Blog > Komentarze do wpisu
Walc z Baszirem

 Walc z Baszirem był jednym z większych rozczarowań – zdobył mnóstwo wyróżnień: Złoty Glob oraz nominacje do Oscara (za film nieanglojęzyczny) i kwalifikację do głownego konkursu Festiwalu w Cannes. Mi się nie podobał i to z wielu powodów. Po pierwsze warstwa graficzna to klasyczna kolorystyka komiksowa, niebiesko-szaro-bura. W tym kontekście senne marzenie o pięknej kobiecie przedstawionej w kolorze turkusowo-szarym, to jednak pomyłka, chyba, że ktoś wychował się na komiksach i to jest jego właściwy kontekst graficzny.

Ponadto temat traumy wojennej jest dość naciągany. Główny bohater nie ma żadnych wspomnień z interwencji w Libanie i dość na siłę je w sobie wywołuje poprzez rozmowy z innymi uczestnikami tej operacji, a my mamy uwierzyć, że za tym wysilonym konceptem stoi tak głęboka, że niedostrzegalna życiowa trauma. Dużo bardziej przekonywujący w zakresie psychicznych skutków wojennych przeżyć jest Łowca jeleni czy Taksówkarz.

Film kompletnie pomija kontekst interwencji w Libanie, a to było dość ważne, bo był to już wtedy kraj zwasalizowany przez Syrię, której wojska zajęły Dolinę Bekaa zaburzając równowagę polityczną w tym kraju, poprzez całkowite odsunięcie od władzy mniejszości chrześcijańskiej.

Wreszcie trauma po masakrze w obozach Szabra i Szatila jest dość sztuczna, bo znakomita większość żołnierzy w ogóle nic o tym nie wiedziała, a ci nieliczni, którzy się domyślali, nie mieli najmniejszego wpływu na to, co się tam stało (działała tam milicja chrześcijańska).

Trzeba jednak przyznać, że jeżeli pominąć wszystkie wskazane powyżej konteksty (lub ich brak) to stanowiący rdzeń filmu wątek pamięci, życia przeszłością, swoistej skazy w świadomości jest naprawdę interesujący i poruszający. W moich oczach film broniłby się dużo lepiej, jeśli zostałby umieszczony w abstrakcyjnej rzeczywistości, w jakiejś nibylandii, bo wtedy jedynym istotnym elementem tego filmu byłyby skutki wojny jako takiej w świadomości żołnierzy, szczególnie młodych chłopców, czyli w rzeczywistości żołnierzyków. A wiemy skądinąd, że niektórzy z nich znoszą takie doświadczenia fatalnie.

Od filmu o ambicjach dokumentalnych oczekiwałbym jednak trochę szerszej perspektywy. Większość żołnierzy izraelskich w działaniach zbrojnych zabezpieczających elementarny byt swojej ojczyzny bierze udział z głębokim przekonaniem i na koniec ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku, bo wie, że walczy w obronie swoich żon i matek narażonych na śmierć w zamach terrorystycznych lub – jak w przypadku Libanu – śmierć od ostrzału rakietowego. I ma takie przekonanie niezależnie od tego, jak dojmującym doświadczeniem jest służba w armii. Dziwnym trafem takich relacji w tym filmie nie ma. Nie ma nawet pytania, co my w tym Libanie robiliśmy i po co tam weszliśmy. Zabiegiem manipulacyjnym jest takie poprowadzenie akcji filmu, aby wytworzyć w widzach przekonanie, że Iraelczycy weszli tam tylko po to, aby dokonać masakry w obozach palestyńskich. Biorąc powyższe pod uwagę, można zaryzykować twierdzenie, że jest to film antysemicki, a dokładniej antyizraelski. A fakt, że powstał w Izraelu, a Folman nie został tam wyklęty świadczy o tym, że jest to bardzo, bardzo demokratyczny i tolerancyjny kraj.

Odnoszę wrażenie, że jest to film klasycznie zrobiony „pod odbiorcę”. Opinia publiczna oczekuje filmu antywojennego, krytycznego wobec agresywnej polityki Izraela, wreszcie rozliczającego się z ludobójstwem. I co publiczność chce, to dostaje, a że niewiele ma to wspólnego z prawdą – trudno, c’est la vie. Ale dla mnie to tylko 1/10

piątek, 30 kwietnia 2010, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2010/04/30 22:00:00
Więc ja spokojnie poczekam na recenzję Pianistki- pozdrawiam
-
2010/05/02 16:30:46
Skoro czekasz, to ja przyspieszam. Książkę skończyłem, ale napisać o niej to nie jest sprawa prosta, zresztą myślę, że dlatego tak mało jest o Jelinek recenzji na blogach.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/05/02 17:17:46
"Film kompletnie pomija kontekst interwencji w Libanie, a to było dość ważne, bo był to już wtedy kraj zwasalizowany przez Syrię, której wojska zajęły Dolinę Bekaa zaburzając równowagę polityczną w tym kraju, poprzez całkowite odsunięcie od władzy mniejszości chrześcijańskiej."

