Blog > Komentarze do wpisu
Dom Augusty Majgul Axelsson

Rozumiem dlaczego Elfride Jelinek dostała nagrodę Nobla. Co ma z tym wspólnego Dom Augusty? Okazuje się, że dużo.

Majgul Axelsson Dom Augusty recenzja blogAxelsson stworzyła bardzo interesujący świat, wzruszający, wprawiający w zadumę. Udało jej się połączyć realistyczną narrację z rzeczywistością baśni. To bardzo dopomaga w lekturze, nad którą unosi się nieustannie aura rodzinnych tajemnic i to nie tylko tych z odległej przeszłości, ale także tych na tyle nieodległych, że mających wpływ na bieżące wydarzenia.

Dom Augusty nawiązuje do tradycji sag rodzinnych. Poznajemy historię wielu pokoleń rodziny, która swój początek wzięła od tytułowej Augusty. Wcześniej nie ma nic, bo Augusta dorastała w przytułku. Aktualnie, jej dom jest niezamieszkały, ale stanowi azyl, w którym na krócej lub dłużej chronią się kobiety z kolejnych pokoleń. Znajdują tu spokój, odkrywają tajemnice swoich przodkiń (o ile jest takie słowo), mierzą się z własnymi kłopotami. Nad wszystkim jednak unosi się duch założycielki rodu.

W zakresie formy literackiej książka jest bez zarzutu, losy poszczególnych kobiet (bo powieść jest o kobietach), każdej z osobna, są naprawdę przejmujące. Całość jednak już nie jest taka różowa, bowiem Axelsson uległa pokusie stereotypizacji. Mężczyźni są u niej jak jeden mąż typami spod ciemnej gwiazdy: prymitywni, agresywni, skłonni do przemocy, bez cienia empatii, seksualnie nadpobudliwi. Jak deklaruje autorka „w ogóle mężczyźni jako tacy byli niebezpieczni, niegodni zaufania i nieodpowiedzialni. Tylko jedno im w głowie, a jeśli już o tym nie myślą, to zajmują się sobą. Wszyscy mężczyźni na całym świecie.” [1] Kobiety z kolei to przede wszystkim ofiary, które przez życie, a zwłaszcza swoich partnerów, są ciężko doświadczane. W świecie, które mnie otacza, widzę dużo szersze spektrum postaw i doświadczeń. Czasem są to doświadczenia życiowych katastrof, czasem błogiego szczęścia, raz kobiety, raz mężczyźni występują w roli poszkodowanych przez los. W każdym razie mam poczucie, że z panią Axelsson oglądamy na co dzień zupełnie różne światy.

Tuż przed omawianą tu książką czytałem wywiad rzekę z Jadwigą Staniszkis. Polemizuje tam ona z feministkami „Bo one chcą nauczyć kobiety języka ofiary, czucia się ofiarą. Nawet kiedy jestem ofiarą, nigdy nie występuję z pozycji ofiary, bo uważam, że zarodek bycia ofiarą i tak jest w człowieku, czeka przyzwolenia, żeby człowieka przejąć i zniszczyć.”[2]

W końcówce opowieści dobił mnie jeden szczegół. Nie zdradzając finału, powiem tylko tyle, że występuje tam niejaki Bakcyl, który tłumaczy się z bicia i przemocy wobec swojej pasierbicy tym, że sam był bity w dzieciństwie. Taka reakcja jest psychologicznie nieprawdopodobna. Zwykle samousprawiedliwianie polega na tym, że delikwent mówi: byłem bity i na dobre mi to wyszło, dlatego sam stosuję takie właśnie metody wychowawcze. O zachowaniach odwrotnych nigdy nie słyszałem. Dlaczego Axelsson w dobrze przemyślanej przecież książce używa takiego chwytu? Mam niestety podejrzenie, że bierze się to z wierności koncepcjom poprawnym i słusznym. Mainstreamowi psycholodzy od zawsze twierdzą, że przemoc rodzi przemoc, co dla Szwedki Axelsson jest tak oczywiste, że wkłada tę tezę (pewnie zresztą słuszną) w usta kogoś, kto nigdy by jej nie wypowiedział. Od kiedy jednak dobra literatura sprowadza się do namolnej (bo nieprawdopodobnej) egzemplifikacji jedynie słusznych teorii.

