Blog > Komentarze do wpisu
Sándor Márai, Dzienniki i Magia

Sandor Marai, Dzienniki, recenzja, okładkaO Dziennikach Máraia, po morzu wylanego na ich temat atramentu, trudno napisać w recenzji coś odkrywczego. Skromnie zadaję sobie tylko pytanie, co mnie osobiście w nich zafascynowało, uwiodło? Na pewno nie warstwa literacka, jakby jej nie rozumieć. Nie jest ona nowatorska, a solidnych perfekcjonistów jest dość dużo. Chyba także nie warstwa poznawcza, intelektualna, bo nie było w nich dużo rzeczy, których bym się dopiero dowiedział, ani jakiś zaskakujących rozstrzygnięć. Co zatem spowodowało, że czytałem Dzienniki z przyjemnością pomieszaną z determinacją, bo lektura nie była lekka?

Po zastanowieniu odpowiadam – na pewno była to chęć obcowania z przyzwoitym człowiekiem. Márai wyzierający ze stron Dzienników jawi się, jako człowiek o stałych, niewzruszonych poglądach, nie dający się uwodzić polityce, ale też nie podążający za modą ani za jakąkolwiek poprawnością. Tworzy własny świat wartości i jest mu wierny. Powściągliwie pisze o swoich osobistych kłopotach, a raczej uczciwie powiedzmy, nie pisze o nich wcale, domyślamy się tylko ich istnienia, jako atrybutu niezamożnego, przymusowego tułactwa.

Márai tworzy swoje dzieła na przekór okolicznościom, często utrudniającym pracę pisarza. Nigdy się nie skarży, ale i tak czujemy, jakiej niezłomności wymaga wierność swojemu powołaniu literata. Ta niewzruszona stałość wzbudza nie tylko sympatię, nie tylko szacunek, ale i chęć, żeby za pośrednictwem Dzienników pouczestniczyć w intelektualnym życiu pisarza. Przyznaję, była to przygoda na prawdę fascynująca.

Sandor Marai, Magia, recenzja, okładkaPoszedłem krok dalej i sięgnąłem do innych dzieł Máraia. Wybrałem Magię szukając czegoś, co wprowadzałoby trochę nastroju metafizyki. Wcześniej czytałem Wyznania patrycjusza i przypuszczałem, że wzbogacanie prostej narracji zdecydowanie wyjdzie tej literaturze na zdrowie. Przypuszczenia się sprawdziły i Magia okazała się ciekawsza od poprzedniej lektury. Na książkę składa się trzydzieści kilka opowiadań o prostej fabule, ale kończących się czymś dziwnym, jakąś nietypową pointą, obserwacją pokazującą, że w ludzkiej egzystencji kryją się obszary trudne do zrozumienia i wytłumaczenia, że pod powierzchnią zwykłych pozornie zdarzeń jest jeszcze coś i to coś jest niezauważalne, ale istnieje na pewno. Sporo z tych opowiadań stawia pytania niebanalne i pozostawia człowieka w zadumie. Kilka z nich jest na prawdę klasy światowej. Wybrane utwory były wcześniej czytane przez samego pisarza w cotygodniowej audycji Węgierskiego Radia.

Odświeżyłem sobie pamięć i powtórnie przeczytałem również Występ gościnny w Bolzano poświęcony epizodowi z życia Giacomo Cassanovy. Wszystko to razem skłania mnie do pewnego podsumowania twórczości Máraia. Z trzech przeczytanych książek najsłabiej wypadają Wyznania patrycjusza i ich lektury nie polecam. To powieść autobiograficzna, ciekawa jako dokument epoki, ale niemiłosiernie rozwleczona. Występ gościnny w Bolzano i Magia prezentują zacznie wyższy poziom. To literatura bardzo solidna, przemyślana i konsekwentna. Z Dzienników wyłania się postać pisarza oddanego swojej twórczości, której wręcz podporządkowuje swoje życie. Książki Máraia potwierdzają takie nastawienie autora (nie krygował się w Dziennikach), czuć w nich sumienność pisarza, który dopracowuje szczegóły, wnikliwie planuje konstrukcję dzieła, panuje nad postaciami. Nic tu nie ma przypadkowego. Podoba mi się i taka literatura, i ten sposób uprawiania zawodu. Ale jednocześnie tej literaturze czegoś brak, nie ma ona tego tajemniczego powabu wciągającego czytelnika, przykuwającego uwagę. Wydaje mi się, a piszę to z ciężkim sercem, że Márai to taki literacki Salieri – bardzo dobrze wie, jak pisać, wkłada w to mnóstwo zaangażowania, ale na końcu jego dziełom brakuje błysku, tego czegoś, co powoduje, że jedne książki uważamy za genialne, a inne za jedynie bardzo solidne. A na koniec przychodzi taki fircyk Mozart i od niechcenia wszystko napisze lepiej.

