Blog > Komentarze do wpisu
Bękarty wojny

Bękarty wojny, reż, Quentin Tarantino, USA, 2009 

Oglądając filmy historyczne przywykliśmy do dziwacznych standardów. Za oczywiste uważamy, że film powinien pokazywać mniej więcej prawdziwe wydarzenia, a okoliczności w jakich rozgrywa się akcja powinny być chociaż względnie realistyczne. W II wojnie światowej na przykład to Niemcy dokonują zagłady Żydów, a nie odwrotnie, Amerykanie nie prowadzą działań partyzanckich, a Rosjanie nie są mistrzami techniki ani dżentelmenami od dobrych obyczajów (zwłaszcza wobec Niemek). Ponadto oczekujemy, żeby wydarzenia miały miały chociaż pewne prawdopodobienstwa wystąpienia. Ale czy te staromodne przekonania ciaglę powinny obowiązywać?

Quentin Tarantino postanowił eksplorować obszar możliwych odpowiedzi na to pytanie. No i dowiadujemy się, że Amerykanie prowadzili z chęcią i niemałymi sukcesami działalność partyzancką, że tworzyli oddziały składające się z Żydów, a amerykański sposób prowadzenia wojny opierał się o zemstę, okrucieństwo i mordowanie jeńców. Niemcy zaś to superinteligentni esesmani, wysoce etyczni bohaterowie wojenni i prości żołnierze walczący z obrzydliwym Gestapo, zabijający jego oficerów. Żydzi z kolei, co prawda byli ofiarami holocaustu, ale walczyli w swojej obronie, a zwłaszcza byli przywiązani do rozbijania niemieckich głów kijem bejsbolowym.

Ogląda się ten filmowy komiks z zainteresowaniem i zaangażowaniem. Każdy lubi, jak czarni bandyci ponoszą słuszną karę, a orędownicy dobra są nie tylko sprawiedliwi, ale i skuteczni. Zwłaszcza łatwo identyfikujemy sie ze słuszną zemstą ludzi słabych, którzy ostatecznie znajdują w sobie siłę do obrony i wzięcia odwetu za oczywiste krzywdy. A jeszcze bardziej nas cieszy, jak zemsta jest widowiskowa i na skalę apokaliptyczną. Tarantino dobrze to rozumie i odwołuje się do naturalnych skłonności kinomanów. Wykorzystuje nasze raczej emocje niż przywiązanie do realiów historycznych.

W pierwszej części filmu widzimy realistyczną opowieść o polowaniu na ukrywającą się żydowską rodzinę. Diaboliczny, piekielnie inteligentny standartenfürer Hans Landa ostatecznie odnosi „sukces” i rozstrzeliwuje ukrywających się. Zestawienie tego przejmującego obrazu z komiksową resztą fabuły jest dla mnie niesmaczne, bo nie pozwala nam naprawdę przejąć się tragedią. Nasze współodczuwanie z bezbronnymi i prześladowanymi rozpuszcza się w późniejszym śmiechu, redukuje się do satysfakcji z okrutnej zemsty.

W historii rzeczywistych wydarzeń Żydzi nie stawiali oporu, nie walczyli, a Powstanie w Getcie Warszawskim było wyjątkiem potwierdzajacym regułę. U jednych wzbudzało to negatywne oceny: „idą jak barany na rzeź”. U innych (a ja się do nich zaliczam) było to ukoronowanie kilkunastu wieków żydowskiej diaspory, ludu wydanego wszędzie na łup silniejszych, pragnących zawładnąć cudzym majątkiem. Owe bierne pogodzenie się z losem, dobrowolne wchodzenie do wagonów jadących do Auschwitz, wcale nierzadko rezygnacja z możliwości uratowania się, aby towarzyszyć swojej rodzinie, ma wymiar równie heroiczny, jak walka z bronią w ręku. A może nawet bardziej. Czy łatwiej jest zginąć w walce, czy dobrowolnie wejść do wagonu, aby nie pozostawić dzieci samych wobec śmierci (jak dr Korczak)? „Jak baranek na rzeź prowadzony” (Iz 53,7; Pieśń Sługi Jahwe). Czy nam to czegoś nie przypomina?

Tarantino zrobił film do oglądania, a nie do medytowania – gdzie mu tam do inspiracji religijnych (jak np. w Gran Torino Eastwooda, zresztą pewnie nie świadomie). Pewnie potraktowałby to jako zarzut. Bękarty wojny jakkolwiek mają brutalne sceny, to są łatwe w odbiorze. Na dodatek wszyscy się cieszą: Amerykanie – bo pomagali Żydom (bujda), Żydzi – bo okazali się narodem wojowników (ale nie w tej wojnie), Niemcy – bo mieli prawdziwych i głęboko etycznych bohaterów, a jak łajdaków to chociaż inteligentnych (bzdura). Skądinąd stereotyp esesmana podłego, ale superinteligentnego jest głęboko zakorzeniony. Są to postacie fascynujące: brutalność, inteligencja, czarny mundur, bezwzględność, oficerki, języki obce. W rzeczywistości wyglądali oni zupełnie inaczej. Jeżeli przyjglądamy się konkretnym ludziom, widzimy coś przeciwnego. Eichmann – architekt holocaustu – typowy urzędnik, któremu zamiast czarnego munduru znacznier lepiej pasowałyby czarne zarękawki; Rudolf Hoess – komendant obozu w Auschwitz – zwykły prymityw i na dodatek dość tępy. Jakże to dalekie od popularnych wyobrażeń.