Mała poprawka. W momencie kiedy wojska syryjskie weszły do Libanu sytuacja była nawet nie tyle zaburzona, co toczyła się wojna domowa. Sytuację "zaburzyło" w efekcie doprowadzając do wojny domowej wiele czynników, w tym uchodźcy palestyńscy (zwłaszcza masowo napływający po jordańskim czarnym wrześniu), nieudolność władz libańskich, etc. Syryjczycy weszli na prośbę pozbawionych już wtedy w dużej mierze władzy chrześcijan.
Nie wiem w jakim celu film miał pokazywać pełen kontekst wojny w Libanie. Gdyby miał to zrobić musiałby trwać nie 1,5 a 3 godz. Film nie jest opowieścią o konflikcie w Libanie, kroniką historyczną, czy paradokumentem. Już sam fakt przyjęcia swoistej umowności poprzez zastosowanie animacji sugeruje, iż obcujemy z subiektywnym oglądem zdarzenia mającym w faktach jedynie oparcie.
Kreska w filmie świetna.
Bardzo dobra muzyka.
Doskonałe i, w przeciwieństwie do innych filmów, naturalnie brzmiące dialogi.
Część żołnierzy izraelskich wiedziała o masakrze a część nie wiedziała. Film w każdym razie nie sugerował, że wszyscy wiedzieli.
Film dobry, choć może nie wybitny. W skali 1-10 mocne 7,5.
-
2010/05/02 23:19:02
Dzięki za rzeczową polemikę. Jest na prawdę interesująca.
Kontekst. Rzeczywiście bezpośrednią przyczyną interwencji Izraela w Libanie był fakt, że OWP traktowała obozy uchodźców, jako bazy do działaności terrorystycznej. Mogli jednak tak działać tylko dzięki ochronnym skrzydłom armii syryjskiej. I rzeczywiście główne walki podczas tej interwencji toczyły się między Iraelczykami a Syryjczykami, na przyład doszło do dużej bitwy pancernej angażującej siły kilku dywizji i brygad pancernych po obu stronach. Kontekst jest o tyle istotny, że film przedstawia interwencję, jako szwendanie się izolowanych oddziałów wojskowych bez ładu i składu, z kulminacją w postaci masakry w obozach Szabra i Szatila. Tak oczywiście nie było, w związku z czym generalna wymowa filmu odbiega mocno od rzeczywistości i może być dobrze przyjmowana wszędzie, ale nie w Izraelu, gdzie wszyscy wiedzą dobrze o co chodziło.
Dokument. Film uporczywie jest reklamowany jako przecięcie dokumentu i filmu animowanego. Tak nie jest. Z dokumentem, w żadnym znaczeniu tego słowa, nie ma on nic wspólnego.
Dialogi rzeczywiście brzmią naturalnie. Problem tylko, czy są prawdziwe. Moim zdaniem nie. Oto przykład: w filmie jest passus o zupełnie przypadkowej i bez ładu przeprowadzonej ewakuacji rannych. Każdy, kto interesuje się choc trochę militariami wie, że fundamentalną wartością armii izrealskiej jest swojego rodzaju braterstwo polegające na sczególnej trosce o rannych, zaginionych, pozostawionych na polu walki, odciętych. Niejednokrotnie, aby odbić wzietych do niewoli toczyły sie całe bitwy, jak w żadnej innej armii. Jak to kresponduje z fiolmem Folmana? Nijak.
Szabra i Szatila. W czasie tej wojny wielokrotnie toczyły się walki w obozach dla uchodźców, podczas których bojownicy palestyńscy chowali się za cywilami, w tym kobietami i dziećmi. Do standartu należało wtedy wezwanie do opuszczenia przez cywilów terenu obozu. To nie był wyjatek, jak sugeruje Folman. Uczynienie z tej masakry centrum filmu, głównej traumy żołnierzy izraelskich jest bardzo wątpliwe. To był problem najwyższego dowództwa. Żołnierze liniowi nic o tym nie wiedzieli i z trudnością można było znaleźć takich, którzy coś widzieli lub się domyślali. Ale Folman dokumentalista ich znalazł.
Kreska i animacja. Jak pisałem, może sie podobać tym, którzy lubią grafikę komiksową. Poza tym de gustibus non disputandum... O muzyce sie nie wypowiadam.
Jescze raz dzięki za rzeczową polemikę. Doceniam tym bardziej, w sytuacji, gdy ktoś całkowicie się nie zgadza z moimi poglądami.
-
Gość: vahu, 83.1.16.*
2010/05/08 09:04:55
Zapewne nie wrócę na tego bloga więc nie mam zamiaru zbytnio się rozpisywać, (trafiłem tu z filmweb) ale niestety całkowicie chybiona recenzja, nie wspominając o warstwie historycznej.
"Interwencja" IDF w Libanie w '82 była echem wcześniejszych wydarzeń, wcześniejszych "interwencji" i okupacji izraelskich w tym kraju, które nie tylko miały "uciszać" OWP lecz decydować o losach Libanu, o który tak na prawdę walczył Izrael i Syria, przy czym Syria, mimo że jest oddzielnym państwem miała większe prerogatywy do interwencji i zakusów politycznych, gdyż duża część mieszkańców Libanu od czasów jego powstania chciała przyłączenia do Syrii lub przynajmniej pewnego rodzaju "sojuszu" czy "unii". Co więcej wielu z nich otwarcie postulowało takie rozwiązanie, zwracało się do Syrii o pomoc w rozwiązywaniu sporów wewnętrznych. Co więcej nikt nie chciał całkowicie odsuwać od władzy chrześcijan, lecz chciano zmiany chorego ustroju, który dawał owym chrześcijanom przewagę polityczną, mimo że już dawno nie byli większością religijną w kraju (tu ukłon w stronę Francji i innych krajów ONZ, które ochoczo zrobiły taki kocioł na Bliskim Wschodzie). Napływ Palestyńczyków podgrzał jedynie sytuację, w której znajdowało się społeczeństwo libańskie od czasów utworzenia tego państwa. Ogólnie ciężko nawet mówić o państwie, w którym faktycznie władzę sprawowały inne podmioty państwowe lub w poszczególnych regionach bojówki, czy to Maronickie czy inne. Nie jest też prawdą, że Syria stanowiła "parasol ochronny" dla OWP. To największa bzdura jaką kiedykolwiek widziałem. Syria stworzyła i zbroiła kilka org. palestyńskich (np. Sa'iqa) które jednak walczyły wielokrotnie z innymi org. palestyńskimi. Co więcej były momenty, że Syria opowiadała się po stronie maronitów!

