji, którą na piśmie złożył Gliński w polskiej ambasadzie w Londynie. Później jego relacje zweryfikowali dziennikarze Newsweeka. Ono również potwierdzili wiarygodność opowieści już wówczas 87-letniego Witolda Glińskiego.

Ekipa BBC ponownie ruszyła na poszukiwania, także w posowieckich archiwach, ale tym razem nie udało się znaleźć czegokolwiek, co by podważyło relacje Glińskiego. Odwrotnie, znalazły się pośrednie co prawda dowody ją potwierdzające. Dotarli bowiem do relacji Ruperta Mayne’a - oficera brytyjskiego wywiadu, który w 1942 roku rezydował w Kalkucie. Przypomniał sobie, jak przyprowadzono do niego trzech mężczyzn, których polecono mu przesłuchać. Właśnie od nich usłyszał historię identyczną z tą, którą później przeczytał w Długim marszu. Nie zapamiętał nazwisk tych ludzi, ale był przekonany, że autor tej książki opisał właśnie to, co on usłyszał wtedy w Kalkucie.

Znaleziono również rachunki polskiej ambasady w Indiach, która w tym właśnie czasie pokryła koszty leczenia kilku wycieńczonych mężczyzn w szpitalu w Kalkucie.

Wśród innych ciekawostek wykopanych przy okazji powtórnego zainteresowania opinii publicznej historią Slava Rawicza jest i ta, że pierwotnie wcale nie nazywał się Rawicz, tylko Rościsław Rusiecki, nie był aresztowany przez Sowietów za sfingowane zarzutu szpiegostwa tylko za zamordowanie oficera NKWD (prawdziwe?), ale przede wszystkim, że jego ojcem nie był polski ziemianin i patriota, tylko rosyjski pop prawosławny. Wcześniej przyznawał się tylko do matki Rosjanki. Okazało się, że Rawicz-Rusiecki to bardzo niejednoznaczna postać, której motywy działania są nieznane. Dla książki ma to znaczenie drugoplanowe, ale myślę, że o Rawiczu dowiemy się jeszcze paru zdumiewających rzeczy.

Wydawałby się, że na tym historia dociekań o prawdziwości Długiego marszu się kończy. Ale gdzie tam!

Objawił się mianowicie Rafał Zasuń z Gazety Wyborczej, który twierdzi, że cała ta opowieść to majestatyczne bzdury, bo taka ucieczka nie była w ogóle możliwa, bo nie da się przejść takiego dystansu, w takim czasie, bo w warunkach zimy syberyjskiej nie da się tak po prostu chodzić na Syberii, bo szczegóły etnograficzne z Azji Środkowej się nie zgadzają itd., a wybitna znawczyni GUŁAGu Anne Applebaum, twierdzi, że to tylko powieść przygodowa itd.

Zacznijmy od rzeczy najprostszych: w sprawie Anne Applebaum Zasuń dokonuje po prostu przekłamania. Sądząc z jego wypowiedzi chodziło o ten wywiad i w nim, jeżeli doczytać go do końca, Applebaum mówi coś innego, niż Zasuń cytuje. Podobnie bez sensu jest powoływać się na argumenty dotyczące szczegółów etnograficznych – przecież wiemy, że Rawicza tam nie było, on wie tyle, ile przeczytał z relacji Glińskiego, pisał tekst finalnie jeszcze kto inny i to jest bezsporne, w związku z czym detale mogły się dowolnie pogubić i pomieszać. Istota dyskusji nie dotyczy przecież szczegółów, tylko pytania czy w ogóle taka ucieczka się odbyła.

Najpoważniej wygląda argument, że na dalekiej północy w Jakucji są ogromne mrozy i w takich warunkach nie da się maszerować, bo mróz i odmrożenia, bo śnieg kopny, bo nie ma pożywienia, bo nie ma gdzie się wysuszyć i ukryć przed zimnem, a w ogóle to „gdyby było inaczej, Robert Scott umarłby we własnym łóżku, a nie na antarktycznym pustkowiu”. Brzmi mocno, tyle, że kompletnie bez sensu, bo wydaje się, że Zasuń ogarnięty niechęcią do książki wcale jej nie przeczytał. Bo gdyby przeczytał, to by wiedział, że najtrudniejszy północny odcinek, wszyscy więźniowie pokonali w drodze do obozu na własnych nogach (ok. 1200 km w sześć tygodni), za schronienie przed mrozem i zadymką mieli tylko gałęzie i mur ulepiony ze śniegu. Kto przeżył, ten doszedł. Tyle tylko, że szli w kajdanach, a za okrycie mieli fufajki i uszanki, natomiast w czasie ucieczki byli wolni i posiadali części futrzanego okrycia zrobionego ze skórek zorganizowanych w obozie. Jedyne co było łatwiejsze w drodze do obozu to fakt, że lepsze czy gorsze, ale otrzymywali wyżywienie. Natomiast w czasie ucieczki w tym najtrudniejszym północnym odcinku żywili się tym, co wynieśli z obozu. Pierwsze pożywienie, poza zapasami, to nie była kora, jak sugeruje Zasuń, tylko mięso jelenia zabitego po tym, jak rogami zaplątał się w gałęzie.