Bękarty wojny to film widowiskowy, wciągający, wzbudzający zainteresowanie. Ciekawy, bo przedstawia zupełnie inne podejście do ostatniej wojny i do holocaustu, niż to, do którego się przyzwyczailiśmy. Z tego powodu film warto obejrzeć, ale warto pamiętać, że manipuluje naszymi emocjami i miesza w głowach, jeżeli chodzi o wizje historii. Z drugiej strony utrwala tylko fałszywe stereotypy. Najbardzie mi przeszkadza jego komiksowość, kompletne nieliczenie się z prawdopodobieństwem sytuacyjnym. Daleko temu obrazowi do finezyjnego Pulp Fiction.

środa, 23 grudnia 2009, dijkstra-jg

Polecane wpisy

Komentarze
2011/05/09 12:36:34
A mi się film szalenie podobał i świetnie się bawiłam podczas oglądania - może dlatego, że nie oczekiwałam od niego prawdy historycznej. Tarantino i film historyczny? Nie przesadzajmy ;) A film jak dla mnie świetny!
-
2011/05/09 13:17:38
Mieszanie konwencji filmu powaznego (na początku) ze zwariowanym komiksem na końcu podoba mi się najmniej.
Od każdego filmu oczekuję, że jeżeli ubiera się w bardzo realistyczny kostium historyczny, to nie będzie łgał chociaż w grubych sprawach. Mogł sobie zrobić historical fiction, w którym Hitler na przyklad wygrywa wojnę. Ale tak odważny to QT nie jest, a poza tym kto by dał na to pieniądze? Ciekaw jestem czy ktoś w Stanach nakrecił film, w którym to Witnamczycy używają zmasowanych bombardowań napalmem, a Amerykanie w dżungli prowadzą tak skuteczna partyzantkę, że zajmują Hanoi. A dlaczegóż by nie? Absurd jest taki sam , jak w Bękartach wojny, tylko lepiej zrozumiały dla Amerykanów.
-
Gość: Clive, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/06/25 21:00:51
Chciałbym delikatnie wytknąć błąd merytoryczny. Zdanie "W historii rzeczywistych wydarzeń Żydzi nie stawiali oporu, nie walczyli, a Powstanie w Getcie Warszawskim było wyjątkiem potwierdzajacym regułę." mija się z faktami historycznymi, jest po prostu nieprawdziwe.
-
2011/06/27 12:14:30
@Clive - Piszę w tej nocie o filmie, postawy Żydów podczas II w.ś. nie są jej głównym przedmiotem, starałem sie krótko je podsumować i tak właśnie wyszło. Rozpatrując rzecz szczegółowo, masz racje, było jeszcze kilka wypadków zbrojnego oporu, ale warto pamiętać, że z tysięcy miejsowości w całej Europie Żydzi zostali wywiezieni do miejsc zagłady nie stawiając oporu. To jest nieocenne stwierdzenie faktu.
Dla jasności powiem tylko, że nie oceniam źle takiej postawy. Wybór Korczaka - żeby odwołać się do powszechnie znanego symbolu - aby dobrowolnie towarzyszyć dzieciom w ich ostatniej drodze do komór gazowych budzi mój kolosalny szacunek.
A tak w ogóle to dziękuje za czytanie z uwagą i zachowanie czujności
Pozdrawiam
-
Gość: Mr.Grey, *.szczecin.mm.pl
2011/10/30 23:58:41
Z zainteresowaniem przeczytałem Twoją opinie dotyczącą filmu. I choć absolutnie się z nią nie zgadzam uważam ją za ciekawą. Nie zgadzam się, ponieważ uważam, że fikcja literacka jest dozwolona na każdej płaszczyźnie. Jesteśmy przyzwyczajenie do przejaskrawionych i mocno odległych od rzeczywistości westernów. Większość z nich opiera się w pewnym stopniu na historii, ale żaden nie jest w tej kwestii rzetelny. A osobiście uważam, że niektóre "spaghetti westerny" są genialne (filmowo, a nie historycznie). Podobnie jest z "Bękartami Wojny". To genialnie wyreżyserowany film. Świetne dialogi i gra aktorska. Denerwuje mnie stałe porównywanie wszystkich filmów Tarantino do Pulp Fiction. Wiadomo, że ten film to totalne mistrzostwo. Być może zrobił ten film za szybko i teraz ciężko mu dogonić samego siebie. Jednak uważam, że pod względem filmowym "Bękarty wojny" są porównywalne. Wydaje mi się, że tematyka poruszana w filmie jest dość drażliwym tematem dla Polaków. Większość z nas zna tę historie nie tylko z lekcji