Blog > Komentarze do wpisu
Różyczka i Ghostwriter, podbieństwa i różnice

Różyczka, reż. Jan Kidawa-Błoński, Polska 2010, Autor widmo (Ghostwriter), reż. Roman Polański, USA 2010.

Czekałem na ten film z utęsknieniem, bowiem – dzięki Obławie Joanny Siedleckiej - dość dobrze znałem dzieje inwigilacji Pawła Jasienicy przez jego żonę Nenę O’Bretenny. Film, jak się okazało, jedynie odlegle inspirowany był tą historią. Przede wszystkim finał był zupełnie inny w rzeczywistości, podły, a inny w filmie, względnie dobry. Tym bardziej dziwi, dlaczego różne szczegóły z biografii Pawła Jasienicy zostały do Różyczki włączone. Generalnie uznaję prawo do reżyserskiej licentia poetica, ale gdy zbyt dużo detali odnosi się do prawdziwych postaci, w sposób uzasadniony oczekuje się realnej pointy.

Magdalena Boczarska TW Różyczka i Andzrej Seweryn - Warczewski

Film jest życzliwy w oglądaniu i w fotelu przed ekranem czas spędzimy na pewno z przyjemnością. Mocną jego stroną jest aktorstwo: Magdalena Boczarska, tytułowa Różyczka (wcześniej mi nie znana) i Andrzej Seweryn, jako pisarz Warczewski (znany bardzo dobrze) stworzyli tandem uzupełniający się i posiadający niemałą klasę. Na dodatek Boczarska jest piękną kobietą i wykorzystuje na ekranie swoje atuty, co uprzyjemnia niewątpliwie czas spędzony z tym filmem.

W warstwie wydarzeń Różyczka porusza tematy ważne, a nawet przejmujące: partnerka wybitnego pisarza zostaje zwerbowana przez Służbę Bezpieczeństwa i systematycznie na niego donosi, rodzi się myśl o małżeństwie, a donosy płyną nadal, kończą się jednak wraz z zawarciem małżeństwa. Trudno sobie wyobrazić bliski związek podszyty systematycznym szpiclowaniem. Jak można z tym żyć? Tu miłość, tu łóżko, tu donos i wszystko na przemian. Dylematy TW Różyczki nie budzą jednak współczucia. Wydaje się, że reżyser i jednocześnie scenarzysta, Jan Kidawa-Błoński, popełnił kilka kardynalnych błędów już na etapie scenariusza. Po pierwsze, zatarł granice pomiędzy główną osią filmu, a wątkami pobocznymi. Równie ważny jest motyw donosicielski, motyw romansu z oficerem SB, a na koniec - tło marcowej nagonki antysemickiej. Gdy wszystko jest równie ważne, to nic nie jest najważniejsze, a jak nie jest najważniejsze, to czym się przejąć? Po wtóre, rzeczywistość wyglądała dużo dramatyczniej niż film. Nena O’Bretenny donosiła na Jasienicę przed ślubem i później. Nie przeszkadzało jej, w karierze agentki, zawarcie małżeństwa z obiektem jej donosów. Jasienica umarł, a ona donosiła nadal obsmarowując środowisko literackie. Jaka musiała być psychika tej osoby, jej motywacje, jak głęboki immoralizm. Według tej osi zrobiony film, gdzie inne wydarzenia byłyby tylko tłem dla filmu psychologicznego, byłby dużo ciekawszy i przejmujący.

Raziło mnie też nieprawdopodobieństwo wielu sytuacji. Różyczka była jedną z najcenniejszych dla komunistów agentek i nie było możliwe, aby jej oficer prowadzący nachodził ją, molestował, a na końcu zdekonspirował. Nad operacjami tego typy czuwał sztab oficerów i każdy szczegół kontaktów z agentem był szczegółowo analizowany. Choć trzeba przyznać, że w pewnym momencie SB straciła zaufanie do jakości pracy swojej donosicielki, to do takich wydarzeń, jak w filmie, nigdy by nie doszło. Samobójstwo Warczewskiego w wyniku „nagonki” też jest mało prawdopodobne – ktoś kto decydował się na współpracę z „wrogimi ośrodkami” na Zachodzie, musiał brać pod uwagę ryzyko wieloletniego więzienia, wobec czego trochę słownych połajanek wydaje się jednak „bułką z masłem”. [Po celnym komentarzu poniżej, myślę, że reżyser sugeruje, że to nie było samobójstwo, ale nieznani sprawcy. Jest tu pewne pole do indywidualnych interpretacji.]

Podsumowując: ciekawy film, na ciekawy temat, nie najlepiej pomyślany, ale mimo to ogląda się go dobrze. Finalna ocena 7/10.