Sprawa palestyńska i libańska są bardzo skomplikowane więc na przyszłość proponuję tak szybko nie wypisywać takich tez, bo niestety tylko powielają one chore stereotypy i po prostu są kłamliwe. Jeśli chciałbyś podyskutować o historii, ale i o filmie to zapraszam na arabia.pl gdzie znajduje się moja recenzja i gdzie zwykłem polemizować na tematy bliskowschodnie.
www.arabia.pl/content/view/292288/107/
Pozdrawiam
-
2010/05/08 13:11:30
Dzieki za polemikę, unikałbym jednak sformułowań typu "to najwieksza bzdura, jaką słyszałem", to niepotrzebnie obniża poziom dyskusji.
Działalność OWP w Libanie, traktowanym podówczas jako jej baza wypadowa była możliwa dzięki Syrii, która doprowadziła do kompletnej destrukcji władzy centralnej w Libanie. Czy Syria kochała OWP - nie, tak jak wiele innych państw arabskich regionu (ostatecznie Jordania i Egipt usuneły OWP ze swoich terytoriów). Generalny podział w Libanie wyglądał jednak tak: chrześcijanie i Izrael z jednej strony, muzułmanie, Syria i Palestyńczycy z drugiej. I to jest dość oczywiste, niezależnie od tego, że w czasie wojny domowej wystepowały często doraźne egzotyczne sojusze. Nie zmieniało to jednak obrazu generalnego. To prezydenci chrześcijańscy prosili o pomoc (interwencję) armię izraelską (1976 i 1981), a muzułmańscy premierzy współpracowali z Syrią. I ostatecznie porozumienie z Taif wykluczyło chrześcijan z rządów w Libanie, a Syria uznana została za swojego rodzaju hegemona.
Kto i kiedy pragnął włazcenia Libanu do Syrii? W róznych okresach było różnie, w latach 70. i 80., za bliską wspólpracą z Syrią opowiadali się tylko radykalni muzułmanie, a i wśród nich była to mniejszość. Liban miał nieustabilizowaną władzę centralną, ale sumarycznie był znacznie bogatszym krajem niż Syria i żyło się dużo lepiej. Syria natomiast była i jest dyktaturą o korzeniach lewicowych, laickich. Zatem dla libanskich ekstremistów najlepiej byłoby mieć wsparcie Syrii w konfliktach wewnęrznych, ale niezależność ustrojową. Nic tu nie jest proste. Ostatecznie jednak "cedrowa rewolucja" zakończyła wasalną zależność Libanu od Syrii.
-
Gość: vahu, 83.1.16.*
2010/05/08 14:52:59
Nic tu nie obniża poziomu dyskusji, po prostu twoje "uproszczenie" jest bzdurą. Akurat jeśli chodzi o sprawy palestyńskie to zajmuję się nimi "zawodowo" więc jakiekolwiek dowodzenie "sojuszu" OWP i Syrii nazwę bzdurą. Co innego zbieżność interesów, doraźnych do tego, co innego sojusz czy parasol ochronny. Błędem jest również dzielenie na muzułmanie vs. chrześcijanie. Raczej prawica vs. lewica libańska. Np. Amal i APL wycinała Palestyńczyków, nie wiem czy nie bardziej niż bojówki maronickie.

