Blog > Komentarze do wpisu
Mamut Lukasa Modyssona

Mamut/Mammoth, reż. Lukas Modysson, Szwecja/Niemcy/Dania, 2009

Leo i Ellen to para nowojorczyków, „ludzi sukcesu”. Leo stworzył świetnie prosperującą stronę internetową i wszedł do świata pieniędzy i wielkich decyzji. Ellen całkowicie poświęca się swojej pracy chirurga. Ich ośmioletnia córka, Jackie, większość czasu spędza z filipińską nianią, Glorią, która przyjechała do USA, żeby zarobić na utrzymanie rodziny, a swoich dwóch synów zostawiła na Filipinach.

Podróż Leo do Tajlandii rozpoczyna serię zdarzeń, które będą miały istotne konsekwencje. Nudzi się on podczas negocjacji biznesowych i do czasu ich zakończenia wyjeżdża nad morze, gdzie poznaje lokalną damę do towarzystwa (hostessę, prostytutkę). Odmawia zaproponowanych usług seksualnych, ale spędza nią czas, widząc w niej życzliwą partnerkę i przewodnika po lokalnych obyczajach. Wspólne wypady na plażę owocują jednak bliższym kontaktem nie tylko dusz, ale i ciał. Leo traktuję te wpadkę, bardzo poważnie, jako grube naruszenie reguł gry. Natychmiast wyjeżdża, skraca negocjacje i wraca do domu. I to podoba mi się najbardziej. W końcu ktoś zauważa, że takie przygody wakacyjne są bardzo nie w porządku. W końcu bohater filmu ma zbudowaną tożsamość na przyzwoitości i wierności (w czym widzi wartość), a nie rozrywkowej przygodowości.

Drugi równoległy wątek filmu to tragiczne wydarzenia dotykające dzieci filipińskiej służącej, które zostałe zostawione w rodzinnym domu pod opieką babci. W finale filmu matka decyduje się na porzucenie pracy w Stanach i niezależnie od trudności finansowych poświęcenie swojego czasu dzieciom.

Leo i Ellen, Gael Garcija Bernal i Michelle WilliamsW obu wątkach reżyser opowiedział za tradycyjnymi wartościami, widząc w rodzinie najważniejsze miejsce dla życia człowieka. Nie jest to w jego przypadku banalna konstatacja, bo w poprzednich bardzo ostrych filmach (Lila4ever, Tylko razem, Fucking Amal) pokazuje wiele patologii dotykających współczesnego człowieka. Widzę w jego rozwoju pewną konsekwencję – zdiagnozował najpierw nieszczęście w dość radykalnych (również formalnie) produkcjach, a teraz, w sposób dużo spokojniejszy pokazuje pewne remedium. To rodzina, w której na pierwszym miejscu stawiamy relacje i drugiego człowieka, a nie pieniądze, pracę i zaliczanie przypadkowych panienek, jest miejscem, gdzie możemy wzrastać.

Kiedyś Modysson powiedział: „wspólnym tematem są zagrożone dzieci. To jest wspólne dla wszystkich moich filmów.” Cieszę się, że w Mamucie trafnie zdiagnozował, czego tym dzieciom na prawdę potrzeba.

Pozostaje mieć nadzieję, że film wejdzie na polskie ekrany.

 

środa, 27 stycznia 2010, dijkstra-jg

Polecane wpisy