Ghostwriter jest filmem – paradoksalnie – mającym wiele wspólnego z Różyczką. W obu przypadkach, żony głównych bohaterów odgrywają kluczową rolę w ich życiu, w obu przypadkach są zwerbowane przez służby. Poza tym w punkcie startu Polański miał poczytną książkę, a Kidawa-Błoński realną historię. Pierwszy jej zaufał i wygrał, drugi kombinował ze scenariuszem i przegrał. Film Polańskiego jest lepszy, ma wartką, spójną akcję, zaskakujące zakończenie i trzyma w napięciu, co w przypadku thrillera jest wartością decydującą. Kidawa-Błoński za to wykorzystał wdzięki Boczarskiej, a kobiety u Polańskiego są bardzo nie pociągające.

Najbardziej irytuje u Ghostwriterze retoryka alterglobalistyczna, pacyfistyczna, umiejscawiająca wszelkie zło w CIA. To dość prymitywny zabieg i, co gorsza, robiony zdecydowanie „pod publiczkę”, ale w moich oczach wartość filmu zmniejsza. Ostateczna ocena 8/10.

sobota, 24 kwietnia 2010, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2010/04/28 21:20:20
Na Ghostwritera jakoś nie dotarłam, a co do Różyczki, to w zasadzie się zgadzam z Twoją opinią, zwłaszcza jeśli chodzi o brak zachowania realiów SB. Film dobry i przejmujący, dopóki siedzi się w kinie, niestety, szybko ulatuje z pamięci i nie trawi od wewnątrz. Jednakowoż, obejrzeć można bez większego obrzydzenia. :)
-
Gość: Kowal1978, *.chello.pl
2010/05/02 23:40:49
Witam!
Poniewaz jestem swiezo po filmie "Rozyczka", ktory mi sie bardzo spodobal (dalbym ocene 8,5-9/10) musze sprostowac dwie rzeczy przedstawione przez autora w recenzji.
Do rzeczy. Pierwsze co rzucilo mi sie w oczy to: "W warstwie wydarzeń Różyczka porusza tematy ważne, a nawet przejmujące: partnerka wybitnego pisarza zostaje zwerbowana przez Służbę Bezpieczeństwa i systematycznie na niego donosi, rodzi się myśl o małżeństwie, a donosy płyną nadal, kończą się jednak wraz z zawarciem małżeństwa." - musielismy byc na dwoch roznych filmach, bo kolejnosc wydarzen byla zupelnie inna. W TELEGRAFICZNYM skrocie Kamila byla:
Kochanka jakiegos goscia - Kochanka goscia, ktory okazuje sie SBkiem oraz "uczennica" Profesora - kochanka Profesora (porzuca SBka) - Partnerka Profesora (koniec donoszenia) - rozstanie z Profesorem (zazdrosny SBek dekonspiruje Kamile) - slub z Profesorem.
Druga sprawa to stwierdzenie: "Samobójstwo Warczewskiego w wyniku nagonki też jest mało prawdopodobne ktoś kto decydował się na współpracę z wrogimi ośrodkami na Zachodzie, musiał brać pod uwagę ryzyko wieloletniego więzienia, wobec czego trochę słownych połajanek wydaje się jednak bułką z masłem." - wszystko fajnie ale jest wyrazna przeslanka (czerwona roza na schodach), ze Warczewskiemu najprawdopodobniej zazdrosny SBek "pomogl" wypasc z okna (chyba ulubiony "wypadek" stosowany przez SB).
To tyle na goraco po obejrzeniu filmu :-)
Recenzje czyta sie - musze przyznac - bardzo przyjemnie. I prosze nie odbierac mej wypowiedzi jako wytykania bledow czy zlosliwosci ale TYLKO jako chec pomocy i poprawy pewnych bledow, ktore sie wkradly w recenzje.
Dziekuje za uwage i pozdrawiam!
Kowal
-
2010/05/03 20:56:21
Dzięki za komentarz. Co do kolejności wydarzeń, to zgadzam się bez dwóch zdań, tym bardziej, że nasze opisy są nie sprzeczne. Dla mnie było tylko istotne, że w filmie Różyczka przestała donosić dopiero po decyzji o zawarciu ślubu. W rzeczywistości prawdziwej nie stanowiło to większej cezury. Interesowało mnie głównie to zawęźlenie związku uczuciowego i regularnego donosicielstwa, stą opis wydarzeń w filmie nie był precyzyjny.
W całości się zgadzam z tym, co piszesz o samobójstwie Warczewskiego. Reżyser zostawił tu duże pole do interpretacji (np. skąd ta czerwona róża).
Ja też uważam Różyczkę za niezły film. Problem w tym, że wystarczyło nie kombinować, a byłby znacznie lepszy i bardziej przejmujący.