Blog > Komentarze do wpisu
Vicky Crisitna Barcelona

Bardzo nie lubię tego typu filmów. Z kolosalną swobodą Woody Allen przedstawia wakacyjne przygody pary amerykanek. Obie wskakują do łóżka hiszpańskiego malarza, jedna się w nim zakochuje, mimo iż ma narzeczonego, druga lekko akceptuje współżycie we troje wraz z jego byłą/aktualną żoną. Jest to normalne, ciekawe, pociągające, a stałe związki to przeżytek przynależny kulturze drobnomieszczańskich pozorów. Na dodatek wszystko to przedstawione jest jako coś zwykłego, standardowego, występującego jako powietrze dookoła nas. Cudowna architektura Barcelony dodaje tylko piękna tym jakże twórczym relacjom międzyludzkim. Problem tylko w tym, że w życiu realnym czujemy zupełnie inaczej i potrzebujemy miłości, stałości i zaufania. Na ekranie zaś widzimy fascynującą przepływność między łóżkami stwarzającą pozór, że o tym właśnie marzymy, a kobiety to wprost za tym szaleją, tylko małżeńskie przesądy je ograniczają. Co tu więcej pisać. Szkoda tylko wspaniałych aktorek zaprzęgniętych do kreowania zupełnie fałszywej wizji świata. Chyba że ktoś podziela pogląd Allena, że seks we dwoje jest ciekawy, a w piątkę fascynujący.

wtorek, 27 kwietnia 2010, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2010/04/27 21:05:06
To jest to!
-
Gość: ań, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/29 13:05:49
jeśli chodzi o ocenę filmu, ponownie wyrażam sprzeciw. dla mnie to film o tym, że skoki w bok niszczą związki, a trójkąty szczęścia nie dają. nie wiem jakim cudem patrząc na ten sam film widzimy całkiem inne rzeczy, może, wbrew pozorom, jestem tak konserwatywna, że wszystko widzę przez własną wizję świata?
-
2010/04/30 13:38:55
Najważniejsze, że sie zgadzamy w sprawach podstawowych, czyli co pospólnie myślimy o naturze związków kobiety i mężczyzny. Natomiast co do kwestii "co autor chciał powiedzieć": na pewno Allen nie promuje stałych związków małżeńskich. Co się stało z Vicky? Po sex przygodzie z malarzem, jest rozdarta, małżeństwo widzi, jako wybór rozsądku, "piękna zobowiązania", ale prawdziwa fascynacja to jednak malarz, nawet jak było to płytkie i bez perspektyw. Otoczenie zreszta ją wspiera w jej zauroczeniu (vide Judy Nash, która widzi swoje małzeństwo, jako nudną, długotrwałą pomyłkę). Zaś co do trójkatu: nie akceptuje go tylko jedna z trzech zainterosowanych osób i to bynajmniej nie przedstawiona, jako szczególnie mądra iszczesliwa po wycofaniu się z niego. Dwójka, która dobrze sie w tym trójkącie czuje, jest pokazana jako osobowości ciekawe, twórcze, pociągające. To mało, żeby wysnuć wniosek o wymowie filmu?