Blog > Komentarze do wpisu
Mistrz

W Szpiegu doskonałym Le Carré opisuje losy oficera angielskich tajnych służb Magnusa Pyma, który zdradził i przez wiele lat był podwójnym agentem. Dostrzegamy tu odległą inspirację Kimem Philbym. Natomiast na pewno pierwowzorem ojca Magnusa, Ricka Pyma był z kolei ojciec Le Carrego, Ronnie, cwaniak, biznesman-bakrut i oszust. Smaku całej tej grze z czytelnikami dodaje także i to, że Magnus do współpracy z Sowietami został zwerbowany w Wiedniu, a tam właśnie karierę w brytyjskim wywiadzie rozpoczynał David Cornwell, czyli John Le Carré.

W tej książce mamy znacznie więcej psychologii i analizy uwarunkowań rodzinnych niż klasycznej szpiegowskiej roboty. Zwłaszcza całokształt relacji z ojcem, regularnym oszustem i mitomanem, rzutował na całą późniejszą drogę Pyma, zwłaszcza na jego swoisty immoralizm i perfekcyjną zdolność do przybierania takiej postawy, jakiej oczekuje od niego środowisko, w którym aktualnie się znajduje. Czy ludzie o takim model charakterologicznym powinni lądować w wywiadzie. Zdecydowanie nie, ale niestety wszyscy dowiedzieli się o tym po czasie.

Mistrz Le CarreLe Carré potwierdził tą książką, że jest najlepszym autorem powieści sensacyjnych, co już wcześniej napisałem w notce poświęconej Małej Doboszce. Teraz przy okazji refleksji o Szpiegu doskonałym dodam, że w ogóle w dziedzinie litery powojennej Le Carré należy do grona pisarzy najlepszych i szufladkowanie go tylko do sensacji robi mu krzywdę. Jest wnikliwym obserwatorem, jego postacie mają głęboko przemyślany, spójny model osobowości. Często zwraca uwagę w swoich książkach na koszty wyborów, których dokonujemy. Jego bohaterowie często chcą dobrze, ale czynią źle. Wyrządzają krzywdę innym ludziom, mimo iż bardzo chcieliby tego uniknąć. Jeszcze częściej płacą wysoką cenę za swoje wybory. A przecież tego typu refleksje są rdzeniem dobrej literatury od czasów starożytnych. Uderzam w wysokie tony, ale myślę, że uzasadnione, bowiem Le Carre został zaklasyfikowany do literatury sensacyjnej, a w rzeczy samej jest to po prostu literatura przez duże "L".

 

wtorek, 02 marca 2010, dijkstra-jg

Polecane wpisy