Zapominasz, lub celowo pomijasz również kwestię rozbicia OWP, wewnętrznych walk, właśnie z frakcjami wspieranymi przez Syrię (w czasach "libańskich"). Zapominasz również że w '72 Sadat zaproponował utworzenie rządu PAL na uchodźstwie i obiecał poparcie EGY (motywy pozostawiam na marginesie), a choćby w '74 odbyła się sesja PAL Zgr. Narod. :)

Nie mam czasu ani ochoty na pisanie i prostowanie historii Bliskiego Wsch. są do tego źródła, trzeba tylko je odnaleźć i czytać różne, a nie tylko te wykładające jedynie słuszną historię. Radzę również unikać "oczywistości" w kontekście konfliktu bliskowschodniego. Historia była i niestety jest zakłamywana, głównie przez syjonistów (od autorytarnych państw arabskich nie wymagam obiektywizmu, zresztą źródła arabskie są dużo trudniej dostępne niż te izraelskie).

O ideach połączenia Libanu z Syrią mówiłem w kontekście powstania tego państwa, nie w kontekście wojny domowej i późniejszych, choć i takie tendencje się pojawiają. Jeśli uważasz również, że Liban "wyzwolił" się spod "kurateli" syryjskiej... no to gratuluję :) Liban jest w takim chaosie, że nie ma szans na normalne, samodzielne funkcjonowanie. Choćby Hezbollah jest "spięty na sztywno" z Iranem i pośrednio Syrią, a jest to praktycznie najważniejszy gracz na libańskiej scenie politycznej.
Pozdrawiam.
-
Gość: wiercany, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/05/09 14:38:06
autor powyszego tekstu pisze jakby to był jego film i jest samokrytyczny wobec własnego dzieła. - tak chciał to przedstwaić reżyser i niema na ten temat rozmowy on realizowął swoją wizję szaty graficznej , scenariusza i pozostałych aspektów- a nie masy ludzi gdyby tak było nie powstawały by filmy tylko reklama domestosa- większość ludzi którzy piszą recenzję i opinie na takie tematy kieruję sie wpojonymi zasadami zaabsorbowanymi w trakcie swojego krotkiego życia. Poza tym krytycy to ludzię którzy nie nadają sie do niczego, sami nie są w stanie nic zrobić poprostu tępa cześć społeczeństwa - PISZCIE ODCZUCIA SUBUEKTYWNE ODNOŚNIE FILMU A NIE SKOPIOWANE CZYJEŚ RECENZJĘ Z DOPISANYMI SŁOWAMI Z SWOJEGO REPERTUARU PODPISANE WŁASNYM PSEUDONIMEM LUB LOGINEM.
-
2010/05/10 15:10:49
Vahu: Co do OWP vs Syria: podstawowy podział w czasie izraelskich interwencji w Libanie (a to był temat filmu) był nastepujący: z jednej strony libańscy chrzescijanie + Izrael, z drugiej Syria, OWP i libańscy muzułmanie. Jak ktoś tego nie rozumienie, to wytłumaczyć się tego nie da. Można mętnić rzeczywistość podziałami w OWP, czy doraźnymi sojuszami podczas wojny domowej, ale ogólnego obrazu to nie zmienia. Ale jak ktoś się chce trochę poczepiać, to każdy powód jest dobry. W tym kontekście "bzdury" uważam za a) opinię nieprawdziwą i b) przesadną, co do kultury dyskusji (i to jest dla mnie decydujące).
Co powiedziawszy dodaję: wiele krajów arabskich miało dosyć OWP i nie było chętnych do udzielenia im gościny, ale bardzo chętnie udzielano im pomocy w ich akcjach przeciwko Izraelowi lub walczono ramię w ramię przeciwko Izraelowi (jak w Syria i OWP w Libanie). I gdyby Syria nie zdestruowała władzy centralnej w Libanie, to nie zamienił by się on w główną bazę akcji terrorystycznych OWP, choć obozy uchodźców pewnie by pozostały, a i podzielona władza pomiędzy prezydenta i premiera też sprawnością by nie grzeszyła.
wiercany: opinii o krytykach nie podzielam. Znaczna większość blogerów wyraża poglądy subiektywne, nie przypominam sobie, aby ktoś pisał o "prawdach objawionych", z natury swojej są one subiektywne. Problemem jest tylko to, że jak się z kimś zgadzamy to poglądy są obiektywnie słuszne, ale jak nie, to mamy do czynienia z uroszczeniami do obiektywności. W rzeczy samej, zawsze są one zawsze subiektywne.
A co do podłączania sie do głównego nurtu recenzji: ożywiona dyskusja w komentarzach potwierdza, że moja skromna notka idzie pod prąd "jedynie słusznych" poglądów i podążających za nimi recenzji. A biorąc powyższe pod uwagę, myślę, że uniknięcie inwektyw ze strony komentatorów już jest dużym sukcesem. Tak łatwo anonimowo komuś przyłożyć, zamiast z kulturą polemizować licząc na wymianę myśli, a nie inwektyw.
-
Gość: vahu, 83.1.16.*
2010/05/10 21:17:20
No widzę, że nie masz zbytnio wiedzy historycznej, by rzeczowo i merytorycznie dyskutować, mimo to imputujesz tu jakieś dziwne rzeczy innym. Nie da się rozpatrywać wydarzeń z "interwencji" '82 oderwanych z kontekstu, i nie czepiam się tu, wytykam ci nadużycia, stereotypizację i błędy. Podstawowym jest robienie z muzułmanów jednego wielkiego frontu, to po prostu jest bzdura. Tak jak i bzdurą jest hipoteza o zniszczeniu władzy centralnej w Libanie przez Syrię... Naprawdę polecam poczytać książki naukowe na ten temat zanim dalej będziesz brnął w swoje mylne teorie.
Dodatkowo, gdzie w filmie jest pokazana walka z Syrią? Robisz błędy merytoryczne jeśli chodzi o historię regionu, do tego tworzysz nowy scenariusz...