i szkolnych lektur, ale także z relacji dziadków. Dlatego podchodzimy do tej historii z wielkim szacunkiem. Takie "przekłamanie" czasem wychodzi po za ramy naszej tolerancji. A przecież wystarczy odrobina dystansu, żeby stwierdzić, że jest to tylko fikcja. Chyba nikt idąc do kina na film Tarantino nie spodziewał się zobaczyć lekcji historii. Nie uważam też, że film buduje fałszywe świadectwo historii, gdyż wystarczy elementarna wiedza, żeby dostrzec, że jest to totalna fikcja. Nie trzeba być historykiem, żeby dostrzec, że historia jest tu jedynie pretekstem do opowiedzenia zmyślonej historii. Osobiście oceniam film bardzo wysoko. Obejrzałem go kilkukrotnie i nadal mnie zachwyca. Polecam obejrzenie filmu z większym dystansem.
Pozdrawiam.
-
2011/10/31 02:47:39
@Mr.Grey - dzięki za rzeczowy komentarz, nawet w przypadku, kiedy nie zgadzasz się z recenzją. To nie częste. W jednym się zgadzamy, Pulp Fiction to wspaniały film. Rozumiem, że moje uwagi mogą być drażniące dla zwolenników Bękartów wojny, nie rozumiem jednak, jakiegoś totalnego nieporozumienia. Głównym zarzutem i czymś, co budzi mój głęboki niesmak, nie jest niezgodność z realiami historycznymi, tylko pomieszanie konwencji: dramatycznego, realistycznego filmu w pierwszej części z burleską w drugiej. To tak jakby ktoś nakręcił prawdziwy film o Auschwitz, który w drugiej części zamienia się w groteskę, gdzie przy dźwiękach skocznej muzyki więźniowie gazują esesmanów. No chyba byś się zrzygał, a Tarantino to właśnie zrobił. Nie mam nic przeciwko historical fiction, a nawet bardzo ubolewam, że polscy filmowcy nie zajmują się tym gatunkiem, choć jest b. ciekawa literatura w tym stylu.
Porównanie z westernem jest o tyle nie trafne, że jest to wyraźnie wyodrębniony gatunek, w którym oczywiście dla wszystkich nie chodzi o prawdę historyczną o podboju dzikiego zachodu, podobnie jak nikt od Bonda nie oczekuje realizmu. Tarantino w sposób dla mnie niedopuszczalny te konwencje pomieszał i wyszło ciasteczko trochę mało smaczne. Pozdrawiam
-
Gość: Mr.Grey, *.szczecin.mm.pl
2011/10/31 20:16:09
Mnie również zaskoczył przeskok między pierwszą a drugą sceną filmu. Jednak przyznam, że o wiele bardziej zaskoczyło by mnie gdyby film reżyserowany przez Tarantino był cały w konwencji pierwszej sceny. Balans na granicy kiczu i przesady to jest to w czym się specjalizuje. Doceniam ten film przede wszystkim za świetne dialogi (jak zawsze w przypadku tego reżysera bardzo dobrze napisane, wyreżyserowane i zagrane), za dobre zdjęcia, dalekie od efekciarstwa ( z wyjątkiem jednego ujęcia), a także za to, że Tarantino dość odważnie połamał konwencje kina opowiadającego o wojnie, narażając się tym samym na krytykę, sporej części widzów.
Co do porównania do Westernów to może i rzeczywiście jest to osobny gatunek, ale bardzo przeplatają się w tych filmach fakty historyczne, które przedstawione są niekoniecznie wiernie. Przyjęcie takiej konwencji w jednym filmie, a odrzucenie w innym to z lekka hipokryzja. Fakt, że nie zostało zrobionych setki fikcyjnych filmów na temat II Wojny i że nie można tego uznać za osobny gatunek absolutnie nie umniejsza "Bękartom Wojny".
Zawsze szanuję jednak odmienne zdanie, jeżeli poparte jest ono sensownymi argumentami. Było by śmiertelnie nudno jakby każdy myślał tak samo.
Pozdrawiam.
-
2011/11/01 21:33:21
@Mr.Grey - cała nadzieja we wzajemnym szacunku przy innych poglądach. Odniosę się tylko do jednej kwestii, gatunków filmowych. Nie ma nic przeciwko (a nawet jestem zdecydowanie za), aby Tarantino i inni robili historical fiction dowolnie posługując się fantazją. Natomiast mieszanie gatunków powoduje niemały chaos u widzów (choć niektórym to nie przeszkadza) i wcale nie jest wyjątkiem, że budzi poczucie niesmaku.