Zresztą problem jest ogólniejszej natury, czy możliwe były ucieczki z obozów na dalekiej północy? Zasuń twierdzi, że nie. Oddajmy głos wspomnianej już Anne Applebaum: „Jednym z największych mitów Gułagu jest przekonanie o niemożliwości ucieczki z obozu”[1] i dalej „w 1933 roku z obozów zbiegło 45 755 więźniów. Ujęto 28 370 – mniej niż dwie trzecie.”[2] Applebaum nie podaje danych w rozbiciu na krainy geograficzne, ale można założyć, że znaczna część tych ucieczek przypadała na tereny północne, gdzie znajdowało się najwięcej obozów. Do najtrudniejszych ucieczkowo obozów należała Kołyma (daleko dalej na północ niż obóz 303, z którego uciekł Rawicz/Gliński), a mimo to „w latach trzydziestych wciąż często zdarzały się na Kołymie przypadki zbiorowych ucieczek z łagrów. Ukrywający się po lasach kryminaliści tworzyli zorganizowane bandy, kradli broń i napadali na okolicznych mieszkańców, ekspedycje geologiczne i osady tubylców. Po dwudziestym drugim tego rodzaju incydencie w 1936 władze utworzyły specjalny podobóz dla więźniów uznanych za potencjalnych uciekinierów.”[3] Myślę, że te źródłowe informacje czynią obiekcje Zasunia całkowicie bezprzedmiotowymi.

Pozostaje jeszcze zarzut, że takiego dystansu w ogóle nie da się przejść. Całkiem współcześnie okazuje się, że jednak jest to możliwe, a nawet istnieją biura podróży oferujące usługę turystyki ekstremalnej polegającej na przejściu szlaku wielkiej ucieczki Rawicza. Więcej, czytałem wypowiedź Polaków, którzy całkiem niedawno ten dystans przeszli. Oczywiście mając współczesne wyposażenie i żelazne racje żywnościowe w plecaku. Przez całą drogę zadawali sobie pytanie, czy było możliwe przejście tej trasy bez takich zabezpieczeń, jakie oni mieli. I twierdzą, że było możliwe w przypadku ludzi silnie zmotywowanych walką o życie.

W innych recenzjach Gazety Wyborczej, tym razem z filmu, systematycznie przewija się wątek, że cała ta historia jest niepewna, bo Gliński nie przedstawia żadnych dowodów potwierdzających swoją opowieść. Takie stanowisko wynika albo z zaślepienia, albo z chęci manipulacji. To nie człowiek piszący lub opowiadający swoje wspomnienia ma dowodzić ich prawdziwości, tylko historycy, a w tym przypadku też i dziennikarze, mają dowieść ewentualnej nieprawdy zawartej w tych wspomnieniach. Dokąd tego nie zrobią, powinni przyjąć domniemanie prawdziwości danych wspomnień. Zakładamy, że Irena Krzywicka czy Monika Żeromska nie kłamią w swoich wspomnieniach i czynimy tak aż do czasu, kiedy ewentualnie udowodnimy, że jest inaczej. Dlaczego niektórzy dziennikarze uporczywie tę zasadę łamią? Nie próbuję nawet tego wyjaśniać i czynię to w trosce o ich dobre imię.

Podsumowując: historia jest, biorąc pod uwagę aktualny stan wiedzy, jak najbardziej prawdziwa, niezależnie od tego, co niektórzy twierdzą. Ponadto książka jest doskonale napisana, a opowieść wciągająca. Bez wahań oceniam na 9/10.

PS O filmie nakręconym na podstawie książki będzie innym razem; mam nadzieję, że uda się względnie szybko coś napisać.

PS2 Właśnie obejrzałem film Niepokonani i zrozumiałem, dlaczego Zasuń napisał tyle głupstw. On po prostu nie przeczytał książki i oparł swoje wnioski wyłącznie na filmie, który nie jest wiernym odwzorowaniem książki. W taki sposób, jak pokazano w filmie, rzeczywiście było by trudno uciec z Dalekiej Północy. O poziomie takiego dziennikarstwa nie będę się wypowiadał.

Sławomir Rawicz, Długi marsz, Wydawnictwo Gord, Wydanie piąte, Gdańsk 2011.


[1] Anne Applebaum, Gułag, Świat Książki 2005, s. 366.

[2] Ibidem, s. 369.