Z mojej strony to tyle, bo nie widzę sensu przytaczania kolejnych faktów, gdyż i tak zbudowałeś sobie już swoją wizję, nie ważne że na mylnych i błędnych podstawach - wydaje się że wg ciebie jest ona najlepsza i nieomylna, bo twoja.
Polecam natomiast przeczytać np. Shaul Mishal, The PLO Under Arafat. Between Gun and Olive Branch, naprawdę dobra książka o OWP, także o okresie libańskim.
-
2010/05/11 11:38:32
Vahu: Bardzo ubolewam, że nie zrozumiałeś, o czym się do Ciebie pisze. Zatem łopatologicznie: celowo zatrzymuje się na poziomie generaliów, bo ten jest kluczowy dla zrozumienia filmu, a zwłaszcza wypaczenia jego wymowy poprzez brak kontekstu (nawet szkicowego). Niezależnie od posiadanej przeze mnie wiedzy szczegółowej, decydujące i tak są kwestie podstawowe, a nie mam czasu, ani ochoty na brnięcie w popisy erudycyjne o szczegółach rozwarstwienia wszystkich stron konfliktu (mogłeś jeszcze wspomnieć o róznych stanowiskach w Izraelu), ani incydentalnych sojuszów podczas wojny domowej. Komentarze do blogu nie są do tego najlepszym miejscem, bo pisane są ad hoc, bez aparatu i siłą rzeczy są skrótowe i uproszczone, stąd argument o uproszczeniach jest w tym kontekście absurdalny, bo jakie niby mają być w Komentarzach? Do głównych problemów i tak się nie odnosisz, epatując niezorientowanych drugorzednymi szczegółami. Przykład? Proszę. Można deliberować o zróznicowaniu wśród muzułmanów, ale nie zmienia to faktu, że żadne ich skrzydło nie walczyło po stronie Izraela. I to wystarcza.
Co do grubego problemu Syria vs Liban. Kraje, które były suwerenne, niezależnie od wszellkich meandrów historycznych, jednoznacznie potrafiły/mogły rozwiązać problem OWP, jeżeli tego wymagał ich interes panstwowy (vide Jordania czy Egipt), o innych bardziej zniuansowanych przykładach wspierania, ale poza swoim terytorium, nawet nie wspominam (np. Irak czy Libia). Liban nie miał takiej szansy.
Na koniec kwestie formalne. Następne wpisy z argumentami ad personam zamiast ad meritum, będę kasował w trosce o kulturę obowiązującą na tym blogu. Tym bardziej, że przedmiot dyskusji stracił swoją określoność i w chaotycznych meandrach poszybował bardzo daleko filmu...
-
Gość: anonim, 87.205.149.*
2010/08/13 01:02:16
smutna recenzja. autor w oparciu o kilka wątpliwych tez wynikających z określonego światopoglądu ocenia film nie poprzez pryzmat jego atutów jako autorskiego spojrzenia i rozrachunku z historią widzianą oczami tego który jej doświadczył.
1)Ari Folman służył w wojsku izraelskim więc jeśli coś opisuje to raczej czyni to z perspektywy uczestnika opisywanych zdarzeń, ew. po rozmowach z ludźmi którzy w nich uczestniczyli. więc co do etosu, ducha w armii izraela to dyskusja polskiego internauty z weteranami konfliktów bliskowschodnich (folman i jego rozmówcy/koledzy) wydaje się , w której ten pierwszy stawia się w roli eksperta, dość słabym eksperymentem w zakresie dochodzenie do "prawdy".
Pomijam naiwne próby odbierania wartości temu filmowi poprzez stawianie tezy iż nie jest on obiektywny, prawdziwy, nie jest dokumentem, co to jest w ogóle wg. ciebie jest dokument i czy nie jest on przypadkiem też próbą pokazania świata na swój własny sposób. Czym jest historia jesli nie zbiorem wielu odrębnych doświadczeń, zbiorem wielu opowieści. To krytyka tak płytka że aż nie chce mi się tego rozwijać. W ogóle chyba recenzent jest tak silnie przywiązany do jednej "prawdy" że bije we wszystko co pod nią nie podchodzi. szkoda że poświęcam tak dużo czasu na polemikę z tak słaba krytyką, czegoś czego się nie próbuje zrozumieć.