Podsumowując: Dzienniki 10/10, Magia 8/10, Występ gościnny w Bolzano 8/10, Wyznania patrycjusza 5/10.

Sándor Márai, Dzienniki (wyd. V) Czytelnik 2009, Sándor Márai, Magia, Czytelnik 2008

poniedziałek, 10 stycznia 2011, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2011/01/10 10:35:34
Podziwiam Twoją odwagę. Ocenianie twórczości po zapoznaniu się z czterema książkami. Marai bywa magiczny, tyleż samo, co może wydawać się zwykły. Literatura jest subiektywnym odbiorem. Jednak, czy nie warto trochę jej poczytać, aby ów subiektywny osąd sobie wyrobić? Pozdrawiam
-
2011/01/10 11:02:00
Zgadzam się, że podsumowując twórczość danego pisarza jest lepiej zapoznać się ze wszystkimi jego książkami, a takze z recepcją, w przypadku Maraia również z wystawieniami sztuk teatralnych - a kilka jego dramatów jest aktualnie w Polsce granych. Problem w tym, że ja nie piszę doktoratu na ten temat, a jedynie skromną notatkę na blogu.
Poza tym uogólnienie, na które sobie pozwoliłem, uzasadnione jest tym, że dokładnie takie same wrażenie miałem czytając różne jego książki.
Dzięki za komentarz.
-
2011/01/19 10:55:26
A kto wg. Ciebie miałby być odpowiednikiem Mozarta?:).
Z książek, które opisujesz, czytałam tylko Wyznania Patrycjusza, i mi akurat sie podobało- jako dokument epoki , która przeminęła. Cenię też "Ziemię, ziemię" -lata wojny+ decyzja o opuszczeniu węgier przez komunistów i "Pokój na Itace".
Mam za to problem z powieściami z nurtu psychologicznego, nie zawsze rozumiałam o co chodzi bohaterom, wiec jak to czytać z przyjemnością.
Zawsze natomiast podziwiałam Marai za jego postawę- choćby za decyzję nei wydawania niczego w komunistycznych węgrzech, i niewchodzenia z nimi w układy, choć zapłacił za to słoną cenę.
Pozdrawiam.
-
2011/01/24 14:00:14
Podziwiamy wspólnie Maraia za postawę. Bardzo polecam jego Dzienniki, jeśi nie czytałaś, tam widać jego poziom intelektualny i osobowościowy. Wyznania Patrycjusza są rzecywiście ciekawe poznawczo, ze wzgledu na realia epoki. W sensie rzemiosła literackiego sa też bardzo dobre, ale mi sie je czytało ze wzrastającym znuzeniem z powodu koszmarnej rozwlekłości, braku point, zwischenrufów, dowcipu. Mimo, iż należe do czytelników cierpliwych, to dobrnąłem do końca tej książki z wyraźnym wysiłkiem.
Co do Mozarta, to nie miałem nikowgo konkretnego na myśli. Troche mi tylko żal, że tak poważnemu, mądremu, uczciwemu facetowi jak Marai, udaje sie pisać ksiązki dobre, czasem bardzo dobre, ale nie ma w nich tej iskry, błysku geniuszu przkuwajacego uwagę czytelników. Nigdy nie osiagnie takie sukcesu jak np. Stieg Larsson, po ludzku dużo mniej ciekawy, intelektualnie watpliwy, ale zafascynowani czytelnicy wszystko mu i tak wybaczą (jak ja sam czynię) i zinterpretuja na jego korzyść.