Blog > Komentarze do wpisu
Podejrzenia pana Whichera

Miałem duże nadzieje. Kryminał oparty na historii realnego śledztwa. Można było się spodziewać, że bez zagrywek rodem z Hollywood. Zawiodłem się jednak srodze.

Autorka wpadła na ciekawy pomysł, aby narrację dotyczącą morderstwa i śledztwa inkrustować informacjami o zasadach pracy detektywów z połowy XIX wieku, odnośnikami do ówczesnej literatury kryminalnej i do poglądów kryminologicznych panujących w tamtej epoce. W realizacji ów pomysł okazał się kompletnym fiaskiem . Chaos konstrukcyjny i intelektualny jest w tej książce bezbrzeżny. Opis wydarzeń jest przetykany długimi wywodami, a to kiedy i dlaczego powołano stanowisko detektywa, a to kim był prywatnie tytułowy śledczy pan Whicher. Najczęściej jednak jesteśmy raczeni przez autorkę jej luźnymi skojarzeniami z dziełami literatury sensacyjnej owej epoki. Czasami autorka uderza w tony poważne i tłumaczy coś przez odwołanie się do Psychoanalizy Freuda, nic to, że pięćdziesiąt lat późniejszej. Dobiły mnie ostatecznie wszechstronne wynurzenia na temat przeczuć, jakimi kierowali się ówcześni policjanci; pretensjonalne i tylko pozornie związane z przedstawianymi wydarzeniami. Tu lekturę przerwałem (co rzadko mi się zdarza) i niniejszą notkę przerywam również, bo myślę, że szkoda poświęcać więcej czasu gniotowi.

Książka to dla nikogo – ani dla historyków, ani dla amatorów powieści kryminalnych. Może dla doktorantów z literatury angielskiej XIX wieku. Żal straconych dobrych emocji, ale i bezpowrotnie wydanych 50 złotych. 4/10, a i to tylko za ciekawy pomysł.

Kate Summerscale, Podejrzenia pana Whichera, W.A.B. Warszawa 2010

środa, 27 października 2010, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2010/10/28 06:30:31
Uuu, kiepsko. Może dobrze, że nie pokusiłam się na własny egzemplarz.
-
2010/10/28 12:37:58
Izusr - dobrze zrobiłaś, ja się skusiłem i wyszedłem na durnia.
-
2010/10/28 22:14:17
Ale mnie też korciło i to bardzo, zwłaszcza, że czytałam same pochlebne opinie i właściwie powstrzymała mnie tylko cena, więc może jednak dobrze, że książki kosztują tyle ile kosztują :D