Blog > Komentarze do wpisu
Na plaży Chesil Iana McEwana

Piękny świat miłości powstającej między dziewczyną i chłopakiem, świat obaw i niepewności co do własnych uczuć i potrzeb. Inicjacja, na którą czekają z nadzieją i lękiem na przemian. Cudowny kosmos, który starym koniom (takim jak ja) dostępny jest już tylko we wspomnieniach i w lekturach, takich jak Na plaży Chesil. I niestety „to se ne wrati”. Nie da się tego przeżyć jeszcze raz, lepiej, inaczej, pełniej, mądrzej.

Na plaży Chesil Ian Mc Ewan recenzjaPara nowożeńców przybywa w czerwcu 1962 roku do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, aby spędzić tam noc poślubną. Florence, córka biznesmena i filozofki, jest utalentowaną skrzypaczką marzącą o założeniu własnego kwartetu smyczkowego. Edward to zdolny absolwent historii, interesujący się wpływem wielkich ludzi na kształt dziejów. Oboje z niepokojem myślą o chwili, gdy skonsumują swoje małżeństwo - ona boi się fizycznego zbliżenia, on obawia się, że nie sprosta.

Oboje inteligentni, kulturalni i wrażliwi, jakby dla siebie stworzeni, mają szansą na wspólną przyszłość, jednak perspektywa nieuchronnie zbliżającej się nocy poślubnej budzi, zwłaszcza w młodej żonie, przerażenie graniczące z histerią. Młodej artystce, dla której środowiskiem naturalnym i największą pasją była muzyka, wszelka cielesność wydaje się prostacka i żenująca. Jak długo się dało, Florence nie zaprzątała sobie tym głowy, a zakochany Edward liczył w skrytości ducha, że jakoś się to samo rozwiąże po ślubie. Tak więc w kontaktach z narzeczonym dziewczyna czerpała radość głównie z fascynujących rozmów i podziwu dla jego intelektu, on zaś dzielnie starał się tłumić rosnące pożądanie, by nie wydać się jej pospolitym i trywialnym. Aż nastąpił ten dzień...

Tu niestety musi nastąpić spoiler. Noc poślubna kończy się klęską. I najważniejsze nie jest to, co stało się w alkowie, ale to, co wydarzyło się później, na tytułowej plaży Chesil. Okazało się, że młodzi nie są w stanie się porozumieć. Obydwoje oczekują czułości, empatii ze strony partnera, ale sami uzewnętrzniają tylko pretensje z powodu niespełnienia (jakże różnie rozumianego). Jakby pod władzą jakiegoś fatum, zamiast skupić się na tym, co zrobić, aby ich, ciągle bardzo pozytywne oczekiwania zrealizować, sprawiają sobie wzajemnie ból ostrymi ocenami i przerzucaniem się odpowiedzialnością za niespełnienie. Chcą dobrze, kochają się, widzą wspólną przyszłość, ale mówią sobie nawzajem rzeczy straszne.

Obydwoje czują się ugodzeni w swoich najintymniejszych oczekiwaniach, ale nie znajdują adekwatnego języka, aby wyrazić, że oprócz tego bólu mają też dla siebie dużo czułości. Zabrakło im zdolności, aby pokazać złożoność swoich emocji, przecież ciągle, mimo wpadki, bardzo pozytywnych. Już w czasie tej finalnej awantury, Edward zdaje sobie sprawę, że mówi nie to, co chce powiedzieć, że brakuje mu języka, który byłby zrozumiały dla Florence.

Na końcu Florence ucieka z plaży. W tym momencie ona oczekuje, że Edward za nią pobiegnie, on oczekuje, że to ona zawróci. Nic takiego się jednak nie dzieje. Zabrakło tak niewiele. Stracili swoją szansę. Ich życie potoczyło się dalej bezbarwnie, pisane im szczęście rozpłynęło się, rozminęli się ze swoim przeznaczeniem, którym byli dla siebie.

McEwan ułatwił sobie zadanie umieszczając akcje powieści w latach sześćdziesiątych, czyli przed rewolucją seksualną. Uniknął w ten sposób pytania, czy dzisiaj w erze łatwo dostępnej edukacji seksualnej, taka sytuacja byłaby możliwa? Myślę, że jak najbardziej tak. Po pierwsze nie wszyscy zaliczają inicjację seksualną w wieku 16 lat, po drugie, już jeżeli, to wcale nie chroni ich to przed problemami o czym świadczą tłumy korzystających z pomocy seksuologów. Po trzecie wreszcie, głównym problemem tej pary, nie było to, co wydarzyło się podczas ich pierwszego razu, ale to, że nie umieli o tym porozmawiać, obdarzyć się nawzajem empatią, dać wyraz swoim niezaspokojonym oczekiwaniom, ale też i ogarniającej ich miłości. A takie problemy mamy ciągle, z tym tylko, że chyba rzadziej wiemy, co to jest miłość.

Jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem, 11/10.

Ian McEwan, Na plaży Chesil, Albatros 2008

wtorek, 22 marca 2011, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2011/03/23 18:10:20
kiedyś muszę sięgnąć po jego książki.
Nawet jedna czeka na półce.


Zapraszam do mnie
-
2011/03/29 11:47:01
Jak już masz McEwana na półce to musisz czytać koniecznie.
A co do odwiedzin, to chetnie, ale gdzie?