ps. film pomija kontekst, ale ty pomijasz o wiele więcej. pozdro
-
2010/08/13 19:44:56
Każdy ma jakiś światopogląd, nawet jak nie jest tego świadomy. Mój szanowny polemista buduje swoją afirmacje tego filmu też w oparciu o jakiś światopogląd.
Kwestia dokumentalności filmu: to jest sprawa jak najbardziej obiektywna - dokumentem są materiały pochodzace z epoki, takich Folman prawie nie przedstawia, albo wywiady z uczestnikami, świadkami, ekspertami, ale takich Folman też nie przedstawia. On przedstawia animowane historie zrobione na podstawie jakiś (widzom nie znanych) relacji uczestników. Nawet przy założeniu maksymalnej rzetelności dokumentacyjnej Folmana, jego film ma się tak do dokumentu, jak fabularna opowieść nakręcona na podstawie wspomnień i to zarejestrowanych po wielu latach. To nie jest to dokument. To może być film o pamięci, mogą to być oniryczne wizje (tak jest określany w wielu superpozytywnych recenzjach), ale na pewno nie jest to dokument. Jak skomentować w takiej sytuacji częste supozycje tworców, że jest to wizja dokumentalna?
Świadkowie wydarzeń a prawda obiektywna. Tutaj odpowiem per analogiam. W Związku Sowieckim było mnóstwo literatów i filmowców, którzy mieli doświadczenia z Wojny Ojczyźnianej. Ale czy w jednym filmie ktoś widział CKMy NKWD strzelajace w plecy własnych żołnierzy. Mozna powiedzieć była komunistyczna dyktatura. Ale od 20 lat jej nie ma, na Zachodzie można było co najmnie pisać wspomnienia zupełnie dowolne. Też nie było i nie ma tam takich wspomnień (nb inaczej niż w Niemczech). Dlaczego ludzie przedstawiają taki a nie inny obraz wydarzeń?
Na koniec przyznaję: mój tekst jest jednostronny, ale głównie dlatego, że film też jest jednostronny i przedstawia tylko jeden rodzaj doświadczeń. Czy odpowiadanie pięknym za nadobne jest własciwe - nie.
-
Gość: zinger, *.dynamic.chello.pl
2011/01/12 22:05:07
Rozumiem Twoje odmienne zdanie lecz nie rozumiem o co ci chodzi? FILM jest zajebisty. Jak zwykle przeraża mnie to, że my POLACY umiemy i wiemy lepiej.Vide ty, który wiesz lepiej niż Ari Folman który uczestniczył w tej wojnie. Ty pewnie strzelałaś do tych biednych ludzi i wiesz lepiej. prawda? a może miałaś kiedyś taką traume, że zażadne skarby nie mogłaś sobie przypomniec co się stało? prawda? Nie życzę Ci tego oczywiście ale to straszne pojęcie i wiem jaka ja miałem depresje z o wiele mniejszego powodu. To co dopiero człowiek, który strzelał do tych ludzi. Ja to bym się nie podniósł jakbym tylko zatankował paliwo do tego czołgu a on z niego strzelał! Życzę sukcesów i ogólnie fajna dyskusja:))
pzdr
-
2011/01/13 09:31:03
Dyskusja z dziwnymi tezami nie jest polską tylko cechą. A co do meritum: Folman też nie strzelał, poza tym jest wiele róznych wspomnień zołnierzy izraelskich (niestety poza Mosadem mało po polsku) i można sobie wyrobić pogląd jak postrzegają tę wojnę. Nie wiem dlaczego jeden pogląd Folmana miałby byc bardziej wiarygodny niż setki relacji innych żołnierzy. Rozumiem, że film może się podobać, tym bardziej że dobrze wpisuje się w mainstream pacyfistyczny i ogólnopoprawnościowy, ale dlaczego ludzie z tej opcji odmawiają innym prawa do posiadania własnych opinii odmiennych niż powszechnie obowiązujące?