[3] Ibidem, s. 370.

wtorek, 10 maja 2011, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2011/05/17 19:08:18
Słyszałam opinię, iż ta historia jest zmyślona albo mocno podkoloryzowana. Jednakże chciałabym przeczytać.
-
2011/05/31 11:05:40
Świetny tekst, jestem mniej więcej w połowie książk, przerwałam na chwilę, bo zaczęła śnić mi się po nocach.
Moim zdaniem współczesne wyprawy są ejdnym z argumentów, że przejście tej trasy jest możliwe. A to, że są lepiej wyposażone- dzięki temu uczestniczący w nich nie narażają życia.
-
2011/05/31 11:43:49
@izabella_g Też tak myślę, co do realności przejścia takiego dystansu. Czytałem z takim samym zaangazowaniem. Pozdrowienia
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2011/06/06 17:23:24
Dziękuję
-
Gość: Mateusz, *.bb.sky.com
2011/06/09 17:15:04
Bardzo ładny artykuł. Autor rozwiewa sporo wątpliwości - ogólnie miło się czyta. Pozdrawiam
-
Gość: koles, *.warszawa.vectranet.pl
2011/07/03 19:16:26
Gazeta Wyborcza = Gówno Prawda
-
Gość: ?, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/30 21:29:27
świetny tekst ktos mógłby pomysleć że pracuje pan dla któregoś z wydawnictw.. bo tu przestaje chodzić o przekaz książki a oto czy historia jest prawdziwa taka raczej lepiej sie sprzeda
-
Gość: umcyk, *.warszawa.vectranet.pl
2011/07/31 04:13:20
zasunia i jemu podobnych sługusów czerwonych "braci" powinno się stawiać od razu pod sąd. Nie wiesz czemu taki ziutek mąci i krytykuje całą sprawę? Bo jest to prawdziwa historia o męstwie, sile charakteru i odwadze Polaka. A jak wiadomo w wybiórczej promuje się tylko te postawy Polaków, które są haniebne (mimo, iże często marginalne) i rozdmuchuje je do rozmiarów kuli ziemskiej. Ta antypolska gazeta powinna zniknąć. DZiwię się jak można to w ogóle czytać - o tym jacy to my Polacy nie jesteśmy źli, podli i durni. Bo katolicy, bo patrioci - wg michnika czyt. mohery i rasiści.
Precz z czerwonymi mediami!
-
Gość: Grzegorz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/16 20:05:03
Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Rewelacyjny tekst. Pozdrawiam!
-
Gość: Melomanka, *.wroclaw.mm.pl
2011/08/24 10:46:05
Gliński w wywiadzie dla Newsweeka mówił, że angielski tytuł mu się nie podoba, bo on w rzeczywistości nie mógł wrócić do domu, za PRL-u musiał się ukrywać w Wielkiej Brytanii. Myślę, że to jest powód, dlaczego książka była popularna wszędzie poza Polską. Tak samo jak źle widziana w PRL była książka "Pianista", no bo jakże to tak, jakiś pozytywny Niemiec.
-
Gość: emil, *.cpe.marton.net.pl
2011/11/27 15:01:32
bardzo ciekawy wpis :)
-
Gość: simon, *.dynamic.mm.pl
2012/01/02 00:15:28
świetny artykuł, pozdrawiam
-
Gość: ceee, *.dynamic.chello.pl
2012/02/07 00:03:42
nie czytaj Gówna !
ja już się wyleczyłem, próbowali nam wmówić że ich czytelincy to polska elita, ludzie inteligentni światowi itp
i na tym budowali swoją pozycję dziennika nr 1
ale to wszystko się zmienia jeszcze trochę i wstdem będzie się przyznać do czytania tego brukowca!
-
2012/02/11 11:34:13
Jeżeli ktoś jest zainteresowany rzeczywistością Długiego Marszu śladami Witolda Glińskiego powinien spojrzec co sybirak1940 pisze na ten temat.
Przypuszczalnie analiza samego Długiego Marszu będzie też wkróce zrobiona.
-
2012/04/22 23:46:28
Za Wikipedią: Amerykańska autorka Linda Willis odnotowała bezkrytycznie relację Glińskiego, który opowiedział jej, że po przybyciu do Indii odbył długą podróż pociągiem (otwarte lory z ławkami) do małego portu nad brzegiem Morza Kaspijskiego, skąd przetransportowano jego i wielu innych statkami do Persji[4]. Świadczy to o zupełnej nieznajomości geografii regionu (w tamtych czasach brzegi Morza Kaspijskiego były w posiadaniu tylko trzech państw: ZSRR, Iranu i Turcji) i o tym, że Gliński (podobnie jak Rawicz) dotarł z wojskiem polskim pociągiem do Krasnowodska, skąd został przetransportowany statkiem do Pahlavi, czyli że on również nie uciekł do Indii.