Co to wszystko ma jednak wspólnego z Noblem dla Jelinek? Myślę, że obie panie maja bardzo podobną wizję świata, używają tylko krańcowo różnych środków dla jej wyrażenia. Axelsson używa do jego opisu języka życzliwego, baśniowego, ciepłego emocjonalnie. Jelinek przeciwnie – rzeczywistość opresyjnych mężczyzn i ciężkiego losu kobiet przedstawia językiem ostrym, zdekonstruowanym, brutalnym tak samo, jak świat, który ich otacza. Jurorzy komitetu noblowskiego uznali widać, że literacko jest to bardziej spójna koncepcja. Trudniejsza w odbiorze, ale ciekawsza.

Na koniec pochwała dla Wydawnictwa W.A.B. za oprawę graficzną. Okładki kolejnych tomów Axelsson są ozdobione pracami Joanny Szachowskiej (autorki opracowania graficznego), które nie tylko, że są same w sobie plastycznie interesujące, to jeszcze bardzo dobrze oddają nastrój panujący w środku. W ogóle powiedzmy, że książki W.A.B. cechują się przyzwoitą grafiką (podobnie jak Muza), co jest wyjątkiem na oszczędnym i przaśnym polskim rynku. Nawet bardzo ambitne wydawnictwa, jak Czarne czy Świat Książki, mają co drugą okładkę po prostu… nieapetyczną, nie zachęcającą do wzięcia książki do ręki i nie korespondującą z treścią książki.

Majgull Axelsson, Dom Augusty, W.A.B., Wyd. II, Warszawa 2008

 


[1] Dom Augusty, s. 251

[2] Jadwiga Staniszkis, Życie umysłowe i uczuciowe, Czerwone i Czarne, Warszawa 2010, s. 246

wtorek, 19 kwietnia 2011, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2011/04/19 23:56:17
Muszę przyznać, że patrzyłam na "Dom Augusty" z zupełnie innej perspektywy. Nie tej skupionej na obrazie mężczyzn - istotnie mocno negatywnym - ale z tej, która koncentruje się na przedstawionym wizerunku kobiet. Ich więzi, jedności, związków i skomplikowanych relacji, które je łączą, a z których czasem słabo zdają sobie one sprawę. Mistyka kobiecości - mniej więcej tak odczytywałam przekaz zakodowany w książce. Czy trafnie?... Cóż, po przeczytaniu tej recenzji sama zaczęłam się zastanawiać... Ale przyznać muszę, iż, primo: końcówka była jak na mnie wyjątkowo słaba, secundo: zupełnie nie znoszę Jelinek ;) Choćby i świadczyło to o tym, że wybieram to, co łatwiejsze w odbiorze ;) A poza tym, dodaję do ulubionych i w wolnej chwili zagłębię się w resztę recenzji. Ta jedna bardzo, ale to bardzo mnie zaciekawiła :) Poza tym z boku widzę recenzję Iana McEwana - a zachwyciłam się "Pokutą" i chcę przeczytać coś więcej tego pisarza, no i recenzje Schlinka i Bobkowskiego - nie podaruję sobie ;) Pozdrawiam serdecznie :)
-
2011/04/22 14:35:20
Myślę, że trafnie odczytujesz "mistykę kobiecości", też tak rozumiem Dom Augusty. Szkoda tylko, że odbywa to się jakimś kosztem i Axelsson traci perspektywę. Nie do końca rozumiem, dlaczego sporo dobrych pisarek uważa, że jest trendy pisać źle o mężczyznach, tak jak by to miało na celu wydobycie szczególnego, a nawet szczególnie tragicznego, losu kobiet. To po prostu bardzo uproszczony stereotyp. Bez ulegania mu proza Axelsson byłaby dużo ciekawsza, a wydaje mi się, że ma ona "papiery" na tworzenie czegoś więcej niż tylko literatury kobiecej.
W sprawie Jelinek moja uwaga nie była ocenna, podkreslała tylko, że co do wizji świata, to obie panie w jednym stoją domu, mimo iż na pierwszy rzut oka myśl taka wydaje się kompletnie niezasadna. Poza tym książki Jelinek oceniam w sposób zróżnicowany. Cenię Pianistkę, inne rzeczy mniej lubię, a niektóre są całkowitą pomyłką z każdego punktu widzenia.
McIwan: mamy całkiem odwrotnie, mnie zauroczyło Na plaży Chesil i szukam czasu na lekturę Pokuty. Jest tu jakaś symetria.
A wogóle to dziękuję za dobre słowo.