-
Gość: serpenta, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/26 23:43:34
Proszę mi wybaczyć offtop, ale zaciekawiło mnie stwierdzenie "bardzo demokratyczny i tolerancyjny kraj" wstawione w bezpośredniej bliskości "Izraela". Chodzi mi nawet już o same zakresowe znaczeniu słów: jak kraj z ustawową religią i religijnie wyznaczaną możliwością przyjęcia obywatelstwa może być tolerancyjny i demokratyczny? Demokracja oznacza automatycznie pluralizm, wielonurtowość i ochronę mniejszości przez większość. Jedyną mniejszością Izraela jest mniejszość arabska, która trzymana jest tam jak w więzieniu, właściwie na własnym terytorium i wypierana z jego lepszych części pod Izraelską zabudowę (co mi osobiście przypomina hasła walki o lebensraum); ludność ta jest trzymana bez jakichkolwiek perspektyw pracy i edukacji, a nawet szafuje się podstawowymi środkami egzystencjalnymi, takimi jak woda, jako nagrodą bądź karą za działania grupki ekstremistów, stosuje się odpowiedzialność zbiorową i akcje odwetowe, zaś w Izraelskich nalotach (Izrael posiada najwyższej klasy sprzęt namierzalniczy i najlepszy wywiad wojskowy na świecie) giną wielkie liczby cywilów. Izrael jest więc hipernacjonalistą, narodowo socjalistyczną enklawą militarystyczną, nastawioną na ciągłą ekspansję, wypierającą ludność autochtoniczną, która stawiając opór znajduje się w sytuacji permanentnej okupacji i odcięcia od świata. Gdzie tu jest demokracja i tolerancja?
-
2011/03/29 11:57:47
Serpento, chciałem napisać tylko, że kraj, który znajduje się w sytuacji permanentnego zgrożenia militarnego jednocześnie toleruje produkcje filmowe podważające zaufanie do własnej armii, a nawet nagradza takie filmy, jest krajem z istoty swojej bardzo tolerancyjnym.
Nie chce wdawać się w polemikę na temat Izraela i zakresu znaczeniowego słowa demokracja, choć pogląd mam bardziej zniuansowany. Natomiast cieszy mnie, że do pewnego stopnia chociaż zgadzasz się z oceną filmu Walc z Baszirem skoro piszesz o najlepszym wywiadzie wojskowym, jaki ma Izrael, bo Folman uważa całą armię izraelską za siedlisko głupoty i gry pozorów.
-
2011/05/03 12:00:11
chyba poprzedni komentarz nie wszedł wec jeszcze raz. Dlaczego zgadzam sie z nazywaniem tego filmu dokumentalnym? bo nie jest przecież relacją z wojny - nie mam wiec pretensji o to, że być może pokazuje jej niepełny obraz. Film jest paradokumentalny w kontekście relacji świadków, pojedyńczych żołnierze a wiec pokazuje ich wrażenia, odczucia, emocje. i dlatego uważam go za prawdziwy - bo się to czuje.
pozdrawiam
-
2011/05/05 13:41:58
przynadziei - z dokumentalnościa tego filmu jest rzeczywiście kłopot. W celach markentingowych i w wielu pozytywnych recenzjach mówi się, że jest to oryginalne połączenie animacji z fabułą. Ale jak ktoś mówi, że faktografia, kontekst i reprezentatywność rzekomych świadków w ogóle nie spełniają kryteriów uczciwości dokumentalnej, to nastepuje zmiana tonu i wtedy to już nie jest dokument, tylko paradokument lub film fabularny, gdzie rezyser może mówić, co chce.