???
-
2012/05/10 02:15:04
Strona Internetowa sybirak1940 Część 1, 2, i 3, podaje analizę Witolda Glińskiego pobytu na wygnaniu, i jego mniemany udział w "Długim Marszu" Sławomira Rawicza.
Także jest tam wspomniane o zatajeniu informacji, przez zainteresowanych, które z pewnością uniemożliwiły by powzięcia Wyprawy Długi Marsz śladami Witolda Glińskiego.
Powinno się też dodać że Witold Gliński nigdy nic nie napisał na temat Długiego Marszu, jedynie dawał różniące się od siebie wersje które inni przedawali dla czytelników. W ten sposób powstało pięć, lub sześć różnych wersji Glińskiego pobytu na wygnaniu.
-
2012/05/10 20:24:39
Rzeczywiście z Glińskim jest problem. Zapoznałem się ze stroną sybirak1940.com dzięki za wskazówkę. No niestety wszystko wskazuje na to, że Gliński również nie był tym prawdziwym ucieczkowiczem (szczegóły na wskazanej stronie), tylko podłączył się zręcznie pod książkę Rawicza. To rzeczywiście jest poważny problem, bo nie ma tego, który uciekł. Zatem pozostaje pytanie, czy Rawicz wszystko zmyślił, czy też jedynie ukradł cudzą historię. Nie wydaje mi się prawdopodobne, aby tak od zera zmyślić taką historię trzeba by gigantycznej wyobraźni i niemało tupetu.
Na marginesie tylko dodam, że strona sybirak1940, nie do końca jest wiarygodna, bo razi jednostronnością, tzn. zbiera wszystkie dane podważające relację Glińskiego (czasem złośliwie), niekiedy zwyczajnie się myli, np. kiedy twierdzi, że ucieczka z Jakucji w ogóle nie była możliwa. Zatem traktuje dane z tego źródła, jako głos w dyskusji, a nie argument rozstrzygający.
-
2012/06/10 00:42:56
Jestem jednak zdziwiony za niesłuszne zarzucenie przez dijkstra-jg że jestem jednostronny, a więc do końca niewiarogodny.
Jeżeli byłem, i osobiście znałem Glińskiego podczas naszego wygnania w latach 1940-41, to jest potwierdzone w archiwach, i wiem że podczas mniemanej ucieczki Gliński był ze mną w Kriestach, około 5000km w linii prostej na wschód od Jakucka skąd ucieczka miała brac miejsce, nie powinno się zarzucac mnie że powiniem rozważac inne warianty wiedząc z góry że nie przedstawiały by prawdy.
Odnośnie mojego 'twierdzenia' że takiej ucieczki nie mogło by byc, zaznaczę że wyraziłem opinię, którą podtrzymuję do dzisiaj, że biorąc pod uwagę stan katorżników, warunki klimatyczne i terenowe, taka ucieczka, z Jakucka do Indii, nie miała by szans sukcesu. Nie mam zamiaru cenzurowac opinii innych, podaję tylko moją własną opinię opartą na moich przeżyciach.
Sybirak1940.
-
Gość: Leonard, *.ghnet.pl
2012/11/02 09:51:31
Doprawdy życzyłbym sobie, aby współcześni dziennikarze/publicyści podchodzili do zagadnień równie rzetelnie i mieli podobnie celne uwagi, jak autor niniejszego artykułu. Pełen szacunek.
-
2012/11/05 02:27:46
Dzięki za dobre słowo
-
Gość: coco, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/01/05 15:22:06
Możliwa czy nie - wszystko jest możliwe, kiedy człowiek ma silną wolę przeżycia! Zdolny jest wówczas do nadludzkich wysiłków - współczesne wyprawy, nawet jeśli przejdą krok w krok tę samą trasę nie zrobią tego identycznie - bo nie będą walczyć o życie, bo nie będą mieć świadomości, że być może pościg depcze już po ich śladach...
-
Gość: rainmaker1410, *.adsl.inetia.pl
2013/01/27 11:19:32
Do Pana sybirak1940: Z całym szacunkiem dla Pana osoby chciałbym zapytać ile Pan miał lat w momencie pierwszego spotkania z W.Glińskim?
-
2013/05/02 16:40:42
Sybirak1940.
Odpowiedż dla Pana Rainmaker.
Przepraszam za spóźnioną odpowiedż, ale nie spodziewałem się dalszych komentarzy.
Pana pytanie - jestem o niecałe jedenaście miesięcy młodszy od Witolda Glińskiego. Byłem zdziwiony że on chodził o jeden rok niższej klasy ode mnie.
Recenzja kiążki Tomasza Grzywaczewskiego "Przez dziki Wschód - słynnego uciekiniera z łagru" też jest do zobaczenia na Internecie.