A co do prawdy psychologicznej: niedawno widziałem prawdziwy reportaż, kręcony na gorąco z wypowiedziami młodych izraelskich żołnierzy i byłych żołnierzy (obu płci). Wszyscy byli zasmuceni i z pewnym kacem moralnym, że muszą wykonywać bardzo ciężką i nieprzyjemną służbę, np. na posterunkach kontrolnych przy murze, gdzie rewidują płaczace kobiety i dzieci. W ich głosie traumy nie było słychać, natomiast prawie wszyscy rozumieli, że robią rzeczy przykre, lecz konieczne, aby zapewnic bezpieczeństwo swoich matek, żon i dzieci, a kobiety - swoich mężów. Bardzo dobrze to rozumieli, bo prawie każdy miał w bliższej lub dalszej rodzinie, czy wśród znajomych kogoś poszkodowanego w zamachach terrorystycznych. Ale w rzekomym dokumencie Folmana takiej podstawowej prawdy nigdzie nie usłyszymy. Pozdrowienia i dzięki za komentarz.
-
Gość: Highvoltage, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/06/24 17:30:19
Zgadzam się z argumentami co do zbyt wąskiego spektrum przedstawionych zdarzeń. Zgadzam się także co do manipulowania publiką. Jednak nie mogę się zgodzić w kwestii wartości artystycznych. Pod względem wykonania film mi się bardzo podobał. Pozdrawiam.
-
2011/06/24 22:12:08
@Hihgvoltage - miło, że mamy podobne poglądy w sprawach zasadniczych. Łatwo się przyznaję do ograniczonej kompetencji w sprawach animacji. Pozdrowienia
-
Gość: Woldas, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/12 03:32:03
A ja odniosłem wrażenie, że masz z góry wyrobioną wizję tamtych wydarzeń. Wiesz dokładnie, kto do kogo strzelał i po co, tak jakbyś tam był. Ba! Wiesz nawet, co miał na myśli reżyser... Zresztą widać to po sposobie w jaki piszesz: "...co my w tym Libanie robiliśmy i po co tam weszliśmy?"
Otóż, moim skromnym zdaniem świat nie jest czarno biały, a film ten ukazuje tylko jeden z jego odcieni - punktów widzenia - obraz wojny, tak jak widział ją Folman i jego rozmówcy. Być może żołnierz Palestyński inaczej opowiedziałby tę samą historię. Nie oznacza to jednak, że któryś kłamał -po prostu widzieli to inaczej. Dlatego uważam że oskarżanie reżysera o zakrzywianie wizji historii jest bezsensowne - to jest jego wizja, jego wspomnienie i basta.
Zresztą film unika jakiegokolwiek opiniotwórczego komentarza. Nie wskazuje, kto jest dobry, a kto zły. Przedstawia tylko zbiór autentycznych historii, z punktu widzenia żołnierzy izraelskich pozpstawiając widzowi ich ocenę.
Co zaś się tyczy uniwersalności... to wystarczy porównać tą wojnę z tym co działo się kilka lat później na Bałkanach. Zmieniła się sceneria, miejsca, nazwy, daty i imiona zabitych i morderców, fabuła zaś była w gruncie rzeczy ta sama.
-
2011/07/12 10:59:10
@Woldas - rzeczywiście mam wyrobiona wizję tamtych wydarzeń, mniej więcej wiem jak wyglądała tamta wojna, wiem również - z grubsza - jak funkcjonuje armia izraelska. Film nie jest moim jedynym żródłem wiedzy.
Oczywiście każdy ma prawo do swojej wizji wydarzeń i przyznaje to prawo również Folmanowi, a zwłaszcza jego rozmówcom. Równolegle każdy z odbiorców tego filmu, ma prawo do jego krytyki. Problem tylko w tym, że gdzieś obok tych praw bytuje sobie taka kompletnie zapomniana i lekcewazona rzecz, jak prawda. Zamiast niej mamy rozdętą do nieprawdopodobnych rozmiarów propagandę poprawności, która wszystkie inne wartości skutecznie zasłania i, co smutne, używa klasycznych metod preswazyjnych. Widzę, że należę do mniejszości, która nie lubi być manipulowana.